Seriale: Orphan Black

16.7.14

Kiedy pod koniec czerwca nadrobiłam najbardziej naglące serialowe zaległości, zaczęłam szukać czegoś nowego, bo to przecież grzech, żeby w wakacje nie mieć, czego oglądać. Sama już nie wiem, gdzie się natknęłam na Orphan Black, ale wiem na pewno, że przed moimi poszukiwaniami nie kojarzyłam tego serialu. Do rozpoczęcia oglądania przekonał mnie trailer. Pewnie już wiecie, że na jednym odcinku się nie skończyło.

Akcja rozpoczyna się, gdy Sarah Manning po długiej nieobecności wraca do domu i nieoczekiwanie staje się świadkiem samobójstwa pewnej kobiety. Kiedy okazuje się, że kobieta wyglądała tak, jak ona, Sarah postanawia przejąć jej tożsamość, aby ograbić ją z pieniędzy. Nie zdaje sobie sprawy, że ten mały przekręt zmieni całe jej życie. Szokująca prawda, którą odkryje, pociągnie ją w sam środek niebezpieczeństw.

Zastanawiacie się może, czemu pokochałam aż tak bardzo akurat Orphan Black, skoro jest tyle innych seriali. Powodów jest sporo. Choćby sama mroczna akcja. Lubię tajemnice, zagadki do rozwiązania i chwile grozy, a tutaj jest tego pełno. Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele z fabuły, bo mogłoby to wpłynąć na Waszą radość z oglądania, ale możecie mi wierzyć, że wielokrotnie musiałam powtórnie oglądać niektóre momenty, żeby upewnić się, że stało się właśnie to, co się stało. Nie wiem, czy mogłabym wymienić drugi taki serial, w którym dzieje się tak wiele tylko w jednym odcinku. Orphan Black to swego rodzaju bomba, która zasypuje nas wydarzeniami. Scenariusz jest napisany naprawdę świetnie. Nie ma tu kręcenia, zmyślania i pisania na siłę. Wszystko trzyma się kupy i widać, że jest z góry przemyślane. Każdy poprowadzony wątek ciekawi. Trzeba wspomnieć o tych miłosnych, bowiem w innych produkcjach da się zauważyć, że kiedy nie dzieje się nic szczególnego, twórcy skupiają się na romansach. Tutaj przedstawione są one w sposób bardzo subtelny, z pewnym szacunkiem, a pierwsze skrzypce odgrywa sama akcja.


Osobny akapit należy się dla humoru. Gdyby nie on, mogłoby być sztywno, zbyt groźnie, a z pewnością serial nie miałby tej duszy, którą oczywiście ma. Nie da się oglądać Orphan Black nie wybuchając przy tym śmiechem. Głośnym, niepohamowanym wybuchem radości. Codzienne i te niecodzienne sytuacje rozwiązywane są tu z dużym dystansem i za to właśnie kocham ten serial. Niektóre sytuacje są tak absurdalne, że chociaż wypadałoby zachować powagę, twórcy zmuszają nas do śmiechu i choć może to nieodpowiednie, my właśnie to robimy.

Składam głębokie pokłony dla Tatiany Maslany. To, jaką pracę ta aktorka tutaj wykonuje, nie można nazwać niczym innym, niż objawem geniuszu. Muszę ujawnić pewien aspekt fabuły, żeby wyjaśnić ten fakt, więc musicie mi wybaczyć. Tatiana w Orphan Black wciela się w kilka różnych postaci, a mówiąc kilka mam na myśli dziewięć. Każda z nich jest inna. Dla każdej zarezerwowany jest inny sposób chodzenia, mówienia, inny akcent, inna mimika twarzy. Wielokrotnie oglądając, łapałam się na tym, że nie mam do czynienia z kilkoma aktorkami, a tylko z jedną. Już to właśnie może potwierdzać, jak wielką pracę Tatiana tu wykonuje.

Choć Orphan Black to głównie show Tatiany mamy też innych wartych uwagi aktorów. Choćby Jordana Gavarisa w roli Felixa. Uwielbiam go za humor, gotowość do pomocy i po prostu dla samego faktu, że jest. Mamy też przystojniaka w osobie Paula (Dylan Bruce), który wbrew pozorom nie jest tylko po to, żeby wyglądać. Mamy tajemniczą Panią S (Maria Doyle Kennedy) i przeuroczą Kirę (Skyler Wexler). Każdy odgrywa swoją rolę najlepiej, jak potrafi, dzięki czemu sprawia, że serial staje się jeszcze lepszy.


Często tak jest, że jeżeli coś jest za bardzo wychwalane, to rodzą się zbyt wygórowane oczekiwania i dla nas to coś, nie jest już takie dobre. Myślę, że w tym wypadku oczekiwania zostaną spełnione. Dla mnie Orphan Black to nowo odkryte serialowe mistrzostwo. Jest tu wszystko, czego szukałam, dlatego te dwadzieścia odcinków obejrzałam w przerażająco szybkim tempie. Teraz pozostaje mi tylko czekać na sezon trzeci. Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani, włącznie pierwszy odcinek. Jestem niemal pewna, że tak jak w moim przypadku, tylko na jednym się nie skończy.

Moja ocena: 10/10

Orphan Black, twórcy: John Fawcett, Graeme Manson, 2013