19 razy Katherine - John Green

2.7.14

Obok Johna Greena nie da się dziś przejść obojętnie. Każdy go czyta, każdy się zachwyca, a ostatnia ekranizacja jeszcze tylko wzmocniła szał na tego autora. Jest to jednak uwielbienie w pełni uzasadnione, bowiem tak wspaniałymi, wciągającymi i pozostającymi w pamięci historiami naprawdę trzeba się zachwycać. Kiedy dowiedziałam się o planach na wydanie w Polsce kolejnej jego książki, cieszyłam się, co nie miara i zamówiłam ją już w dzień premiery. Choć o 19 razy Katherine słyszałam sprzeczne opinie, postanowiłam szybko ją przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie.

W książce tej poznajemy Colina - cudowne dziecko. Uczy się on szybciej niż koledzy, widzi związki tam, gdzie inni ich nie zauważają, a także potrafi ułożyć anagram niemal z każdego słowa. Ma też jeszcze jedną ważną dla naszej opowieści cechę - gustuje tylko w dziewczynach o imieniu Katherine. Miał ich już dziewiętnaście i każda go rzuciła. Ostatnie zerwanie było jednak inne. Złamało serce chłopaka, który za nic nie może się teraz pozbierać. Postanawia on wyruszyć razem z najlepszym przyjacielem Hassanem w podróż po Ameryce, aby odnaleźć swój brakujący kawałek. Co wyniknie z tej wycieczki?

Po przeczytaniu kilku książek Johna Greena można łatwo zauważyć pewien schemat: oryginalni i charyzmatyczni bohaterowie, pozornie typowe życie nastolatków, które jednak ma drugie dno, ciekawa akcja, która choć zmierza w wiadomym kierunku i tak nas później zaskakuje i oczywiście piękne przesłanie na koniec. Jest w nich rozmach, przygoda i morał, czyli trzy cechy dobrej opowieści, o których mówiła Colinowi jego przyjaciółka Lindsey. I w 19 razy Katherine ich nie zabrakło. Autor znów dostarczył nam swego charakterystycznego i jakże uwielbianego stylu. Niestety w tym przypadku będzie także ale. Pomysł na posiadanie dziewiętnastu dziewczyn o tym samym imieniu wydaje mi się nieco absurdalny, no ale dobrze, można się później doszukać w tym jakiegoś głębszego sensu. W opisie zapowiadana jest podróż po Ameryce, która niestety kończy się, nim jeszcze się zaczęła. Zacierałam łapki na ciekawą przygodę, a bohaterowie utknęli w małym, i wcale nie urokliwym miasteczku. Może się czepiam, ale przez to utknęła nieco sama akcja, która rozkręciła się dopiero pod koniec. I choć przykro mi, że to mówię, ale niestety niektóre momenty mnie wynudziły. Nie mogłam się jakoś w pełni wciągnąć w tę historię i utożsamiać z bohaterami, jak to robiłam przy poprzednich książkach autora. Zaczęłam to robić dopiero na koniec, co niestety było jak dla mnie trochę za późno.

Sprawę rekompensuje zakończenie i morał, który w przypadku Johna Greena chyba nie może zawieść. Tutaj można wyciągnąć ich kilka: sprawy, które mają dla nas znaczenie, określają nasze znaczenie w świecie; trzeba być sobą; nasza pamięć może zmienić wszystko i oczywiście wiele więcej. W obliczu przeczytanej opowieści wydają się one naprawdę wartościowe. Bo taki właśnie jest Green. Ukrywa ponadczasowe prawdy w prostych czynnościach, pozwala na samodzielne dochodzenie do nich i wpływa na nasze życie. Dlatego właśnie będę go zawsze uwielbiać i dlatego jestem w stanie wybaczyć mu momentami nudną akcję tej książki. Nie da się tu też nie dostrzec charakterystycznego stylu jego języka, który ja osobiście uwielbiam. Rzeczą dość ciekawą w 19 razy Katherine okazują się przypisy, z których możemy się dowiedzieć naprawdę wiele i oczywiście anagramy.

Bohaterowie są podobni do tych, z innych utworów Greena. Mamy chłopka, przeciętnego pod względem walorów fizycznych, ale wybijającego się w innych rzeczy. Colin jest cudownym dzieckiem, tworzy anagramy, uwielbia Katherine'y i przede wszystkim jest bardzo sympatyczną postacią. Mamy Hassana, który swoimi tekstami nie raz mnie rozbawił. Mamy dziewiętnaście dziewczyn o imieniu Katherine i w końcu jedną Lindsey. Dziewczynę złożoną, charyzmatyczną i wybijającą się na szarym tle. Może nie jest tak problemowa, jak inne bohaterki książek autora, ale z pewnością ma wiele do powiedzenia, jeżeli chodzi o głębszy sens tej historii. Może ślepo wychodzę z założenia, że te postacie będą ciekawe i intrygujące, ale dla mnie takie właśnie są.

Niestety nie zostałam porwana przez 19 razy Katherine tak, jak przez inne książki tego autora. Nie wbito mnie w fotel, nie zalałam się łzami, ani nie byłam rozbita przez kilka dni z powodu szokujących wydarzeń. Patrząc ogólnie, to dobra powieść. Ma swoje wady, ale też i zalety, które je rekompensują. Czytało się ją bardzo przyjemnie i z pewnością pozostanie w mojej pamięci. Niestety patrząc przez pryzmat innych książek Greena, ta okazuje się słabsza. Nie na tyle jednak, żebym przestała uważać tego autora za geniusza.

Moja ocena: 7/10

John Green, 19 razy Katherine/An Abundance of Katherines, str. 301, Bukowy Las, 2014