Podsumowanie roku

31.12.12


U wszystkich się pojawia, więc i u mnie nie może go zabraknąć. Jako, że jestem z Wami dopiero od pół roku, będzie to raczej krótkie podsumowanie półrocza. Chcę na wstępie powiedzieć, że przez ten czas nauczyłam się wielu nowych rzeczy i udoskonaliłam swoje marne wypociny. Dziękuję również za bardzo miłe przyjęcie mnie w tym blogowym światku.

A oto moje podsumowanie:
Liczba wyświetleń: 2985
Liczba obserwatorów: 71
Liczba postów: 41
Liczba komentarzy: 432
W tym czasie napisałam 23 recenzje. Na blogu pojawiały się także stosiki, krótkie recenzje filmów, czy inne notki tematyczne.
Za wszystko to bardzo Wam dziękuję!!

A jeżeli chodzi o przyszły rok, to mam następujące czytelnicze plany:
1. Zgłębić sobie twórczość Jodi Picoult i Stephena Kinga.

2. Przeczytać w końcu Harrego Pottera.

3. Skończyć pozycje, które czekają na półce.

4. Dopaść i przeczytać w końcu: Trylogię Kamienie (Czerwień Rubinu, Błękit Szafiru, Zieleń Szmaragdu), Igrzyska śmierci, Magiczną gondolę, Spętani przez bogów, W otchłani.

5. Skończyć serię: Drżenie, Jutro, Żelazne maszyny, Delirium, Dary anioła.

6. Przeczytać część pozycji z listy BBC.


Z okazji tego nowego roku chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego. Samych radość, spełnienia marzeń i zadowolenia z tego, co robicie. No i oczywiście szalonej zabawy dzisiejszej nocy!!




Read more ...

Movies, movies

30.12.12
Dzisiaj postanowiłam troszkę zmienić temat i przedstawić Wam dwa filmy, niedawno przeze mnie obejrzane. Oto i one:

Trzy metry nad niebem

Opis z Filmwebu:
Film opowiada historię dwóch młodych ludzi z zupełnie innych światów. Babi (María Valverde) jest spokojną studentką, Hache (Mario Casas) jest gwałtowny i porywczy. Jednak między nimi narodzi się niekonwencjonalna miłość opatrzona walką większą niż się spodziewali. 
Historia miłości współczesnych Romeo i Julii na podstawie powieści Federico Moccia

Film ten poleciła mi koleżanko, a ja głupia od razu po obejrzeniu się w nim zakochałam. Czy to ze względu na malowniczą Hiszpanię? Albo może przez przystojnego Hache? Tak, to odegrało swoją rolę. Ale nie tylko. Bohaterowie są naprawdę bardzo dobrze wykreowani. Mają głęboką psychikę, a ich zmiany są szczególnie widoczne. Zdawać by się mogło, że to film dobry na wakacje, ale ja mogę powiedzieć z ręką na sercu, że na długie zimowe wieczory też jest dobry. To film lekki, który też mimo wszystko porusza problemy, nieraz poważne dla młodych ludzi. Widzimy tu kłopoty z opanowaniem gniewu, wyścigi na motorach, które nieraz bywają zabójcze, podział na klasy, czy nietolerancję. To też trochę typowe romansidło, ale jakże urzekające. Polecam Wam gorąco!

Pretty woman


Opis z Wikipedii:
Bogaty przedsiębiorca Edward przebywający w Los Angeles w sprawach służbowych, proponuje poznanej na ulicy prostytutce Vivianne posadę płatnej damy do towarzystwa. Kobieta zamieszkuje z nim w ekskluzywnym hotelu. Uczy się jak być elegancką damą. Z biegiem czasu Vivianne odkrywa, że między nią i Edwardem rodzi się uczucie.

Cóż można robić w świąteczne wieczory? A tak, można obejrzeć komedię romantyczną serwowaną nam przez TVP1. A że leciało Pretty woman, a jest to jeden z ulubionych filmów mojej przyjaciółki, która chciała mnie kiedyś pokroić na kawałki, że jeszcze tego nie oglądałam (pozdrowienia dla Ciebie tak w ogóle) postanowiłam to w końcu zmienić. I się nie zawiodłam. Przekonałam się oglądając ten film, że Julia Roberts nie jest jakąś tam podrzędną aktoreczką, tylko aktorką z wielkim talentem. Stworzyła bardzo charakterystyczną bohaterkę, która od razu zapada widzowi w pamięci - i właśnie o to chodzi. Pretty woman to nie jakaś tam głupia komedia romantyczna i mimo, że wątek miłosny jest tu kluczowy, to na widzu większe wrażenie odgrywa główny problem, czyli prostytucja. Jak na lata 90-te, to film jest świetnie wykonany moim zdaniem. Można się niesamowicie wciągnąć w fabułę i śledzić losy bohaterów z wypiekami na twarzy. Zdecydowanie Wam go polecam!!


Koniec roku się zbliża, a razem z nim liczne podsumowania. I u mnie ono będzie już jutro. Jak się macie w to niedzielne popołudnie? Pozdrowienia!!
Read more ...

Delirium - Lauren Oliver

27.12.12
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. 
To też nie diabeł rogaty. 
Ani miłość kiedy jedno płacze 
a drugie po nim skacze. 
Miłość to żaden film w żadnym kinie 
ani róże ani całusy małe, duże. 
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół, 
drugie ciągnie je ku górze. 


Tak śpiewa Happysad w jednej ze swojej piosenek. Nie wiem czemu, ale utwór ten zaraz skojarzył mi się z tą książką. Ale zacznijmy od początku, czyli od przybliżenia fabuły.


Świat nie jest wolny od chorób. Jedną z nich jest... miłość. Tak, tak, dobrze słyszycie. Już dawno temu to udowodniono i znaleziono na lekarstwo. Zamknięto granice państwa, aby uchronić ludzi przed dzikimi, zarażonymi ludami i po uzyskaniu wieku pełnoletniego zaczęto wstrzykiwać obywatelom remedium. Po zabiegu można się czuć uratowanym, nie ulegniesz już bowiem tej zdradliwej chorobie jaką jest miłość, nie zaprowadzi Cię ona w objęcia śmierci. Od tego czasu będziesz wiódł spokojne życie, ze sparowanym (przeznaczonym) Tobie mężczyzną, bez wielkich porywów, ale też bez ryzyka choroby. Lena też tak myślała, niecierpliwie odliczała dni do zabiegu. Było tak, dopóki nie ujrzała Jego. On otworzył jej oczy, pokazał prawdę, zdjął zasłonę niewiedzy. Teraz wszystko jest inne.


Na Delirium miałam ochotę już od dawna. Zachęcały mnie do tej książki pozytywne recenzje, jak i magnetyzujący opis. Wspomnieć też muszę o przyciąganiu, jakie do tej książki poczułam. Idę do biblioteki, z zamiarem oddania książek. Bronię się jak tylko umiem, żeby nie zaglądać na półki i nie brać niczego, bo przecież mój stos książek do przeczytanie urośnie niedługo do nieba. Gdy już weszłam do tej świątyni lektur, mówię sobie: tylko zerknę, nie będę nic brała. A potem na półce widzę Delirium i wszystkie moje postanowienia diabli wzięli. Biorę ją szybko, żeby się nie rozmyślić. W domu, po skończeniu innej książki, zamiast zając się tymi czekającymi na półce łapię się za Delirium. I przepadam... 


Chyba każdy się ze mną zgodzi, że motyw Delirium jest niespotykany. Świat bez miłości - mimowolnie człowiek zaczyna się zastanawiać, jak taki świat by wyglądał, jak by się w nim żyło. Niejednokrotnie stwierdziłam, że nie dałabym tam rady. Ze względu właśnie na pomysł, dla pani Oliver wielki plus ode mnie. Książką tą byłam jednak zachwycona, nie tylko ze względu na pomysł. Sam styl prowadzenia fabuły jest świetny, tak że czytelnik nie może się od niej oderwać. Mimo, że początkowe cztery rozdziały mnie nieco nudziły, to potem wciągnęłam się tak, że po prostu musiałam skończyć tę książkę i dowiedzieć się, co się stanie. Moje nerwy były pozytywnie napięte, a wyobraźnia nie mogła odgadnąć zakończenia aż do ostatniej strony. Język nie przytłaczał, książkę czytało się lekko. Ciekawym pomysłem były cytaty na początku każdego rozdziału z ksiąg świata, w którym dzieje się akcja - świata bez miłości. Jeszcze bardziej podkreśla to, jak autorka musiała go dopracować, nawet w najmniejszy szczegół.


Muszę przyznać, że Lena mnie denerwowała. Jej początkowa fascynacja zabiegiem była wręcz nieznośna i mimo, że mogę ją zrozumieć, ze względu na jej sytuację, nie zmienia to faktu, że mnie to irytowało. Później na szczęście się zmieniła. Ogółem mówiąc, była bohaterką, która dała się lubić, nieco przeciętną, ale nie pozbawioną wewnętrznego potencjału, może trochę pokroju Belli Swan. Polubiłam za to naprawdę bardzo jej przemianę. Cieszyło mnie kiedy wreszcie dotarła do niej prawda. Alex natomiast, spełniał swoje zadanie. Hipnotyzował, zaskakiwał, roztaczał nutkę tajemnicy, by w końcu pokazać swoją głęboką wrażliwość. Nieco szablonowe, prawda? Nawet sam wątek miłosny między nimi, mimo że był nietuzinkowego, ze względu na sytuację, to w pewnych momentach bohaterowie zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo, co mnie niezwykle irytowało. Na szczęście inni bohaterowie byli już bardziej charakterystyczni według mnie, odróżniali się na tle szarości za co wielkie brawa. Choćby Hana. Naprawdę bardzo ją polubiłam. Ma temperament jakiego szukam wśród bohaterów i to ona pchała Lenę do buntu. Nie wiem, co się stanie w następnej części, ale jeżeli jej zabraknie, to będę naprawdę zawiedziona. 


Okładka jest dość prosta, ale w tej sytuacji, jakże adekwatna. Myślę, że jej prawdziwe przesłanie można zobaczyć dopiero po przeczytaniu książki, a żeby nie psuć Wam tej radości nie będę zdradzać szczegółów.


Delirium to naprawdę dobra książka. Świat przedstawiony jest dopracowany w stu procentach, czyta się ją świetnie, a zakończenie wyciska łzy z oczu. Mimo niezbyt charakterystycznych głównych bohaterów jest naprawdę warta przeczytania. A nawet więcej, to pozycja która wyróżnia się wśród jej znajomych z tego gatunku. Gorąco Wam ją polecam!!


Moja ocena: 5/6





Read more ...

Merry X-mas

23.12.12



Z okazji zbliżających się świąt również i ja chciałabym złożyć Wam życzenia. 
Życzę Wam ciepłych świąt w gronie rodziny, pełnych smakołyków, które mimo zjedzenia, nie podwyższają Waszej wagi i szalonej zabawy sylwestrowej. Aby w tym nadchodzącym Nowym Roku wszystkie Wasze marzenia się spełniły, abyście na swojej drodze spotykali tylko dobrych ludzi. Życzę Wam, aby Wasze blogi w tym nowym roku miały dwa razy tyle wejść i obserwatorów, a Wasze głowy były pełne inspiracji, ciekawych pomysłów i weny twórczej. 
Sprawcie, żeby te święta były niezapomniane!!
A.



Read more ...

Uniesienie - Lauren Kate

18.12.12
„Czy Bóg stworzył Miłość by Ból był jeszcze gorszy?”

Zastanawialiście się kiedyś, co to znaczy prawdziwa miłość? Ile jesteście w stanie dla niej poświęcić i czy jest to tego warte? Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie taką sytuację: musicie porzucić rodzinę, wszystkich dotychczasowych znajomych, jesteście skazani na towarzystwo osób, które w pierwszej chwili nie budzą Waszej zbytniej sympatii, zostaje Wam tylko Wasz ukochany. Czy nadal bylibyście w stanie z nim być? Gdyby on jeszcze nie mówił Wam całej prawdy, bo zwyczajnie nie chciał lub nie mógł. No właśnie... Byłoby ciężko.

Opis wydawcy:
„Uniesienie”, czwarta i ostatnia powieść z cyklu „Upadli”, to powieść Lauren Kate, na którą czekał świat.

Niebo jest ciemne od skrzydeł...
Niczym piasek w klepsydrze, Luce i Danielowi ucieka czas. Aby powstrzymać Lucyfera przed wymazaniem przeszłości, muszą odnaleźć miejsce, w którym aniołowie upadli na Ziemię.
Za nimi podążają mroczne siły, a Daniel nie wie, czy uda mu się to przetrwać – przeżyć jedynie po to, by znów raz za razem ją tracić. Razem jednak muszą wziąć udział w epickiej bitwie, która skończy się martwymi ciałami... i anielskim pyłem. Jej skutkiem są wielkie ofiary i złamane serca.
A Luce nagle wie, co musi się wydarzyć. Ponieważ jej przeznaczeniem było życie z kimś innym niż Daniel. Ich przekleństwo zawsze dotyczyło tylko jej – i miłości, którą odrzuciła. Wybór, jakiego teraz dokonuje, jest jedynym, który się liczy. Kto zwycięży w walce o Luce?
Oszałamiające zakończenie serii „Upadli”. Niebiosa nie mogą dłużej czekać.


Żeby ocenić "Uniesienie" muszę odwołać się nieco do całej serii. W "Upadłych" poznajemy swego rodzaju wprowadzenie do historii, które ze względu na miejsce akcji niesamowicie mnie urzekło. Co tu dużo mówić, jestem fanką Sword & Cross. W "Udręce" widzimy rozwinięci historii Luce i Daniela, aby w końcu w "Namiętności" poznać ich przeszłość. I tak wielkimi krokami zbliżamy się do "Uniesienia", a tam... Właśnie, a tam... wyjaśniło się wszystko, chyba będzie dobrym dokończeniem zdania. Przez trzy serie autorka fundowała nam szczątkowe informacje, odkrywaliśmy tajemnicę kawałek po kawałku, żeby w końcu dotrwać do końca i dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi. Nie ukrywam, że po zachwycie pierwszą częścią, lekkim rozczarowaniu drugą i przemęczeniu trzeciej, mojej nerwy były już tak wyczerpane, że koniecznie musiałam się dowiedzieć, jak ta historia się skończy. I nie zawiodłam się na "Uniesieniu".

Rozumiesz wieczność, ale nie doceniasz, jak wiele może zmienić chwila w wieczności.

Akcja trzyma nas w napięciu już od pierwszej strony. Nasi bohaterowie muszą się spieszyć, aby znaleźć wszystkie trzy relikwie, więc my śpieszymy się razem z nimi. Wszelkie niespodziewane wydarzenia wbijają nas w fotel tak, że nie możemy odłożyć książki na bok, tylko czytać, czytać i czytać. Akcja rozgrywa się w wielu miejscach, które zachwycają nas i oczarowują, choć przecież bohaterowie nie mieli czasu, na ich zwiedzanie. W książce dominują dialogi, a opisy nie przytłaczają nas. Język jest lekki, czytając możemy się odprężyć, ale nie zabraknie też wypieków na twarzy i łez na policzkach. 

Przez wszystkie części tego cyklu możemy obserwować metamorfozę Luce. Przechodzi ona od zagubionej dziewczyny do pewnej siebie kobiety, a co najważniejsze odkrywa kim naprawdę jest (nie zdradzę Wam tego, żeby nie zepsuć radości z czytania, choć część z Was już pewnie wie, o co mi chodzi). Nie wstydzę się przyznać, że jest jedną z moich ulubionych bohaterek, choć w poprzednich częściach zdarzały się momenty, w których mnie irytowała. Co do Daniela, to chyba nie będę tłumaczyć, że takiego chłopaka to tylko ze świecą szukać. Tak, tak istny ideał. Cam co prawda, interesował mnie nieco bardziej, ale to wszystko ze względu na jego przeszłość i mroczne życie (ach te ciemne charaktery!!). Czuję, wiec wielki niedosyt, bo autorka zostawiła jego sprawę otwartą. Oczekiwałam, że dowiem się o nim jeszcze więcej, niż w "Namiętności", bo przecież to zamknięcie części. Ostatnią postacią, o której po prostu muszę wspomnieć jest sam Bóg. Otóż nigdy i nigdzie nie spotkałam się z tym, aby był przedstawiony w taki sposób i przyznaje, że bardzo mnie to zastanowiło.

Miłość to jedyne, o co warto walczyć.

I ta okłada!! Cała seria ma niewątpliwie jedne z najlepszych okładek wśród książek tego gatunku. Mnie one się niezmiernie podobają.

"Uniesienie" to opowieść o wielkiej miłości, która nam, zwykłym śmiertelnikom się po postu nie mogła zdarzyć. Pokazuje, ile miłość jest w stanie pokonać i przetrwać i że jest silniejsza, niż wszelkie uprzedzenia, wojny czy podziały. Obrazuje, co tak naprawdę znaczy to uczucie: że jest bezinteresowne i liczy się, że druga osoba akceptuje Cię takim, jaki jesteś, a nie wymaga, abyś się zmieniał. Zakończenie tej historii zmroziło krew w moich żyłach. Nie tylko przez to, że dowiedziałam się, jak historia Luce i Daniela się zaczęła i co zdarzyło się "przed nimi". Bardziej zdziwił mnie sam Epilog. Nie ukrywam, że nie tego oczekiwałam. Dla mnie zakończenie to, odebrało znaczenie temu wszystkiemu, co bohaterowie musieli razem przeżyć i ile przeciwności pokonać. Choć z drugiej strony wiem, że przez to, jeszcze bardziej możemy zobaczyć, jak ich miłość jest wielka, to i tak czuję niedosyt.

Nie mogę się doczekać, aż uczynię Cie miłością mojego śmiertelnego życia.

Podsumowując "Uniesienie" to godne zakończenie całego cyklu "Upadli". Wyjaśnia wszystkie zasadnicze tajemnice, odkrywa prawdę i obrazuje potęgę miłości. Spokojnie daję 5+/6. Historia Luce i Daniela na pewno wryje mi się w pamięć i wrócę do niej nie raz. Zdecydowanie polecam zapoznanie się z tym cyklem!!
Read more ...

Christmas Tag

15.12.12
Witam wszystkich!!
Czujecie już tą świąteczną atmosferę? Do mnie już dawno dotarła. Całość przypieczętowało zaproszenie do zabawy: Christmas Tag przez Laylę, za co bardzo dziękuję! A oto moje odpowiedzi:

1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?
Myślę, że pierwsze kroki mają miejsce już gdzieś miesiąc wcześniej, ale tak na dobre prawdziwy szał zaczyna się dopiero kilka dni przed. I choć zawsze obiecujemy sobie z mamą, że w tym roku zrobimy wszystko wcześniej, to i tak nam nie wychodzi.

2. Posiadasz kalendarz adwentowy?
Nie.

3. Jakie są Twoje ulubione filmy świąteczne?
Kevin zawsze wymiata.:)

4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?
Dla mnie każde święta są wesołe. Lubię tą rodzinną atmosferę i wszystko, co się z nią wiąże.

5. Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?
Chyba podobnie jak u innych. Najpierw pełen bieganiny i wyścigu z czasem wigilijny poranek i ostatnie poprawki. Wigilijna kolacja, pasterka, odsypanie (ale bez przesady, nie chcę przecież stracić całego dnia) w I Dzień Świąt i przede wszystkim leniuchowanie i pochłanianie zbędnych kalorii. W wolnej chwili nieraz przeczytam trochę jakiejś książki, choć staram się tego unikać i spędzić ten czas z rodziną.

6. Co najbardziej lubisz w świętach Bożego Narodzenia?
Tą magię, która je wypełnia. Niby nie dzieje się nic szczególnego, ale i tak jesteś cały szczęśliwy.

7. Czy masz jakieś tradycje świąteczne?
Co roku chodzę na Pasterkę z tatą, to taka nasza wspólna tradycja.

8. Jakie są Twoja ulubione piosenki świąteczne?
Mariah Carey zawsze jest dobra. Lubię też Train Shake Up Christmas.


9. Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?
Taką jak zawsze - sztuczną z masą czerwonych i złotych bombek. Choć mam nadzieję, że w końcu moje marzenie się spełni i będę miała prawdziwą - żywą, prosto z lasu.

10. Jaki jest Twój ulubiony zapach świąteczny?
Zapach mandarynek zawsze kojarzy mi się ze świętami. Do tego zapach sernika mojej mamy - nie zapomniane uczucie!

11. Jaki kolor lampeczek choinkowych lubisz najbardziej?
Chyba czerwone, złote i niebieskie.

12. Odliczasz dni do świąt?
Odliczać, raczej nie odliczam, ale za to czekam na nie z utęsknieniem.

13. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?
Lubię wszelkie odmiany kremowego i brązowego, także wydaje mi się, że taki na święta byłby zarówno elegancki, jak i klimatyczny - także dla mnie idealny.

14. Ulubiony zimowy napój?
Herbata, z cytryną i sokiem i gorąca czekolada.

15. Jak wygląda Twój pokój w czasie okresu świątecznego?
Jest posprzątany, a na stoliku stoi mała choinka. Myślę, aby w tym roku wymyślić jeszcze jakieś dekoracje, na przykład na zasłony.

Do dalszej zabawy zapraszam:
Beatę
Created Eternity
Clarissę
Zaczarowaną
oraz wszystkich tych, którzy nie brali jeszcze udziału w zabawie

Pozdrawiam Was gorąco i życzę udanych przygotowań do świąt!


Read more ...

Top 10: najlepsze ścieżki dźwiękowe

11.12.12
Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj nowych tematów.

Dziś przyszła pora na... Najlepsze ścieżki dźwiękowe!




A oto moja lista najlepszych ścieżek dźwiękowych:


1. Titanic - Celine Dion - My heart will go on - myślę, że ta piosenka w dużej mierze zadecydowała o sukcesie tego filmu. Zawsze jak jej słucham, to łezka mi się w oku kręci. Nie muszę chyba dodawać, że film też uwielbiam. 



2. Król Lew - Elton John - Can you feel the love tonight - to film mojego dzieciństwa, wiec musiałam go umieścić w rankingu. Jak zaczęłam słuchać tej piosenki, to poczułam wielką ochotę na odświeżenie sobie filmu. Już wiem, co będę robić w weekend.



3. Dirty Dancing - High Quality - Time of my Life - czy tylko mnie się chce tańczyć, jak tego słucham?


4. Ostania piosenka - Miley Cyrus - When I look at you - mimo, że nie lubię Miley, to w tym wypadku robię wyjątek, bo zarówno film, jak i piosenka należy do moich ulubionych.


5. Saga Zmierzch - film, jak film, ale uważam, że ścieżki dźwiękowe ma świetne. Weźmy chociażby poniższy Muse, czy Paramore w pierwszej części albo Bruno Marsa, śpiewającego dla Przed świtem - ja te piosenki uwielbiam.





6. Piraci z Karaibów - piosenka niesamowicie zapada w pamięci.


7. Skyfall - Adele - film jeszcze przeze mną, ale piosenkę już uwielbiam.




8.  Królewna Śnieżka i Łowca - Florence & the Machine - Breath Of Life - jak wyżej



9. Spiderman - Nickelback - Hero - jak wyżej




10. The Vampire Diares - chyba już wszyscy wiedzą, że uwielbiam ten serial, a muzyka w każdym odcinku zdumiewa. Kiedy w ostatnim usłyszałam mój ukochany zespół - Morning Parade, to wiedziałam, że na pewno umieszczę to w tym rankingu.



A jakie są wasze typy? Może lubicie też któryś z wyżej wymienionych? Dzielcie się opiniami.
Powodzenia na dalszą część tygodnia!!:)
Read more ...

Pretty Little Liars Bez skazy - Sara Shepard

8.12.12



Pretty Little Liars. Bez skazy - Sara Shepard
Są takie książki, które pozornie nic w sobie nie mają. Takie, które na pierwszy rzut oka wydają się przeciętne i niewarte uwagi. Przechodzimy obok nich i mówimy: A, to zwykły odmóżdżacz, poszukam czegoś bardziej wartościowego. Tak było ze mną i z serią Pretty Little Liars. Jednak po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków serialu, a potem po przeczytaniu wielu ciekawych recenzji, pomyślałam, że zaryzykuje i przeczytam książkę. No i przepadłam. Diametralnie zmieniłam zdanie o całej serii.

Co do drugiego tomu, akcja jak mówi wydawca, toczy się następująco:
Śledztwo w sprawie zniknięcia Alison przybiera nieoczekiwany obrót. Do Rosewood powraca Toby, który jest jak czarny kot - zawsze zwiastuje kłopoty. Aria, Emily, Spencer i Hanna tracą grunt pod nogami. Dziewczyny muszą połączyć siły, ale czy potrafią sobie zaufać?

Nie wiem, co jest w tej serii, ale ja jak na razie jestem nią zachwycona (czytałam, że późniejsze części są gorsze). Akcja niby to na pierwszy rzut oka prosta, tak naprawdę jest pełna zawiłości. Jest z nią chyba tak jak z życiem. Wszyscy myślą, że jesteś szczęśliwy, podczas gdy w głębi Ciebie, aż się kotłuje ze smutku i żalu. Tak jest z PLL. Czytając opis, wydaje nam się, że to zwykła książka dla młodzieży, jednak kiedy wejdziemy głębiej w ten świat odkryjemy całą masę problemów, które mogłyby dopaść każdego. Akcja owiana jest tajemnicą, związaną oczywiście z naszym kochanym lub kochaną A. Stopniowo nabiera tempa, aby na koniec wbić nas w fotel. Miasteczko Rosewood na swój sposób jest bardzo urokliwe i bardzo je polubiłam. 

Co do bohaterek, to na pewno przeszły przemianę. Aria staje się dojrzalsza przez rodzinny sekret, który ciąży na jej barkach. Jej myśli zajmuje teraz przede wszystkim rodzina. Spencer przestaje być szaloną prymuską. Spotyka się z byłym chłopakiem siostry, co w efekcie nie wychodzi jej na dobre i dostaje od życia dobrą lekcję. Emily nadal odkrywa siebie. Ponad wszystko chce być normalna, jednak ta droga do normalności wcale nie daje jej szczęścia. Hanna ma nadzieję, że w końcu uda jej się pogodzić z tatą, że jednak nie wszystko stracone w ich relacjach. "Jaka naiwna" - powiedziałby/ałaby zapewne A. Nie da się ukryć, że wybory bohaterek nie raz mnie irytowały, jednak jestem w stanie je zrozumieć, bo nie wiem, jak ja zachowałabym się w podobnych sytuacjach.


Jak już pisałam recenzując poprzednią część język książki jest prosty. Daje nam możliwość wytchnienia, wgłębienia się w przedstawiony świat. Jednak ani razu nie miałam wrażenia, że czytam książkę dla idiotów. Serial i książka różnią się od siebie i nie ukrywam, że niektóre wątki w serialu podobały mi się bardziej. Choćby motyw Ari i Ezry. No czemu oni jeszcze nie są razem? 

Wspomnieć też muszę o okładce, która doskonale oddaje klimat całej opowieści. Potłuczone okulary, krew i dekoracyjne litery. Brrr.... Czy nie zrobiło się tu groźnie?

Pretty Little Liars Bez skazy, jak i cała seria warte są uwagi. Jest tu tajemnica, morderstwo, dręczyciel, wątek romantyczny i życie zwykłych ludzi. Całość wciąga niesamowicie. I chociaż może na pierwszy rzut oka się nie wydaje, to porusza też wiele problemów. Dlatego nie ulegajcie pozorom i sięgnijcie po tę serię. Zdecydowanie polecam!

Nie ciesz się za wcześnie. To jeszcze nie koniec. A.

Moja ocena: 5/6

Od razu też się tłumaczę za długą nieobecność. Jak chyba każdy wie - szkoła, koniec semestru. Nie muszę nikomu tego tłumaczyć. W tym tygodniu możliwe, że będzie trochę luźniej, dlatego obiecuję nadrobić zaległości w Waszych postach. Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiam!
A.:)
Read more ...

Bogini oceanu - P.C.Cast

1.12.12
Bogini oceanu - Phyllis Christine Cast




W dniu dwudziestych piątych urodzin Christine Canady wypowiada zaklęcie z nadzieją, że odmieni ono jej bezbarwne życie singielki. Nie spodziewa się jednak, że magiczne słowa w tak niezwykły sposób odmienią rzeczywistość.

Kiedy jej samolot rozbija się na oceanie, życie Christine zmienia się na zawsze. Po odzyskaniu przytomności oszołomiona odkrywa, że znajduje się w legendarnym miejscu i czasie, w którym rządzi magia, a jej ciało przybrało postać mitycznej syreny Undine. W wodach czai się jednak niebezpieczeństwo. Litując się nad nią bogini Gaja, zamienia Christine ponownie w kobietę, by mogła poszukać schronienia na lądzie. Kiedy na ratunek przybywa przystojny wybawiciel, zamiast cieszyć się ze spełnionego marzenia, Christine tęskni za oceanem i seksownym trytonem, który skradł jej serce...
 

"Ulegnij pokusie i zanurz się w świecie zmysłowości oraz magii" 

Tak głosi napis na okładce. Przyznaję się bez bicia, że uległam pokusie. Chciałam zobaczyć, czy inne książki P.C. Cast przypadną mi do gustu. Czy magiczna okładka i ciekawy opis okażą się odzwierciedleniem treści i czy zakocham się w tej książce. Czy tak się stało?

Nie będę owijała w bawełnę i powiem otwarcie, że książka mi nie przypadła do gustu. Nie mogę też powiedzieć, że była totalnym chłamem i nie miała w sobie za grosz potencjału, bo tak też nie było. Irytowała mnie jednak na tyle, że podjęłam racjonalną i dojrzałą decyzję, aby nie marnować na nią czasu i zabrać się za coś innego. Jako, że więc przemęczyłam tylko 140 stron odejdę od swoich normalnych recenzji i opiszę tylko jej plusy i minusy.

Do plusów można zaliczyć niewątpliwie cały świat przedstawiony. To, że bohaterka pracowała w siłach powietrznych wydało mi się niezmiernie ciekawe i żałowałam, że autorka nie opisała tego głębiej. Późniejsza akcja w średniowieczu też wydawała się ciekawa i widać było, że pisarka zgromadziła trochę wiedzy na ten temat. Sam styl pisania autorki również jest lepszy, jeżeli miałabym go porównać z "Domem nocy". 

Minusów, które przesądziły o odłożeniu książki na bok jest na pewno zdecydowanie więcej. Choćby nawet sama bohaterka. Niby to taka twarda laska, a użala się nad tym, że została sama w urodziny. Mogłabym to nawet zrozumieć, bo sama pewnie w takiej sytuacji czułabym się potwornie. Ale żeby aż tak rozpaczać? Samo się nasuwa pytanie: co jest grane? Dodatkowo jej wręcz histeryczna chęć o magię w życiu. Zaczynając książkę myślałam po prostu, że chodzi tylko o to, aby w jej życiu zdarzyło się coś niezwykłego, ot jakiś przystojny facet na drodze. Kiedy dotarło do mnie, że jej chodzi o prawdziwą magię, mówiłam: kobieto ogarnij się! Kiedy już owa magia jej się przytrafiła zaakceptowała ją bez żadnego ale. Została syreną, ok! Spotkała Gaję, ok. Dla potwierdzenia swych słów przytoczę wypowiedź bohaterki, z momentu, kiedy właśnie dowiedział się, że została syreną: "Kurna jego mać!... Jestem rybą!". No powiedźcie sami, czy normalny człowiek by tak zareagował? Ja na pewno nie. Pewnie prędzej bym zemdlała z przerażenia. Kolejną rzeczą, której wręcz nie mogłam znieść były niedopowiedzenia i liczne niedopracowania wątków. Na przykład, lecą samolotem, ten się rozbija i tyle. Nie jest podane dlaczego tak się stało, czy starali się w ogóle jakoś temu zapobiec. Nie ma tu przypadku, aż z daleka śmierdzi, że stało się tak dlatego, aby bohaterka mogła zostać syreną. I te określenia jak "tryton" itd. Czułabym  się jak w bajce Disney'a, tylko że tam była magia, a tu niekoniecznie.

Czytając tyle pozytywnych opinij na Lubimy czytać myślałam, że zmienię zdanie o twórczości tej pani. Niestety tak się nie stało. Może i jestem ciut za surowa, ale książka mi się zwyczajnie w świecie nie podobała, dlatego nie miejcie mi za złe, że jej nie skończyłam. Jeżeli Wy ją lubicie - rozumiem, ja jej nie polecam, chyba że ktoś chce sobie popsuć nerwy. 

Moja ocena: 2/6
Read more ...

Stosik grudniowy

30.11.12
Cześć wszystkim!! Na początek przepraszam za długą nieobecność. Jak chyba wszystkim doskonale wiadomo, semestr ten jest krótki i w szkole szaleją. Ale nie poddawajmy się! Dzisiaj przedstawiam Wam mój stos na grudzień. Choć coś mi mówi, że jego czytanie przeciągnie się i na styczeń.
Od razu przepraszam za jakość (robione telefonem).



Od góry:
"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafor - kupione po przecenie, a że chciałam ją przeczytać od dawna cieszę się niezmiernie.
"Finale" Becca Fitzpatrick - zakup własny. Jestem wielką fanką serii, więc po prostu musiałam ją mieć.
"Dżuma" Albert Camus - lektura szkolna
"Uniesienie" Lauren Kate - z biblioteki. Jako, że czytałam poprzednie części, czuję się w obowiązku przeczytać i tą.
"Bezpieczna przystań" Nicholas Sparks - z biblioteki.
"Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult - j.w. (przepraszam, że na zdjęciu jest do góry nogami, ale zauważyłam, jak już było zapóźno)
"Błękitnokrwiści" Melissa de la Cruz - j.w.
"Błękitnokrwiści Maskarada"  Melissa de la Cruz - j.w.

Czytaliście, którąś z wyżej wymienionych pozycji? Jak tak, to jak wrażenia? Co porabiacie w ten pierwszy grudniowy weekend?
 Jutro już postaram się dodać recenzję "Bogini oceanu", a powiem teraz, że za pochlebna, to ona nie będzie.


Read more ...

Ostatnio obejrzana filmy

24.11.12
Jak pewnie każdy z Was wie i zapewne rozumie na własnej skórze, obecnie z czasem jest niezwykle krucho. Dlatego więc nie wiem, kiedy następna recenzja (mam nadzieje, że w przyszłym tygodniu). Postanowiłam więc dzisiaj dodać dwie mini recenzje ostatnio obejrzanych przeze mnie filmów.


Nie opuszczaj mnie

Adaptacja powieści Kazuo Ishiguro znanej w Polsce pod tytułem "Nie opuszczaj mnie". Książka przedstawia losy trojga młodych ludzi, którzy spędzili dzieciństwo w sielankowym otoczeniu szkoły z internatem. Wchodzący w dorosłość bohaterowie z przerażeniem odkrywają, że są zaledwie klonami "hodowanymi" jako potencjalni dawcy narządów dla własnych "pierwowzorów".

Muszę powiedzieć, że film ten chciałam obejrzeć już od dawna. Oczekiwałam chyba jednak czegoś innego. Chciałam szczęśliwego zakończenia, albo chociaż otwartego, żebym mogła sobie wyobrazić, co się wydarzy. Nie otrzymałam tego... Film mnie niezwykle wzruszył. Pokazuje on historię inną niż oglądane czy czytane przeze mnie dotychczas. Pokazuje, że niełatwo jest się zmierzyć z własnym losem, a każdy jeden wybór może przekreślić całą przyszłość. Bohaterowie zagrali bardzo dobrze, oddali prawdę i istotę całej historii. Na pewno wart jest obejrzenia!
Moja ocena: 5/6



Diabeł ubiera się u prady

Młoda dziewczyna zdobywa upragnioną pracę w jednym z najbardziej prestiżowych nowojorskich magazynów poświęconych modzie, mając nadzieję, że otworzy jej to drogę do wielkiej kariery. Pech w tym, że jej bezwzględna szefowa to kobieta z piekła rodem. Dziewczyna stawia sobie za cel, sprostać jej wymaganiom. Będzie się jednak musiał zmierzyć, nie tylko z nią, ale i z własnymi słabościami...


Film obejrzałam, nie stawiając przed nim zbyt wielkich wymagań. Chciał po prostu miło spędzić czas. Ale nie należy go tylko postrzegać jako odmóżdżać. Pokazuje, ile dziewczyny czy młode kobiety są w stanie zrobić dla sławy. Podkreśla także cała istotę bycia sławnym. Wyrzeczenia związane z tym, zaniedbywania bliskich, a nawet utracenie własnej osobowości. Niewątpliwie też rzeczą, która do filmu przyciąga, to postacie zagrane przez Anne Hathaway i Meryl Streep. Nie muszę chyba mówić, że świetnie odegrały swoją rolę. Ja je wprost uwielbiam. Film polecam każdemu!
Moja ocena: 5/6


A wy oglądaliście, któryś z tych filmów? Jak tak, to jakie macie odczucia?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!! :p
Read more ...

Łaska utracona - Bree Despain

18.11.12

Łaska utracona - Bree Despain

„Jeśli wpuścisz do serca złość, ona zniszczy twoją zdolność do kochania.”
Opis wydawcy:
 Grace Divine dokonuje aktu największego poświęcenia, aby wyleczyć Daniela Kalbiego – przyjmuje klątwę wilkołactwa, jednocześnie tracąc ukochanego brata. Kiedy dostaje przerażającą wiadomość od Jude’a, postanawia zrobić to, co konieczne. Grace musi się stać Niebiańskim Ogarem. Próbując za wszelką cenę odnaleźć brata, dziewczyna nawiązuje przyjaźń z Talbotem – nowym mieszkańcem miasta, który obiecuje pomóc jej zostać bohaterką. Ale kiedy stają się sobie coraz bliżsi, bestia ukryta we wnętrzu Grace rośnie w siłę, a związek z Danielem jest zagrożony – z niejednego powodu. Nieświadoma mrocznej ścieżki, na którą wkroczyła, Grace zaczyna się poddawać bestii – nie zdając sobie sprawy, że wróg powrócił, a śmiertelna pułapka już czeka. 
Od dłuższego czasu polowałam na tę książkę. Sprawiła to chyba pierwsza część, którą byłam wprost zachwycona. Myślałam, że druga będzie równie dobra, że wrócę sobie do świata, który tak przypadł mi do gusty i spędzę tam miłe chwile. I częściowo właśnie tak było. Ale ciągle też mam wrażenie niedosytu. Jest tak dlatego, że "Łaska utracona" na pewno różni się od "Dziedzictwa mroku", nie mogę dokładnie tego porównać, bo pierwszą część czytałam ponad rok temu. Czuję tylko, że "Łaska utracona" ma zarazem więcej i mniej, niż jej poprzedniczka.
Świat przedstawiony wciąga niesamowicie. Bardzo lubię wykreowaną przez Bree Despain rzeczywistość. Lubię ten świat i jego tajemnice. Z pewnością cała ta atmosfera sprawia, że tak bardzo spodobała mi się ta seria. Fabuła również jest przemyślana i dobrze poprowadzona. Pełno tu zagadek i tajemnic. Mimo że początkowo myślałam, że wszystko jest takie przewidywalne, to zakończenie mnie naprawdę bardzo miło zaskoczyło. Książka wciąga, naprawdę nie sposób się od niej oderwać. Język jest prosty, ale nie miałam wrażenia, że przez to czytam książkę dla idiotów.



Muszę powiedzieć, że bardzo zawiodłam się na głównej bohaterce. W pierwsze części bardzo ją polubiłam, rozumiałam jej sytuację i uczucia. Teraz natomiast irytowała mnie na każdym kroku. Zachowywała się jak rozpieszczona nastolatka, która nie wie, czego chce. Rozumiem, że wilk przejmował nad nią kontrolę, naprawdę, ale to nie zmienia faktu, że jej nowa postawa mnie niesamowicie denerwowała. Stara Grace wróciła dopiero pod koniec książki.
Nowy bohater Talbot na pewno wywołał burze emocji. Zły, niesamowicie przystojny, posiadający sekret chłopak. W innym przypadku po prostu piałabym z radości. W tym jednak moje uczucia wahały się pomiędzy: "nie ufamy mu", "ufamy", znowu "nie ufamy" i "a może nie jest taki zły". Na koniec zrozumiałam dopiero jego postawę i wtedy tak naprawdę  doceniłam go jako osobę (choć fikcyjną oczywiście).
Wątku miłosnego mi niestety również zabrakło. Tęskniłam za momentami Grace i Daniela, które były tylko na początku i końcu książki. Środek wypełnia rozwijające się uczucie głównej bohaterki do Talbota, któremu ja nie dawałam szansy, bo oczywiście czekałam na Daniela. Cóż w końcu jednak mój stary Danielek wrócił i powiedziałam "Lepiej późno niż wcale".
Po prostu muszę wspomnieć o okładce, która jest boska. Tak ja w "Dziedzictwie mroku" nic tylko zniewala. Nogi dziewczyny otoczone niebieską chustą. Daje to wrażenie tajemniczości i skrywanego sekretu. Nie wiem jak wy, ale ja się jaram.
"Łaska utracona" to na pewno godna kontynuacja "Dziedzictwa mroku". Różni się od pierwszej części, ma swoje wady, ale również niesamowicie wciąga, a zakończenie sprawia, że zwyczajnie trzeba sięgnąć po następny tom. Polecam gorąco wszystkim fanom sagi, a tym którzy nie czytali jeszcze pierwszej części radzę się prędko za nią zabrać.
Moja ocena: 4+/6





"Bo najwspanialsze ze wszystkiego jest samo czekanie na przyjemność. Zupełnie jak oczekiwanie na świąteczne prezenty."
Read more ...

Top 10: Książki, które chcielibyśmy otrzymać w prezencie

16.11.12



Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj nowych tematów.

Dziś przyszła pora na... Książki, które chcielibyśmy otrzymać w prezencie!
 
Ostatnio na blogach wciąż widzę te rankingi, a że temat wprost dla mnie (prezenty książkowe - jak tu nie uledz?) postanowiłam również wziąść udział. A oto moja lista:


 
Podzieleni - Neal ShustermanMagiczna gondola - Eva Völler

1. "Cień wiatru" - Carloz Ruiz Zafon
2. "Podzieleni" - Neal Shusterman
3. "Magiczna gondola" - Eva Voller



Pierwszy grób po prawej - Darynda JonesKwiaty na poddaszu - Virginia Cleo AndrewsIgrzyska śmierci - Suzanne Collins
 
4. "Pierwszy grób po prawej" - Daryna Jones
5. "Kwiaty na poddaszu" - Virginia C. Andrews
6. "Igrzyska śmierci" - Suzane Collins - najlepiej wszystkie trzy części w jednym tomie (widziałam w Empiku za 89zł) 
 
Czarownice z Salem Falls - Jodi PicoultSpętani przez Bogów - Josephine AngeliniDziesiąty krąg - Jodi PicoultZawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke
 


7. "Czarownice z Salem Falls" - Jodi Picoult
8. "Spętani przez bogów" - Josephine Angelini
9. "Dziesiąty krąg" - Jodi Picoult - innymi jej książkami także bym nie pogardziła.
10. "Zawsze przy mnie stój" - Carolyn Jess-Cooke
 
 
 
Oczywiście musiałam zrezygnować z wielu, wielu innych książek, które chciałabym dostać. Wybrałam tylko te, które na obecną chwilę chciałabym przeczytać najbardziej.
 
Jakie macie plany na weekend? Ja zamierzam skończyć "Łaskę utraconą" i jeszcze w ten weekend recenzja. Pozdrawiam!!
 
Read more ...

Liebster blog

10.11.12

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Za nominację dziękuję bardzo serdecznie
92ana

A oto moje odpowiedzi:

1. Na początek imię i parę słów o sobie...:)
Strasznie nie lubię o sobie mówić. Jeżeli ktoś chce, może się co nieco o mnie dowiedzieć z zakładki "O mnie".

2. Jaka jest Wasza ulubiona autorka/ autor?
Mam masę ulubionych autorów, więc wymienię kilkoro z nich. Kocham Cassandre Clare, Becce Fitzpatrick, Jodi Picoult i wiele, wiele innych.

3. Jakie są Wasze największe marzenia, najważniejsze cele i co robicie żeby je osiągnąć?
O marzeniach nie będę mówić, bo się nie spełnią:) Jeżeli chodzi o te bardziej przyziemne cele, to chciałabym znakomicie znać angielski, niemiecki, hiszpański i może dorzuciłabym do tego jeszcze francuski i rosyjski (tak wiem, chce za dużo, ale pomarzyć zawsze można). Górnolotnie mówiąc, chciałabym być szczęśliwa w życiu, ale to chyba jak wszyscy. :)

4. Wasze motto życiowe?
To nie żaden cytat, czy aforyzm. Staram się żyć tak, aby później nie żałować, że mogłam coś zrobić, a tego nie zrobiłam. Cieszyć się każdą chwilą i wykorzystywać okazje, które daje mi los.

5. Ulubiona książka, film?
Dużo bym mogła tu podać. Jeżeli chodzi o książki, to w moim sercu na pewno mają honorowe miejsce: "Intruz" S.Meyer, "Szeptem" B.Fitzpatrick i "Dary anioła" C.Clare. Jeżeli chodzi o filmy, to "Pamiętnik" chyba zawsze mi się będzie podobał.

6. Co skłoniło Was do założenia bloga i jak długo blogujecie?
Myśl o pisaniu bloga chodziła za mną już od dawna, ale nie miałam do tego weny. W czerwcu szukając czegoś na temat książek natknęłam się na blog Pudełko książek i stwierdziłam, że ja też chce dodawać recenzje i swoje zdanie na różne tematy. Pod koniec czerwca odważyłam się już na tyle i założyłam bloga.

7. Jak dużo czasu spędzacie na swoim blogu?
Nie mam czegoś takiego, że codziennie przez godzinę czy dwie zajmuję się swoim blogiem. Jest to zależne od wolnego czasu, którym dysponuję.

8. Ile dziennie poświęcacie czasu na czytanie?:p
Jak w punkcie wyżej, to wszystko zależy od wolnego czasu. Oczywiście w wakacje mam go więcej. A teraz bywa różnie. 

9. Gdybyście mogli spełnić swoje życzenie o co byście prosili?
Bardzo trudne pytanie... Chciałbym się dostać na dobre studia, prowadzić szczęśliwe życie, odwiedzić Islandię i Irlandię. Tak wiem, to więcej niż jedno życzenie:)

10. Jakie są wasze zainteresowania/hobby?:D
Tu chyba nikogo nie zaskoczę, bo oczywiście czytania. Czasem lubię też sama coś napisać, choć średnio mi to wychodzi. Lubię poznawać kultury innych krajów i oglądać filmy.

11. Ulubiona pora roku? Dlaczego właśnie ta?:P
Chyba wiosna. Lubię ten rozkwit przyrody, to jak powrót do radości:)

Nie będę układać swoich pytań, bo wiele się już pojawiło i większość osób już pewnie brała udział. Wymienię za to blogerów, których pracę doceniam i ich blogi często odwiedzam. 
A wyróżnionymi są:

Inne blogi też z wielką chęcią odwiedzam, ale jeżeli chciałbym je tu wszystkie wymienić zwyczajne brakłoby mi czasu.

Czy wy wiecie co jest dzisiaj? Tak, tak chodzi mi o spotkanie z Beccą Fitzpatrick w Traffic Clubie. Ja niestety nie mogłam tam być, ale oczywiście oglądam transmisję na Lubimy czytać. A wy byliście? Jeżeli tak, to proszę o relację, bo przez komputer pewnie nie dało się zobaczyć wszystkiego.
Read more ...

Drżenie - Meggie Stiefvater

8.11.12
Każda pora roku ma swój urok. Wiosna, jak małe dziecko budzi nas do życia. Lato pozwala się bawić i cieszyć życiem. Jesień wprowadza nas w melancholię i twórczy nastrój, a zima... Zima potrafi bardzo wiele. Może mieć nawet władzę nad czyimś życiem.

Grace przeżyła coś, czego nie przeżyli inni. Została w wieku jedenastu lat porwana przez wilki z huśtawki, zaciągnięta do lasu i pogryziona. Ot, nieszczęśliwy wypadek, jedno odstępstwo od nory w bezpiecznym miasteczku. Jednak od tego czasu dziewczyna zaczyna fanatycznie interesować się wilkami. A zwłaszcza jednym wilkiem, który ją uratował. Widzi go każdej zimy. Wilk stoi na brzegu lasu i ją obserwuje, jednak każdego lata znika. Dla Grace jest to okres pełen męki. Z czasem zdaje sobie sprawę, że wilki tak do końca nimi nie są, a kiedy na tarasie swojego domu znajduje postrzelonego mężczyznę, wie już kim on jest...

Na książkę tą miałam ochotę już od dawna i w końcu ją przeczytałam. Od razu przyznam, że jej magia, atmosfera miasteczka i wszystko inne mnie zachwyciły. Pomysł jest wprost świetny, bo niby to tematyka podobna do innych książek, ale tak naprawdę nie powtarzało się nic. Akcja jest nierównomierna, ale czytając nie byłam znużona ani przez moment. Najpierw mamy krótkie rozdziały, wprowadzające nas w całą akcję, potem stopniowo akcja nabiera tempa, żeby znowu zwolnić i stworzyć dobrą atmosferę dla miłości bohaterów, a na koniec po prostu wbija nas w fotel. Nie mam słów! W innym przypadku narzekałabym, że niby się coś dzieje, ale tak naprawdę chodzimy w kółko, ale tu było wszystko tak jak trzeba. Dostawaliśmy istotne fakty w odpowiednich momentach i z odpowiednimi odstępami czasowymi, tak że mogliśmy się do nich przygotować i sami je dedukować.

 Książkę czyta się bardzo szybko. Więcej powiedziałabym. Kiedy już zaczniesz, po prostu czujesz, że będzie Ci to siedziało w głowie, póki nie skończysz, a potem zostaje na jeszcze dłużej. Jedyną rzeczą, która mi się nie podobała, było to, że zaraz po przemianie Sama w człowieka bohaterowie byli razem. Ja rozumiem, że się kochali od dawna, ale gdzie nasze znane zaloty i zdobywanie serca wybranki?


Książka pisana jest z perspektywy dwóch bohaterów: Grace i Sama. Co do Grace to w niczym nie przypomina innych bohaterek. Jest racjonalna, twardo stąpa po ziemi i nie rozczula się nad sobą, jak inne zakochane dziewczyny. Wie czego chce od życia i to bierze. Sam natomiast to marzyciel, lubi czytać, grać na gitarze i rozmyślać. Niby można się spodziewać, że jako wilk będzie gwałtowny i porywczy. Nic bardziej mylnego. Jeżeli miałabym go opisać jednym słowem byłoby to: dobry. Nie da się ukryć, że zarówno Grace, jak i Sama bardzo polubiłam. Chyba głównie za to, że są jacy są. Ani nie wyidealizowani, ani nie źli do szpiku kości. To ludzie, jakich każdy z nas mógłby spotkać. Tak, od dziś to jedna z moich ulubionych par.

Niespotykaną i odmienną rzeczą jest w "Drżeniu" istota wilkołactwa. Porównać to mogę na zasadzie kontrastu z wilkołakami ze znanego wszystkim "Zmierzchu". Jacob nigdy nie czuje zimna, może chodzić w samych bokserkach na 30 stopniowym mrozie. W "Drżeniu" wilki są zależne od temperatury. Najmniejszy przeciąg może sprawić, że się przemienią, trzęsą się na każde obniżenie temperatury. Podczas gdy Jacob może kontrolować i pamiętać co robi jako wilk, Sam widzi tylko obrazami, a jego wspomnienia się zamazują. W "Zmierzchu" wilki zmieniają się pod wpływem gniewu, te z "Drżenia" mogą się zmienić tylko, gdy jest niska temperatura, to ona wyznacza ich postać.

Czytając książkę zadałam sobie pytanie: Jaka miłość jest najtrudniejsza? Ta, która stawia przed nami mnóstwo wyrzeczeń, sprawia że musimy poświecić dla niej swoje życie? Tak, na pewno jest trudna. A wieźmy pod uwagę miłości paranormalne. Dziewczyna i wampir czy inna istota paranormalna. Tak ta miłość też jest trudna. Ale w "Drżeniu" jest coś zupełnie innego. To miłość dwóch gatunków, miłość, która jest przepełniona strachem, że następna minuta może się okazać ostatnią. Czyta się o tym z zapartym tchem.


Okładka jest chyba jedną z najlepszych, jakie widziałam. Biel, czytaj śnieg, las, wilk, czerwona parasolka i jakaś postać w oddali. Grace? Niewątpliwie zachwyca!

"Drżenie" to jedna z lepszych książek jakie czytałam. Porusza tematy inne niż reszta paranormalnych książek, wciąga i pozostaje w pamięci na długi czas. Nie jest tylko sposobem na nudę, ale czymś znacznie więcej. To coś, co każdy powinien przeczytać. Polecam! Ja na pewno z gorliwością zabieram się za poszukiwania następnego tomu.

„Cokolwiek to jest, poczeka do rana. A jeśli nie, to i tak nie jest tego warte.” 

Moja ocena 5+/6
Read more ...