Filmowe weekendy: Zaginiona

27.7.13
Heitor Dhalia przedstawia nam historię Jill - dziewczyny, która przeżyła wielki dramat. Rok temu była więziona przez psychopatę w głębokim dole w lesie. Na szczęście udało jej się uciec, jednak oprawcy ani śladów jego istnienia nie znaleziono. Z tego powodu uznano, że dziewczyna ma kłopoty psychiczne. Kiedy jej siostra zostaje porwana, policja nie chce pomóc Jill, ponieważ uznaje to za nawrót choroby, a zniknięcie siostry tłumaczy imprezą. Jill rozpoczyna śledztwo na własną rękę i robi wszystko, aby jej siostra mogła być znów bezpieczna.

Z pewnością wiecie, że bardzo lubię Amandę Seyfried. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy uważają ją za złą aktorkę, bez większego polotu i posiadającą zaledwie jedną minę. Może i tak jest, ale ja ją lubię, a co! Dlatego więc postanowiłyśmy kiedyś wraz z przyjaciółką obejrzeć film z jej udziałem, a mianowicie thriller lub jak kto woli dramat, pt. ,,Zaginiona".

Fabuła, jak możecie przeczytać przedstawia się całkiem nieźle. Zaginiona siostra i ta, która jej szuka podejrzana o chorobę psychiczną. Z tego powodu otrzymujemy ciągłe okazje do zastanawiania się, czy porywacz istnieje naprawę, czy siostra zaginęła i komu powinniśmy wierzyć. Prawda, że zapowiada się dość ciekawie? Potem jest już gorzej. Poszukiwania głównej bohaterki idą bowiem bardzo szybko. Każde posunięcie, czasem aż nadto żałosne kończy się sukcesem. Po sznurku do kłębka, bez żadnych przeszkód po drodze. Nie dostaniemy tu żadnych zwrotów akcji, bo na dobrą sprawę zaraz wiadomo, że dane przedsięwzięcie skończy się sukcesem. Lekki dreszczyk otrzymamy dopiero na koniec, kiedy to bohaterka udaje się na konfrontację z oprawcą i czeka nas rozwiązanie, czy to ona jest psychiczna, czy policja zbyt rygorystyczna. Pozostaje jeszcze samo wyjście ze wszystkiego i przedostatnia scena, które bardzo przypadły mi do gustu - zabawne i z pewną klasą.


Jak już wspomniałam bardzo lubię Amandę. Może w ,,Zaginionej" nie postawiła wysoko poprzeczki innym, o ile w ogóle, ale myślę, że źle nie było. Sprostała temu, co dawał jej scenariusz i reżyser. Nikt przecież nie umie z niczego zrobić czegoś. Tu to coś, służące jako substrat do reakcji reżyser + scenariusz = gra aktorska było, a Amanda wykorzystała to, na ile się dało i stworzyła taką, a nie inną rolę - lekko szaloną, ale przekonaną o swojej racji i broniącą jej. Co do reszty aktorów, to nie jestem zachwycona. Nikt tak na dobrą sprawę nie zabłysnął szczególnie ani nie wyszedł z odmętów szarości, by zabłysnąć kolorowym światłem. Całość skupiała się na Amandzie, więc jakoś specjalnie to jednak nie przeszkadzało.

Z rozważań tych może wynikać, że film nie należy do najlepszych i tak jest rzeczywiście. Nie dostaniemy tu zwrotów akcji, wielkiego napięcia, czy gry, na podstawie której można się pomału domyślać, co też reżyser nam serwuje. Zastanawiacie się może zatem, czemu wybrałam ten akurat film do tego cyklu, bo przecież powinnam tu Was raczej zachęcać do danej pozycji, która umiliłaby Wam weekend, a nie ją odradzać. Już się tłumaczę. Bo widzicie, mimo tych niedociągnięć i denerwujących rzeczy, film oglądało się całkiem miło. Daje możliwość na leniwy wypoczynek, położenie się na łóżku/kanapie czy co tam każdy preferuje i oglądanie czasem śmiesznych poczynań bohaterki. Jeżeli jesteście bardzo wybredni będzie Was to irytować, jeżeli nie, zwrócicie na to uwagę, a jakże by nie, ale zapomnicie i pozostanie Wam jedynie dość interesujący film na weekendowy wypoczynek. Dla fanów Amandy, czy dla tych szukających czegoś mało zobowiązującego nada się w sam raz. Jeżeli ani do jednych, ani do drugich się nie zaliczacie, potraktujcie proszę ten dzisiejszy odcinek cyklu, jako przestrogę, czego nie oglądać, a nie jako zachętę.


Ocena: 6/10

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

9 komentarzy:

  1. No ja własnie nie przepadam za tą aktorką, ale każdy ma gusta inne- taki ten świat już jest :)
    Filmu nie oglądałam i chyba się nie skuszę. Póki co mam nastrój na oglądanie filmów osadzonych w XIX wieku jakos.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie myślę, że obejrzę ten film, wydaje się być ciekawy - tak żeby usiąść ze znajomymi i spędzić fajnie wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  3. Również lubię tą aktorkę, więc i film pewnie niedługo obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Amandę, i pomimo tego, że sam film mnie do siebie nie ciągnie, to obejrzę go specjalnie dla niej :).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ten film w swojej domowej biblioteczce, bo był kiedyś dołączony do magazynu Glamour :). Amanda Seyfried według mnie w filmach wypada trochę blado, obrazy w których gra nie oddają jej uroku, ale w sesjach, które widziałam jest naprawdę niesamowita. Jednakże nie tylko ze względu na Amandę mam ochotę obejrzeć ten film. To będzie taka chwilowa odskocznia od wszystkich komedii czy romansów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię Amandę, więc czemu nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam, nawet mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też lubię Amandę :) I jak obejrzę film to tylko ze względu na nią :)

    OdpowiedzUsuń