Autor: Suzanne Collins
Tytuł: W pierścieniu ognia
Tytuł oryginału: Catching fire
Liczba stron: 359
Wydawnictwo: Media Rodzina
Przeczytane prawie dwa miesiące temu Igrzyska śmierci wywarły na mnie kolosalne wrażenie. Całe szczęście kolejne tomy znajdują się na mojej półce, dlatego gdy tylko znalazłam w końcu czas, aby spokojnie oddać się lekturze, od razu postanowiłam wrócić do Panem i odkryć, co też autorka postawiła przed czytelnikiem w kolejnej części swej trylogii.
Do naszych bohaterów wracamy pół roku po zakończeniu akcji z tomu pierwszego. Katniss i Peeta zwyciężyli Głodowe Igrzyska, jednak przy okazji przeciwstawili się władcom państwa. Ich nieposłuszeństwo stanowiło iskrę zapalną do wybuchu powstańczych nastrojów w dystryktach. Teraz przed parą ,,zakochanych" Turnee Zwycięzców, w trakcie którego będą musieli uspokoić nastroje społeczeństwa. Nie będzie to łatwe, bowiem mleko już się wylało, a ludzie podświadomie wyczuwają prawdę. Turnee to nie jedyna trudność na drodze bohaterów. Choć może się wydawać, że najgorsze już minęło, okaże się, że była to dopiero rozgrzewka.
Każdy chyba wie, jak to jest z kontynuacjami książek. Bardzo często czuć już z daleka, że są pisane jedynie dla pieniędzy albo autorowi brakuje weny, żeby dorównać poprzedniej części, strony dłużą się w nieskończoność, a wydarzenia są tak mdłe, jak utarte już wyrażenie ,,flaki z olejem". Sytuacji tej nie możemy w żadnym razie podpiąć pod trylogię Suzanne Collins. Muszę przyznać, że niepokoił mnie kolejny tom i to, czy spodoba mi się równie, jak pierwszy. Teraz zdaję sobie sprawę, że zupełnie niepotrzebnie. Autorka doskonale wie, jak poprowadzić akcje, aby książki nie można było odłożyć na bok, jak zakończyć rozdział, żeby czytelnik zastanawiał się, czy to naprawdę się stało. Jej językowi również niczego nie można zarzucić. W każdym momencie jest dokładnie tak, jak powinno być. Mogę jedynie przyczepić się do faktu, że książka ma tak mało stron. Takie historie chciałoby się czytać o wiele dłużej.
W pierścieniu ognia obfituje w o wiele więcej wydarzeń, niż Igrzyska śmierci. Tam widzieliśmy głównie wątki związane z akcją na arenie, tutaj choć pewne motywy się powtarzają, to dostajemy też bardzo dużo innych zaskakujących rzeczy. Wkradają się powstańcze nastroje i zdecydowanie więcej wątku miłosnego, a tym samym nowe okazje do przekazywania ważnych treści i przemyśleń. Właśnie to tak bardzo odróżnia całą trylogię Igrzysk śmierci od innych antyutopii. Oprócz akcji i napięcia towarzyszącego wydarzeniom, książka niesie ze sobą coś więcej. Autorka niezwykle zgrabnie potrafi wpleść istotne treści w czasem banalne momenty. Dzięki temu, często nawet nie zdajemy sobie sprawy, kiedy przekaz do nas dociera.
Bohaterowie również nie zawodzą. Już przy okazji recenzji poprzedniej części przekonywałam Was, jak bardzo są różnorodni i intrygujący. Tutaj nic się nie zmieniło. Katniss pozostała tą silną, walczącą o siebie i bliskich dziewczyną, a Peeta chłopakiem, który zrobi dla niej wszystko, nawet za ceną własnego życia. Pozostaje jeszcze Gale, którego uwielbiam i wciąż ubolewam, że jest go tak mało. Mam nadzieję, że w Kosogłosie poczytam sobie o nim więcej. Żaden z bohaterów nie jest pozbawiony wad. Niektórych może to irytować, ale jak dla mnie, fakt ten tylko wyraźniej potwierdza, jaką prawdziwością każdy z nich się odznacza.
W pierścieniu ognia to genialna kontynuacja Igrzysk śmierci. Emocje, ciągłe napięcie i przekaz znane z pierwszej części pozostają i tutaj. Nowe wydarzenia, także nie odbiją się bez echa. Tej trylogii naprawdę nie można nie polecić. Książki pani Collins zachwycają, o czym przekonało się już bardzo wielu czytelników. Jeżeli jeszcze nie należycie do tej grupy, nie traćcie czasu i szybko zabierajcie się za czytanie!!
Moja ocena: 10/10, 6/6
Książka zaliczana do wyzwania