7 razy dziś - Lauren Oliver

12.2.14




Autor: Lauren Oliver
Tytuł: 7 razy dziś
Tytuł oryginału: Before I Fall
Liczba stron: 379
Wydawnictwo: Otwarte





Lauren Oliver większość z nas kojarzy z jej bestsellerowej serii Delirium. Wcześniej autorka ta podbiła literacki świat swą debiutancką powieścią 7 razy dziś. Wypatrzyłam ją niemal zaraz po premierze i już wtedy desperacko pragnęłam ją przeczytać. Niestety los chciał, żeby nastąpiło to dopiero teraz.

Fabuła 7 razy dziś przedstawia się bardzo zachęcająco. Sam Kingston ma wszystko, czego potrzebuje - przyjaciółki, chłopaka i popularność. Nie układa jej się dobrze z rodzicami, siostrą i starym przyjacielem, ale przecież "nowe" życie jest tego warte. 12 lutego w szkole odbywa się Dzień Kupidyna. Ma to być dla dziewczyny wyjątkowy dzień, jednak rzeczy nie idą po jej myśli. Po imprezie Sam z przyjaciółkami chce wrócić do domu, ale nie będzie jej to dane. Zdarzy się wypadek, tragiczny w skutkach dla naszej głównej bohaterki. Na dodatek następnego dnia dziewczyna obudzi się znów 12 lutego i będzie musiała przeżywać kolejny raz ren sam dzień, w sumie siedem razy.

Tematem życia po śmierci zajęło się już kilku autorów. Chociażby Carolyn Jess-Cooke z Zawsze przy mnie stój, która to książka zdobyła moje serce w całości. Nie ukrywam, że po opisie fabuły 7 razy dziś i po dobrze znanej autorce spodziewałam się kolejnej porywającej lektury o tej tematyce. Z otrzymaniem jej wyszło średnio. Może książka ta nie była zła, ale jednak nie tak genialna, jak na to liczyłam. Rzeczą wpływającą na plus jest z pewnością wspomniana już przeze mnie fabuła. Mogło by się wydawać, że ten sam dzień trwający siedem razy z rzędu okaże się w pewnym momencie nudny, ale tutaj tak nie było. Każdy dzień był na swój sposób inny, a przeżywanie go było dla bohaterki jakby kolejnym etapem żałoby po sobie samej. Z dnia na dzień bohaterka się zmieniała, dostrzegała swoje błędy i starała się je naprawić. Dążenie do lepszego "ja" nie zostało jednak przedstawione tutaj w sposób błahy czy naiwny. Nie mogę też narzekać na język, którym posługuje się Lauren Oliver. Niektórzy mogą go znać z trylogii Delirium i jeżeli tam im przypadł do gustu, to z pewnością i w 7 razy dziś nie będą nim zawiedzeni. Tych, którzy nie mieli kontaktu z autorką mogę zapewnić, że jest on niezwykle barwny i przystępny dla czytelnika, a prowadzenie całej akcji w lekki sposób jeszcze bardziej ułatwia czytanie.

Muszę przyznać, że dawno nie spotkałam się z tak irytującymi bohaterami, jak tutaj. Sam i jej przyjaciółki można określić po prostu jako puste. Ich głównymi problemami były imprezy i faceci. Jestem w podobnym wieku do nich i wiem, że prawdziwe życie nie zawsze tak nie wygląda. Na podstawie licznych retrospekcji mogę również stwierdzić, że nie patrzę na ich charakter jedynie przez pryzmat jednego dnia. Myślę, że ten cały zabieg autorki z ukazaniem ich w ten sposób, służył zaakcentowaniu zmiany, jak zaszła potem w Sam - zmiany z pewnością wielkiej, na podstawie której możemy wyciągnąć ważne przesłanie i morał na przyszłość. Mimo to, takie przedstawienie zarówno głównej bohaterki, jak i jej przyjaciółek, wzbudzało u mnie wielką irytację i początkowe fragmenty, kiedy Sam była naprawdę nie do zniesienia, czytało mi się niezwykle ciężko.

7 razy dziś nie zachwyciło mnie tak, jak na to liczyłam. Jest tutaj co prawda pewne przesłanie, aby chwytać dzień i żyć, jakby był naszym ostatnim. Możemy też otrzymać okazję do zastanowienia nad życiem i śmiercią. Zabrakło jednak jakiegoś większego zachwytu. Nie zostałam porwana, nie uroniłam żadnej łzy i nie rozpaczałam wewnętrznie nad losem bohaterki. Książkę czytało się naprawdę dobrze, jednak wciąż czuję niedosyt, że mogło to być coś więcej, niż tylko ciekawa lektura z ważnym morałem.

Moja ocena: 6/10, 4/6