Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

Szeptucha - Iwona Menzel

8.6.14




Autor: Iwona Menzel
Tytuł: Szeptucha
Liczba stron: 311
Wydawnictwo: MG






Szeptucha Iwony Menzel kusiła mnie już od dnia, kiedy przeczytałam jej opis. Wydawał mi się wtedy tak magiczny i wręcz niezwykły w swej prostocie, że wiedziałam, że muszę sięgnąć po tę książkę. Do tego wpadająca w oko okładka i byłam już totalnie zauroczona i przekonana do lektury.

O czym tak właściwie jest Szeptucha? W jednym zdaniu: o życiu w małej miejscowości. W miejscowości, gdzie dawne zasady i tradycje nadal są aktualne a ludzie wiedzą o tobie więcej, niż ty sam. Główna bohaterka - Olena - to kobieta, która pomaga innym stosując medycynę naturalną. Waniuszki owiane są tajemnicą mężczyzny, który wybrał dla siebie żywot pustelnika. Choć pomagał ludziom, to miał też zwyczaj przybijania popsutych lalek do drzew. Właśnie ta zagadka sprowadza do Waniuszek filmowca, łasego na ciekawy materiał do filmu. Między nim, a główną bohaterką wywiąże się brzemienny w skutkach romans.

Wstęp może sugerować, że Szeptucha przeniesie nas do malowniczej, podlaskiej wsi, gdzie życie toczy się swoim rytmem, okoliczna uzdrowicielka pomaga potrzebującym, a zło czai się za rogiem. W jakimś stopniu tak rzeczywiście było. Wyraźnie widzimy tutaj, jak wygląda życie w tej części Polski, poznajemy mentalność ludzi i miejscowe zwyczaje. Jest też szeptucha, choć nie w takim wydaniu, jakbyśmy oczekiwali. Nasza Olesia pozostaje w stosunku do swojego zajęcia nieco sceptyczna. Pomaga, choć tak naprawdę wierzy bardziej w zbawienną moc psychologii. Przyznaję, że sama jestem nieco sceptyczna. Medycynę naturalną jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale jakieś magiczne dary z nią związane już niekoniecznie. Właśnie przez to niektóre momenty w książce wydawały mi się wręcz śmieszne.

Z wykonaniem tego dobrze zapowiadającego się pomysłu niestety nie było najlepiej. Pierwsza połowa to tak naprawdę opis Waniuszek, życia mieszkańców i dzieciństwa Olesi. Mało się dzieje w tej części, a opisy momentami potrafiły przytłaczać. Kilka razy złapałam się na tym, że błądzę myślami i nie wiem, w którym momencie odpłynęłam. Pani Menzel często oddawała się dywagacjom na temat mało znaczących postaci, co według mnie było mało potrzebne. Akcja rozkręca się dopiero w drugiej połowie, kiedy do Waniuszek wkracza Alek. Dopiero wtedy mogłam doświadczyć nieco lektury, która powstała wcześniej w mojej wyobraźni. Nie do końca jednak potrafiłam oddać się radości z czytania. Styl pisania autorki nie zagwarantował gęsiej skórki czy wyczekiwania na to, co zdarzy się dalej. Akcja płynęła, ale niestety bez większych ochów i achów. Czytanie utrudniał też brak rozdziałów, przez co autorka odebrała sobie tylko okazję na stworzenie elementu zaskoczenia, który często spotykamy na końcach danego fragmentu.

Niestety nie polubiłam też jakoś szczególnie bohaterów. Olesia mogłaby nawet pretendować do miana sympatycznej bohaterki, ale jednak coś uniemożliwiało mi całkowite polubienie jej. Kobieta wiele przeszła, począwszy od bycia opuszczoną przez rodziców, po konieczność porzucenia marzeń. Mimo wszystko nie potrafię jej współczuć. Trochę niestety traci przez romans z Alkiem. Sprawa ta została poprowadzona w dość błahy sposób i często odsłaniała głupotę bohaterów. Co do innych postaci, to tak jak już wspomniałam, opisy ich życia mocno przytłaczały.

Szeptucha nie okazała się taką książką, jakiej oczekiwałam. Przedstawia bogaty obraz Podlasia, z którego można się wiele dowiedzieć o tamtym regionie, a także życiowe prawdy, o których zapomnieliśmy. Niestety nie pozwala na wielką przyjemność z lektury. Akcja, tak jak życie w Waniuszkach, toczy się bardzo wolno. I byłoby to niezwykle urokliwe, gdyby nie zabrakło pewnej magii i dreszczyku emocji, którego oczekiwałam. Bez tego Szeptucha pozostaje jedynie ciekawą książką o życiu na Podlasiu. Nie uważam jednak czasu poświęconego książce pani Menzel za kompletną stratę czasu. Tak jak zawsze, powtarzam i teraz: Wam może się ona spodobać o wiele bardziej!

Moja ocena: 5/10, 3/6

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG!
Read more ...

Saga księżycowa. Scarlet - Marissa Meyer

2.5.14


Autor: Marissa Meyer
Tytuł: Saga księżycowa. Scarlet
Tytuł oryginału: Scarlet
Tom: 2
Liczba stron: 494
Wydawnictwo: Egmont






Po wielkim sukcesie opowieści o Kopciuszku, Marissa Meyer postawiła tym razem na historię Czerwonego Kapturka. Jeżeli jednak myślicie, że w tej części spotkacie się z dobrze znaną, grzeczną dziewczynką z koszyczkiem, która zgodnie z poleceniem mknie do domu chorej babci, to czeka Was zaskoczenie. Tak jak w tomie pierwszym, tak też tutaj, autorka wychodzi poza utarte schematy i przedstawia nam zupełnie nową, równie zaskakującą wersję znanej historii.

W drugiej części Sagi księżycowej obok Cinder, pojawia się druga główna bohaterka - Scarlet. Dziewczynie cyborg zgodnie z planem udaje się uciec z więzienia. W drodze dołącza do niej skazany kadet sił powietrznych - Carswell Thorne. Razem wyruszają ku Francji, gdzie planują znaleźć kobietę, która w przeszłości mogła mieć związek z ucieczką Cinder z Luny. Tymczasem nasz Czerwony Kapturek - Scarlet Benoit - wiodący do tej pory spokojne życie na farmie, za wszelką cenę pragnie odnaleźć zagubioną babcię. Na jej drodze staje Wilk, zdający się znać miejsce pobytu poszukiwanej. Tych dwoje połączy wiele, ale też wiele będzie dzielić. Dodając do tego problem królowej Levany powstanie mieszanka, z którą tylko Marissa Meyer mogła sobie poradzić.

Jak mogliście już czytać w mojej recenzji Cinder, Saga księżycowa zawładnęła moim sercem. Zarówno stworzony przez autorkę świat, bohaterowie, jak i sama akcja zapisały się głęboko w mojej pamięci, dlatego więc niecierpliwie czekałam na okazję, by móc w końcu zapoznać się z drugą częścią. Kiedy już rozpoczęłam czytanie, zdałam sobie sprawia, że będzie to zupełnie inna przygoda. Nie tylko z oczywistego powodu skupienia się na losach innej bohaterki. Przesądziło o tym kilka innych czynników. Jednym z nich jest świat przedstawiony. W Scarlet odchodzimy od zdziesiątkowanego przez zarazę Nowego Pekinu, by udać się do Francji. Nie zostajemy tam jednak w jednym miejscu. Całość bowiem to jedna wielka podróż, zarówno Cinder, jak i Scarlet. Autorka z pewnością tak zaplanowała akcję książki, aby nawiązać do wędrówki Czerwonego Kapturka, jednak nie zmienia to faktu, że właśnie chyba przez to podróżowanie uleciał gdzieś klimat pierwszej części.

Muszę przyznać, że brakowało mi Cinder. Autorka poświęciła jej kilka rozdziałów, ale jak dla mnie było to zdecydowanie za mało. To nie tak, że nie polubiłam Scarlet. Zarówno ona, jak i Wilk zostali wykreowani naprawdę w doskonały sposób. Byli dokładnie tacy, jacy być powinni - zachowujący cechy baśniowych pierwowzorów, ale też odznaczający się indywidualizmem. Naprawdę ich polubiłam, ale jednak to nie to samo, co Cinder i Kai. To tamtą dwójkę pokochałam, to im kibicowałam. Dlatego właśnie te kilka rozdziałów z ich udziałem wydawało mi się tak szczątkową ilością.

Muszę docenić autorkę za precyzyjnie zaplanowaną akcję. Lubię to wrażenie przy końcu lektury, kiedy zdaję sobie sprawę, że twórca doskonale wiedział, co pisze i miał całość już z góry zobrazowaną w głowie. Marissa Meyer zalicza się do tych twórców, a fakt przemyślenia całości świetnie widać w drugiej części jej sagi. Autorka bardzo zgrabnie pokierowała akcją, tak aby doprowadzić do spotkania naszych dwóch bohaterek. Jeżeli chodzi o samo nawiązanie do Czerwonego Kapturka, to tak jak i w przypadku Cinder, pani Meyer świetnie sobie poradziła. Zaczerpnęła w wielu momentach ze znanej opowieści, ale też dodała własne szczegóły, a całość umieściła w antyutopijnym klimacie. Takie połączenie naprawdę bardzo przypada mi do gustu. Samą baśń o Czerwonym Kapturku nie darzę taką sympatią, jak tę o Kopciuszku, może więc dlatego nie pokochałam Scarlet, tak jak Cinder. To była naprawdę świetna książka, ale moje serce będzie należeć do jej poprzedniczki.

Przed przeczytaniem Scarlet miałam małe obawy, bo każdy z nas wie, jak to z kontynuacjami bywa. Choć druga część Sagi księżycowej umiliła mi czas i pozwoliła na powrót do znanego świata, to jednak zabrakło mi klimatu, Nowego Pekinu i głównej bohaterki z części pierwszej. Mimo wszystko, nie mogłabym bardziej złorzeczyć na Scarlet. Głęboko wierzę, że w tomie trzecim powróci magia Cinder. Wam gorąco polecam całość! Tę serię naprawdę warto poznać!

Moja ocena: 8/10, 5/6


Książka zaliczana do wyzwania


Read more ...

Lśnienie - Stephen King

16.11.13



Autor: Stephen King
Tytuł: Lśnienie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 515
Moja ocena: 8/10, 5/6






Stephen King to chyba jeden z najbardziej popularnych pisarzy. Nazywa się go królem horrorów, prawie każda z jego książek została zekranizowana, a miliony ludzi zaczytuje się w jego dziełach, które mimo upływu czasu nie tracą na autentyczności. Wszystko to świadczy o tym, że jest to autor, obok którego nie można przejść obojętnie. Do niedawna z wielkim wstydem przyznawałam, że nie znam żadnej z jego książek. Każda próba podejścia do jego twórczości kończyła się fiaskiem, aż w końcu, kiedy tylko w moje ręce wpadło ,,Lśnienie", wiedziałam, że tę książka jednak przeczytam.

Poznajemy tu Jacka Torrance'a. Mężczyzna przez problemy z alkoholem doświadczył wielu problemów. W końcu, w związku z pewnym wydarzeniem postanowił wyjść z nałogu, choć mimo to i tak stracił posadę nauczyciela. Dostał jednak propozycję nowej pracy, jako dozorca hotelu Panorama. Hotel ten położony wysoko w górach, zamykany był dla gości na czas zimy. Zadaniem Jacka miało być przeprowadzenie się tam z rodziną na ten czas i pilnowanie, czy wszystko jest, jak być powinno. Jego syn jednak posiada pewien dar. Widzi i czuje rzeczy, których nie doświadczają inni. Jedną z nich było przeczucie, że w Panoramie czai się zło. Zło, które chce jego rodziny i którego nie da się tak łatwo wyeliminować. Jak można się spodziewać bohaterowie przeprowadzają się do hotelu. Na Jacka zaczynają polować duchy, a z każdym dniem mężczyzna coraz bardziej traci panowanie nad sobą.

Nigdy nie uwielbiałam horrorów. Nie obejrzałam ani nie przeczytałam ich wiele w swoim życiu, a te które poznałam, częściej uważałam za kiczowate, niż straszne. Może po prostu trafiałam na złe albo ten gatunek zwyczajnie nie jest dla mnie. Byłam jednak ciekawa, czy King będzie potrafił mnie wystraszyć. Gdy w końcu zaczęłam czytać ,,Lśnienie" zdałam sobie sprawę, że tu nie będzie kiczu. Może i wątek nawiedzonego hotelu/domu jest dość powszechny, ale trzeba pamiętać, że książka nie została wydana tydzień temu, więc nie możemy tego zarzucać autorowi. King nie skupia się tutaj tylko na nawiedzonym hotelu. Co to, to nie. W ,,Lśnieniu" można zgłębić nieco problem alkoholizmu, trudów dzieciństwa czy rodzin patologicznych. Jeszcze do tego wątek parapsychologiczny, który naprawdę ciekawił.

Całość została poprowadzona w sposób, który sprawia, że książkę uważamy za niepowtarzalną i niezwykłą. Autor potrafi bawić się językiem. Wie, jak wzbudzić w czytelniku grozę i niepewność,  jak wywołać gęsią skórkę i podnieść poziom adrenaliny. Nie ma tu mowy o jakimś niedopracowaniu czy odwaleniu roboty, co przecież zdarza się bardzo często. Czytając ,,Lśnienie" nie nudzimy się ani przez chwilę. Opisy nie sprawiają, że chce się je omijać, a dygresje ciekawią równie bardzo, co sama akcja. Muszę przyznać, że mimo wszystko nie bałam się tak, jak oczekiwałam. Jestem bardzo strachliwą osobą, ale że tak powiem ,,sztuczne zjawiska" bardzo trudno wywołują we mnie lęk. Trudno, ale nie w ogóle. Czytając ,,Lśnienie" były chwile, kiedy naprawdę się bałam. Choćby przy końcowej części, kiedy żona Jacka - Wendy schodzi w nieznane. Takie momenty zdarzył się wcześniej i później jeszcze kilka razy, ale nie ukrywam, myślałam, że będę się bała wyjść spod kołdry albo przez kolejne dni, będę spała przy zapalonym świetle. Niestety tak nie się stało.

W ,,Lśnieniu" mamy naprawdę bardzo dobrze skonstruowanych bohaterów. Począwszy od Jacka, który staje się ofiarą hotelu, przez jego żonę Wendy - kobietę niezwykle silną, potrafiącą sprostać wielu życiowym przeciwnością. Tak naprawdę jednak najbardziej wybijał się tu ich syn Danny. Był to chłopiec naprawdę inteligentny, aż chyba za bardzo, jak na swój wiek. Od początku wiedział więcej, niż jego rodzice, a to, że sprostał tej wiedzy budzi dodatkowy podziw. Nie wiem dlaczego, ale Danny naprawdę dał się lubić. Uwielbiałam fragmenty z nim i kiedy Jack i Wendy od czasu do czasu mnie irytowali, on pozostał bez skazy. Polubiłam również pana Holloranna. Według mnie była to naprawdę bardzo ciekawa osobowość i trochę szkoda, że tak mało go tutaj było.

,,Lśnienie" to moja pierwsza książka Kinga, jednak jestem przekonana, że nie ostatnia. Całość jest wykonana niemal perfekcyjnie, wielowątkowość sprawia, że książka nie nudzi, a fabuła wywołuje w czytelniku wielkie emocje. Nie bałam się tak, jak tego oczekiwałam, ale mam nadzieję, że przy innych książkach Kinga będę. Tych, którzy jeszcze nie czytali ,,Lśnienia" gorąco do tego zachęcam!


Read more ...

Simon i dęby - Marianne Fredriksson

14.10.13


Autor: Marianne Fredriksson
Tytuł: Simon i dęby
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 396
Moja ocena: 9/10, 5+/6







Każdy z nas bardzo dobrze wie, że można spotkać różne książki. Niektóre z nich na pozór nic w sobie nie mają, a potem dopiero odkrywają przed nami swój geniusz. W innych pokłada się olbrzymie nadzieję, by się następnie zawieść lub zachwycić. Ja takie nadzieje pokładałam w ,,Simonie i dębach", a to za sprawą słynnego ,,Chłopca w pasiastej piżamie", bo właśnie do niego ,,Simon..." był porównywany.

Opowieść przedstawiona nam przez Marianne Fredriksson to historia niejakiego Simona Larssona. Chłopiec żyje wraz z rodzicami w Szwecji, w czasach wojennych. Choć jest to kraj neutralny, to jednak strach i bieda dotykają ludzi. Rodzice Simona - Karin i Eryk, adoptowali go, kiedy ten był mały. Wiedzą, że jest on najprawdopodobniej Żydem i obawy z tego powodu ich paraliżują. Simon poznaje w szkole pewnego żydowskiego chłopca - Izaaka. Pochodzenia nie staje jednak na drodze, do wielkiej przyjaźni, jaka się między nimi tworzy. Przeżyją oni wiele wzlotów i upadków, chwil trudnych i wymagających wzajemnego wsparcia, które otrzymają on siebie i swych rodzin.

Przyznaję, że ,,Chłopiec w pasiastej piżamie" jest mi znany jedynie z wersji filmowej i dlatego nie chcę tu zbytnio porównywać jego i ,,Simona i dębów". Nic jednak nie poradzę, że takie porównania same przychodzą na myśl. W tej pierwszej historii wrażliwość i końcowa tragedia przytłaczały odbiorcę i wyciskały łzy z oczu. W ,,Simonie..." nie znajdziemy już tego samego, ale sądzę, że nie powinniśmy też zbytnio szukać, bo dwóch takich opowieści nigdy nie znajdziemy. Nie myślcie jednak, że ,,Simon i dęby" to niewypał i kompletna porażka. Co to, to nie! Ta książka to niewątpliwie coś innego. Ma w sobie prawdziwość, która wylewa się z każdej strony i przejmuje do głębi. Całość dzieje się na tle wojennym, ale nie na tym głównie skupiła się autorka. Mamy tu oczywiście motyw żydostwa i ich ogromnej tragedii, jaką musieli przeżyć, jednak wojna to tylko tło. Ta książka to tak naprawdę powieść o dojrzewaniu i szukaniu siebie, tylko że oczywiście w czasach wojennych. Autorka przedstawia nam długą drogę, jaką człowiek musi przejść, aby w końcu doświadczyć spokoju. Pokazane są tu wszelkie życiowe rozterki, a także więzy, które łączą na pozór zupełnie obcych sobie ludzi.

Marianne Fredriksson poprowadziła to naprawdę mistrzowsko. Nic na dobrą sprawę nie nudziło. Powiedzieć, że książkę czytało się przyjemnie byłoby chyba nieodpowiednie do opisywanej historii, ale tak właśnie było. Momenty, które miały służyć zadumie, wywoływały ją. Te, które miały bawić, bawiły, a reszta stwarzała okazję do po prostu przyjemnej lektury. Wszystko na swoim miejscu, można by rzec. Jedyną tylko rzeczą, która mnie nie tyle irytowała, ile wydawała mi się niepotrzebna, były wątki metafizyczne. W innym wypadku może i by się sprawdziły, ale tu tylko zaśmiecały historię. Choć potem było naukowe wytłumaczenie, to i tak, jakoś mi ten motyw nie podszedł.

Bohaterowie również stoją na wysokim poziomie. Powierzchowność absolutnie nie wchodzi tu w grę. Nie tylko znamy dokładną historię każdego z nich, ale widzimy wiele warstw ich osobowości, które stopniowo możemy odkrywać. Na pierwszy plan wychodzi obserwacja. Patrzenie, na ich zachowanie, współodczuwanie problemów, szukanie przyczyn i skutków. Wszystko to wpływa na ich niesamowitą prawdziwość. Główny bohater Simon - to przykład postaci nie pozbawionej wad, ale takiej, którą lubimy pomimo nich. Chłopak nie jest wyidealizowany i to jak najbardziej punktuje. Na jego przykłądzie pokazana jest nienawiść, jaka często się rodzi w okresie dojrzewania, poszukiwanie siebie i problemy, które towarzyszą nam przez całe życie. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie również jego przybrana mama - Karin. Ta kobieta mogłaby przenosić góry.

,,Simon i dęby" to naprawdę piękna książka. Ma w sobie to ,,coś", czego często szukamy, a nie zawsze udaje nam się to znaleźć. To przede wszystkim opowieść o przyjaźni, która łączy ludzi, ale także o trudach, które na nas czekają. Prawda przepływa z niej na nas. Jeżeli się nad nią zastanawiacie, nie róbcie już tego! Gorąco ją Wam polecam!

Za możliwość przeczytania tej pięknej historii dziękuję portalowi Sztukater.pl!

Read more ...

Bogowie i wojownicy - Michelle Paver

21.8.13



Autor: Michelle Paver
Tytuł: Bogowie i wojownicy
Wydawnictwo: Uroboros, Grupa Wydawnicza Foksal
Liczba stron: 301
Moja ocena: 8/10, 5/6






Wiele książek opowiada o przyjaźni, odwadze i więziach rodzinnych. Pod tym względem do wyboru jest bardzo dużo pozycji. Te same tematy w swojej nowej książce postanowiła poruszyć Michelle Paver. Osadziła wszystko w epoce brązu, wzbogaciła o fantastyczną rzeczywistość i powstała z tego bardzo wciągająca lektura.

Autorka  urodziła się w Malawi, w wieku trzech lat zamieszkała w Anglii, w Wimbledonie. Ukończyła wydział biochemii na Uniwersytecie Oksfordzkim. Następnie zaczęła pracować jako prawnik. W 1996, po śmierci ojca, poprosiła o jednoroczny urlop i zaczęła planować swoją pierwszą książkę. Sławę przyniósł jej sześciotomowy cykl powieści dla dzieci ,,Kroniki Pradawnego Mroku". 

W ,,Bogach i wojownikach" poznajemy Hylasa. Chłopak jest Osobnym, co oznacza, że żyje poza swoją społecznością. Urodził się poza wioską i teraz musi żyć, jako pasterz kóz. Towarzyszy mu młodsza siostra, która jest dla niego jedyną rodziną oraz najlepszy przyjaciel, który przy okazji jest synem wodza. Pewnego dnia wszystkich Osobnych zaczynają ścigać wojownicy, zwani Krukami. Hylasowi udaje się przeżyć, ale zostaje rozdzielony z siostrą. Od tej chwili chłopak stara się ją odnaleźć. Aby to zrobić wypływa w morze i dociera na tajemniczą wyspę, gdzie poznaje córkę kapłanki - Pirrę. Razem będę odkrywać sekrety nowego miejsca i walczyć o przetrwanie.

W książce, jak widać po opisie, możemy spotkać się z bardzo ciekawą fabułą. Autorka wprowadza nas do krainy Bogów i Wojowników, pradawnych legend i zwyczajów. Jest tego bardzo dużo, a z każdego wątku możemy dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Historia poprowadzona jest w przemyślany sposób. Autorka może poszczycić się lekkim piórem, dzięki czemu aż się chce czytać. Zaserwowała czytelnikowi barwne opisy świata przedstawionego, które ani przez chwilę nie nudziły, a co więcej, pozwalały na dokładne wyobrażenie o całości. Informacja na okładce mówi nam, że grupa wiekowa to 9+. Jak najbardziej się zgadzam. Przedstawiona historia, spodoba się młodszym czytelnikom, jednak starszy też nie będzie się nudził. Możecie mi wierzyć, ja nie nudziłam się ani przez chwilę. Jedyne co mogę zarzucić, to zbyt mała liczba stron i to, że muszę czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

Kolejną rzeczą, która zachwyca w książce jest przedstawienie rzeczywistości. Widać pracę, jaką Michelle Paver włożyła w wykończenie wszystkiego. Akcja umieszczona jest w Grecji epoki brązu. Wiele szczegółów, jak i sama notka od autorki na końcu, potwierdza włożone serce i czas w wykończenie tej historii. Nie mamy tu totalnego misz-maszu ani nagich historycznych faktów. Wszystko jest ze sobą połączone w sposób niemal idealny. Dostajemy też wiele wartości moralnych, które możemy podziwiać - jak chociażby wymienione już przyjaźń, odwaga czy więzi rodzinne. Z jednej strony prehistoryczna Grecja, z drugiej świetna fantastyczna historia i wartości, na których możemy się wzorować. Czegóż chcieć więcej?

Hylas to bardzo odważny, dwunastoletni chłopiec. Postanawia wyruszyć w niebezpieczną wędrówkę w poszukiwaniu siostry. Jego życie nie raz zawisa na włosku, ale on nie poddaje się, bo wie, co musi zrobić. Każde jego działanie sprowadzone jest do jednego - przetrwania. Na Wyspie pozna Pirrę, córkę kapłanki, która uciekła przed okrutnym losem, który na nią czekał. Czy nie możemy tego podziwiać? Oczywiście, że możemy, bo walkę przeciw złemu systemowi zawsze trzeba szanować. Przyjaźń między nimi nie pojawia się od razu. Początkowo są do siebie wrogo nastawieni, jednak potem, wraz z rozwojem wypadków zaprzyjaźniają się. Dzięki temu całość nie wydaje się sztuczna. Mamy tu jeszcze jednego ważnego bohatera - niejakiego Ducha. Nie będę zdradzała, kim on naprawdę jest, ale możecie być pewni, że jego tożsamość Was zaskoczy, a fragmenty z nim będzie się czytało bardzo dobrze.

Książka ma przepiękną okładkę. Są tu zarówno części matowe, jak i te, która ja nazywam śliskimi. Wygląda to po prostu przepiękne. W środku możemy znaleźć mapkę Wyspy Płetwowego Ludu, a każdy rozdział rozpoczyna się małym, tematycznym rysunkiem. Oko naprawdę się cieszy, gdy widzi coś takiego.

,,Bogowie i wojownicy" to przepiękna, bardzo malownicza i magiczna historia. Spodoba się zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. Przygody Hylasa i Pirry śledzi się bardzo przyjemnie. Może nie wywołały we mnie wielkich zaskoczeń, ani momentów skrajnych emocji (dlatego nie ma najwyższej oceny), ale czytało się je bardzo miło. Książka posiada ciekawą fabułę, dopracowanie świata przedstawionego i interesujących bohaterów, dlatego z czystym sercem polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uroboros oraz Grupie Wydawniczej Foksal!


Read more ...

Miasto zagubionych dusz - Cassandra Clare

18.8.13


Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto zagubionych dusz
Seria: Dary Anioła
Tom: 5
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 548
Moja ocena: 8/10, 5/6





Są serie, które kochamy ponad wszystko. Magicznym sposobem rozkochują nas w sobie, wyczekiwanie na kolejny tom powoli nas zabija, a kiedy już trzymamy go w ręce z mętnym wzrokiem stwierdzamy, że jeszcze nie chcemy go czytać. Dlaczego? Absolutnie nie dla tego, że nie mamy już ochoty. Wręcz przeciwnie. Chcemy skrócić nasze późniejsze męki oczekiwania na część następną. Tak jest ze mną i z całą twórczością Cassandy Clare, której już nikomu przedstawiać nie trzeba. Zarówno ,,Dary Anioła", jak i ,,Diabelskie maszyny" mają morze fanów. Autorka stworzyła dla nas Nocnych Łowców i sprawiła, że stali się kultowi.

W piątym tomie ,,Darów Anioła" Jace odchodzi z Sebastianem. Po dwóch tygodniach bezowocnych poszukiwań, Clave przesuwa tę sprawę na dalszy plan. Clary wraz z przyjaciółki nie poddaje się i szukają go na własną rękę. Kiedy nadarza się okazja, dziewczyna odchodzi z Jace'em i dowiaduje się, że jest on połączony z Sebastianem. Zrobi wszystko, o co tamten go poprosi. A na dodatek zabić jednego, oznacza zabić także drugiego. Wszyscy chcą znaleźć sposób na rozdzielenie ich i udaremnienie diabolicznego planu Sebastiana.

W piątym tomie przygód naszych bohaterów również można znaleźć to, za co tak bardzo kocham książki Cassandry Clare - klimat. Mają one w sobie, to poszukiwane ,,coś". Autorka stworzyła zdumiewający świat Nocnych Łowców, wampirów, faerie i czarowników. Każdemu gatunkowi nadała historię, a cały ten świat wyposażyła w najdrobniejsze szczegóły. Możemy tu odnaleźć wiele aspektów, historii rodów czy rytuałów. Całość jest dopracowana, jak tylko się da i pod tym względem jestem przekonana, że już tak zostanie. Rozpoczynając czytanie ma się wrażenie, jakby wybierało się w podróż i pozostawało w miejscu, gdzie życie jest o wiele ciekawsze. W ,,Mieście zagubionych dusz" też tak było, a każda kolejna strona sprawiała, że coraz bardziej zatracałam się w tamtym świecie.

Autorka wykształciła charakterystyczny sposób pisania, który w trakcie czytania się rozpoznaje i zdobywa wrażenie, jakby spotykało się z dawno nie widzianym przyjacielem. Do tego zdumiewający talent kształtowania historii. Przemyślenie całości od początku do końca. Nie mówię tu o jednym tomie, ale o całości przygód. Ani razu nie miałam wrażenia, że bohaterom towarzyszy pomieszanie z poplątaniem. Wszystko toczy się tak, jak gdyby to była prawda. W ,,Mieście zagubionych dusz" rozpoczynamy poszukiwać Jace'a, a potem staramy się oddzielić go od Sebastiana. Dobrze widzicie: ,,rozpoczynamy" i ,,staramy", a napisałam tak dlatego, ponieważ czytając ma się wrażenie, jakby było się światkiem wydarzeń i uczestniczyło w nich. Jeżeli chodzi o akcję, to książka trochę cierpi. Jedynie nieliczne momenty wbijają w fotel, a wydarzenia są raczej przejściem do kolejnej części. To nie tak, że nic się nie działo, po prostu w porównaniu z pierwszą trylogią jest trochę gorzej. Nie mogę też pozbyć się wrażenia, że te kolejne trzy części serii napisane są tylko dla pieniędzy. Staram się nie zwracać na to uwagi i po prostu cieszyć się z czytania, ale nie zmienia to faktu, że książce ubywa nieco duszy.

Kolejną rzeczą, której nie mogę zdzierżyć jest brak ,,mojego" Jace'a. Chłopak będąc powiązany z Sebastianem zmienił się diametralnie. Było powiedziane, że Jace jest inny, a czytelnik naprawdę mocno odczuwał wraz z Clary tę zmianę. Pod koniec wrócił stary ulubieniec i było już dobrze, jednak przez pierwsze 500 naprawdę głęboko odczuwa się ten brak. Clary pozostaje moją ulubienicą wśród bohaterek - odważna, niepokorna i absolutnie nie nijaka. Tutaj również to pokazała. Szukała Jace i była gotowa zrobić dla niego dosłownie wszystko. Została postawiona przed ważnymi wyborami, a decyzja absolutnie jej nie złamała. Do tej dwójki dochodzi reszta ze znanej paczki - Simon i Isabelle, Alec i Magnus, Maya i Jordan. Każdy, kto czytał choć jedną część, wie, że bohaterowie są doskonale wykreowani. Nawet jeżeli czasem irytują robią to w sposób, jaki mogli by to robić nowo spotkani ludzie. Dostaniemy tu całą gamę osobowości, których nie da się nie pokochać.

,,Miasto zagubionych dusz" to kolejna genialna książka Cassandry Clare. Jako kontynuacja bardzo dobrze spełnia swoje zadania. Jeżeli tylko przymkniemy oko na komercję i brak Jace'a to już nic więcej do szczęścia nie będzie nam potrzeba. Jeżeli jeszcze nie czytaliście tej serii, to polecam Wam ją całym sercem. Zakochacie się i utkniecie w świecie Nocnych Łowców, tak jak ja. Tych, którzy zaczęli już swoją przygodę z twórczością Cassandry Clarę mogę zapewnić, że ,,Miasto zagubionych dusz" również Wam się spodoba i nie powinniście dłużej zwlekać z kolejnym spotkaniem z bohaterami!
Read more ...

Pandemonium - Lauren Oliver

17.7.13



Autor: Lauren Oliver

Tytuł: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 373
Moja ocena: 8/10, 5/6






Zabrali jej wszystko, co było dla niej ważne. Dom, rodzina i ukochany już od dawna są poza jej zasięgiem. Nie ma normalnego życia, bo już nie wiadomo, co oznacza normalność. Na pewno nie to, co wszyscy by chcieli. Teraz pozostało jej tylko żyć i walczyć.

Po śmierci Alexa Lena trafia do osady w Głuszy. Tamtejsi mieszkańcy zajęli się nią, gdy była prawie martwa, pomogli jej stanąć na nogi. Od tej chwili Lena jest jedną z nich - Odmieńcem - i żyje, jak oni. Po siedmiu miesiącach od tych wydarzeń, dziewczyna trafia do Nowego Jorku, gdzie wstępuje do ruchu oporu. Przed nią wielka misja i wielkie zadanie, choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. W jego trakcie pozna czarującego Juliana - stojącego po drugiej stronie barykady. Chłopak, mimo różnic przypomni jej, co to miłość, a przede wszystkim, jaką osobą chce być.

Lauren Oliver jest pisarką, która nie podejmuje tematów banalnych. Chce nam przedstawić coś więcej, niż można by się po niej spodziewać. Pokazuje nam to również w niebanalny sposób, gdzie pod metaforami, porównaniami i inną rzeczywistością można odkryć ważne prawdy. Tak jest na przykład w serii ,,Delirium". Autorka stworzyła świat bez miłości. Rząd chciał, aby ludzie byli wolni od skrajnych emocji, które źle wpływają na odbiór świata. Może i cel był szczytny, ale potem obróciło się to w skrajną kontrolę, traktowanie jednych ludzi ponad innymi i usuwaniu wszystkich, którzy nie pasują do szablonu. Nie przypomina Wam to czegoś albo kogoś? Na przykład pana z wąsem, który uważał, że jest lepszy od innych i chciał zniszczyć pewną rasę? Może moje porównania są zbyt głębokie, ale bardzo ułatwia to odbiór tego, co autorka chce przekazać. A mianowicie, że świat bez miłości nie istnienie. Za miłością idą inne uczucia, jak współczucie, poświęcenie czy przyjaźń, a właśnie dla nich warto żyć. Każdy jest równy, nie ważne czy różni się nieco czy też nie, a dyskryminacja to najgorsze, w co możemy wdepnąć i nigdy nie powinniśmy pozwolić, aby nas dopadła.

W ,,Pandemonium" widać, że autorka urozmaiciła swój warsztat. Historię mamy podzieloną na dwa etapy: "Teraz" i ,,Wtedy". Możemy przez to obserwować powiązania i odbierać to, jako urozmaicenie w akcji. Mnie nie przypadło to niestety do gustu. Zbyt dużo mącenia tu było. Może nie gubiłam się w akcji, ale nie mogłam też się w niej zatracić. Kiedy bowiem przeczytałam ciekawy fragment z ,,Wtedy" musiałam przeskoczyć do mniej ciekawego z ,,Teraz" lub na odwrót. Później, kiedy rozdziały były nieco krótsze już tak bardzo mi to nie przeszkadzało. W ,,Pandemonium" możemy też obserwować charakterystyczny styl autorki. Chyba każdy, kto przeczytał choć fragment tej serii, nie zaprzeczy, że Lauren Oliver posiada takowy za co jestem jej doprawdy bardzo wdzięczna i jeszcze bardziej ją za to podziwiam.

W ,,Pandemonium" pojawiło się wielu nowych bohaterów. Można nawet powiedzieć, że wszyscy, oprócz Leny, byli nowi. Ci z ,,Delirium" pozostali w cywilizowanym świecie, po drugiej stronie barykady. Teraz obserwujemy ludzi z Głuszy i żyjemy wraz z nimi. Poznajemy waleczną Raven, sympatyczną Blue i wielu innych. Każdej z tych osób nadany jest przydomek, zamiast imienia, jako symbol nowego życia. Muszę przyznać, że cieszę się, że nie zostały one przetłumaczone. Sami przyznajcie, lepiej się czyta o Blue niż o Niebieskiej, prawda? Wspomnieć trzeba o Julianie, który jest nową miłością naszej bohaterki. Mamy tu przykład chłopaka, z innej ligi, z którym związek nawet nie powinien przychodzić na myśl. Jak pewnie wiecie i się domyślacie przyszedł na myśl, choć racji bytu nie miał. Znów coś szablonowego, czyż nie? Sam Julian, mimo że z wielką duszą i sercem nie porwał mnie. Wiem, że narzekałam wcześniej, że między Leną i Alexem jest mdło, ale cóż z tego. Jestem wierna temu pierwszemu chłopakowi i domagałam się go od początku książki. Ci, co czytali mogą sobie wyobrazić moją minę na koniec.

Sama Lena bardzo się zmieniła. Od początku ,,Delirium" do końca ,,Pandemonium" przeszła diametralną przemianę. W pierwszej części widzieliśmy, że popiera remedium i wszystko inne, co sugeruje ludziom rząd. Zmieniła się już w pierwszej części i była gotowa na ucieczkę, choć nie wiedziała, co ona tak naprawdę oznacza. W ,,Pandemonium" stała się pełnoprawnym Odmieńcem. Walczy o wolność i robi wszystko dla wyższego dobra. Zawdzięcza to pewnie Alexowi. Nie jest już szarą, nieporadną myszką, a kobietą, która wie, jak radzić sobie w sytuacji kryzysowej. Tą Lenę lubię zdecydowanie bardziej, niż początkową.

,,Pandemonium" różni się od ,,Delirium" czy to pod względem znacznie lepszego wykonania, urozmaicenia akcji, czy też umieszczenia jej w innym środowisku. Akcja ,,Pandemonium" bowiem toczy się od strony Głuszy i ruchu oporu. Dzięki temu właśnie, możemy obserwować innych bohaterów czy zmianę Leny. Nie wiem, czy ta część przypadła mi do gustu bardziej, czy mniej niż ,,Delirium". Wiem jednak, że cała seria prezentuje się naprawdę świetnie. Porusza ważny temat, który wpleciony jest w antyutopijną rzeczywistość. Nie można tego nie polubić, tak jak i nie można tego nie polecić. Robię to z czystym sercem. Spodoba się nie tylko młodzieży, ale myślę, że starszym czytelnikom również. Tak więc jeszcze raz polecam gorąco!!



Read more ...

Jak upolować faceta? Po pierwsze dla pieniędzy - Janet Evanovich

14.7.13



Autor: Janet Evanovich
Tytuł: Jak upolować faceta? Po pierwsze dla pieniędzy
Wydawnictwo: Fabryka słów
Liczba stron: 343
Moja ocena: 8/10, 5/6






Kobieta jest w stanie wiele znieść. Z natury bowiem bardzo silne z nas bestie. Potrafimy postawić na swoim, denerwować wszystkich wokół i jak lwice walczyć do końca. Nie tak łatwo się nas pozbyć, oj nie. Kiedy jednak wszystko się rozpada i stoimy już jedną nogą w przepaści bankructwa można by pomyśleć, że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się poddać. Jeżeli tak myślicie, to jesteście w wielkim błędzie. Jest jeszcze jedna, ważna opcja: można zostać łowcą nagród!

Stephanie Plum straciła pracę. Od tego czasu popada w coraz większe długi. Sprzedaje meble, żeby przeżyć, a jej samochód zostaje zajęty przez windykatora. Chętnie podjęłaby każdą możliwą pracę, lecz niestety za każdym razem kończy się to fiaskiem. Stephanie żyje w totalnie zakręconej rodzinie, a najgorsza jest chyba matka, która usilnie stara się ją zeswatać z byle jakim delikwentem. Kiedy więc przed kobietą staje szansa na zarobienie 10 tys., jest gotowa zrobić wszystko, aby je otrzymać. W ogóle nie jest ważne, że po drodze musi stać się łowczynią nagród i kilka razy narazić swoje życie.

Stephanie Plum już dawno stała się kultową postacią w literaturze. Pojawiła się w Stanach Zjednoczonych dziewiętnaście, w Polsce siedemnaście lat temu i tak się zadomowiła, że nie chce odejść. Została stworzona przez obecnie 70-letnią Janet Evanovich, której seria ta przyniosła wielki rozgłos. Wiecie na pewno, w jaki sposób książka znalazła się u mnie (tak, dokładnie w taki sam, jak i u większej połowy blogerów) i wiecie również, że bardzo chciałam poznać losy naszej Śliweczki. Nie zawiodłam się ani trochę.

Pierwszy tom rozpoczynamy obserwując losy zdesperowanej Stephanie. Kobieta z powodu braku innej pracy, postanawia zostać łowcą nagród. Jej pierwsza sprawa nie będzie należeć do łatwych. Musi bowiem złapać Josepha Morellego - mężczyznę, z którym łączy ją jednorazowy, erotyczny wyskok, a który obecnie posądzony jest o morderstwo. Początkowo może się wydawać, że książka będzie należeć do tych ,,kobiecych", o czym diametralnie przeczy napis ,,kryminał" na tylnej okładce. Później jednak akcja się rozkręca i wątek kryminalny, choć niewielki, ale się pojawia. Książka dostarcza pokładów śmiechu, na co wpływa barwny i lekki język autorki. Wątki detektywistyczne pozwalały na dociekanie, a wspomniana część kryminalna pod koniec naprawdę trzymała w napięciu. Historia opisana jest lekko, ale i z klimatem, który wierzę, że będzie towarzyszył dalszym częścią. Całość ta sprawiła, że książkę czytało się świetnie i wierzcie mi, dawno się tak nie ubawiłam.

Tytułowa Stephanie Plum jest nieco zakręconą kobietą. Jej początkowe lekceważenie nowego zajęcia sprawiło, że zaczęłam ją postrzegać jako damulkę w opałach. Później jednak obraz ten zniknął i to jej postrzelenie bardzo polubiłam. W losy bohaterki naprawdę można było się wciągnąć i razem z nią przeżywać rozterki i łapać przestępców. Oświadczam również, że uwielbiam Josepha Morellego i staje się on obecnie moją nową książkową miłością. Kocham go za bunt przeciw systemowi, zaciętość, dążenie do celu i, a może przede wszystkim za poczucie humoru. Bardzo barwną postacią wydała mi się także babcia Mazurowa. Uwielbiam takie starsze, pokręcone panie w literaturze, nie znudzą mi się nigdy i ta Babcia również przypadła mi do gustu.

Pierwszą część przygód Stephanie Plum mogę zaliczyć do lepszych książek, jakie przeczytałam ostatnimi czasy. Spędziłam z nią naprawdę bardzo miło czas i aż szkoda mi było ją kończyć. Większość z Was pewnie ma tę część już za sobą, lecz jeśli zachowali się gdzieś tacy, którzy jeszcze jej nie czytali, radzę szybko nadrobić zaległości. Będzie z pewnością doskonałą lekturą na wakacje!
Read more ...

Pretty Little Liars Niewiarygodne - Sara Shepard

3.7.13

Autor: Sara Shepard
Tytuł: Pretty Little Liars Niewiarygodne
Tytuł oryginału: Unbelievable. A Pretty Little Liars Novel
Wydawnictwo: Otwarte
Tom: 4
Liczba stron: 320
Moja ocena: 8/10, 5/6





Każdy z nas ma przydzielone miejsce, którego musi się trzymać. Miejsce to jest powiązane z zadaniami, które trzeba wykonywać i obowiązkami, od których nie sposób się uchylić. Możemy sobie mówić, że jesteśmy panami własnego losu, ale nasze przeznaczenie nad nami wisi, nie pozwala o sobie zapomnieć i silnie zmusza do posłuszeństwa. Uczeń dajmy na to, codziennie rano wstaje i wychodzi do szkoły. Rodzice czuwają nad swymi pociechami, a ksiądz wiernie odprawia msze każdego ranka. Co robią w tym czasie piękne dziewczyny? Piękne dziewczyny snują intrygi, zapuszczają swoje sidła na tych mniej ,,ładnych" i kłamią. Kłamią ile wlezie.

Sarę Shepard każdy zna , jako matkę dwóch kultowych serii: ,,Pretty Little Liars" oraz ,,The Lying Game". Wielu z Was pewnie słyszało też, że autorka swe inspiracje czerpie ze szkolnych przeżyć. Przeżycia te musiały być doprawdy bardzo rozmaite, a żeby stworzyć historię Ali i jej świty autorka musi szczycić się naprawdę bogatą wyobraźnią, żeby nie powiedzieć kompletnie zrytą banią (ale tak pozytywnie:) )

W czwartym tomie akcja nabiera tępa. Każda z Kłamczuch postawiona jest przed ważnym zadaniem. Emily wyjeżdża do rodziny w Iowa, aby zrozumieć swoje ,,błędy" i zacząć żyć normalnie. Sytuacja nawet w rodzinie znanej ze świętości obyczajów nie idzie po jej myśli. Zgadnijcie tylko z czyjego powodu? Aria rozpoczyna kurs sztuki mimowolnej. Wielkim zaskoczeniem jest dla niej, kiedy orientuje się, że jedną z uczestniczek jest Jena. Spencer boryka się z wyrzutami sumienia, związanymi ze Złotą Orchideą i próbuje naprawić kontakt z siostrą. Hanna dochodzi do siebie po wypadku i chce poukładać swoje życie. Na jaw wyjdą tajemnice, które gnębiły dziewczyny, ale nawet wtedy sytuacja nie będzie miała zamiaru się uspokoić.

Nie da się zaprzeczyć, że rzeczą świadczącą o niepowtarzalności serii ,,Pretty Little Liars" są jej bohaterowie. Możemy zarzucać dziewczynom płytkość, brak rozwagi i kompletną niedojrzałość, ale to nie zmienia faktu, że każda z nich jest inna, czymś się wyróżnia, a czytelnik ma wrażenie, jakby znał je od wieków. W czwartej części ich przygód wcale nie odbiegło to od normy. Dziewczyny nadal przeżywają rozterki, mają dylematy i odkrywają tajemnice. Nie są ukazane, jak supermenki czy osoby, które robią rzeczy ponad ich zdolności. O nie, one są takie jak my. Może tylko bardziej bogate i zepsute, co nie zmienia faktu, że nadal możemy się z nimi utożsamiać i stawiać siebie na ich miejscu.

,,Pretty Little Liars" nie należą do literatury najwyższych lotów. To raczej dobre czytadło na nudny wieczór. Całość nie jest zła, co to to nie. Kiedy rozpatrujemy to pod względem ,,książki czytanej w ramach rozrywki", to wyjdzie z tego arcydzieło wszech czasów. Pani Shepard posiada tę zdumiewającą umiejętność, że potrafi stworzyć pewną zagadkę, wzbogacić ją w najdrobniejsze szczegóły i odkrywać przed czytelnikiem tylko jej fragmenty, wzbudzając w nim niepohamowaną ciekawość i przemożną chęć sięgnięcia po kolejny tom. Ten lekki wątek kryminalny połączony jest z życiem codziennym, co sprawia, że nie mamy wrażenia, jakby coś działo się w nierealnym świecie i sami stajemy się swego rodzaju naocznymi świadkami wszystkich zdarzeń. Jedna zagadka goni drugą, jedna intryga poprzedza kolejną, a nasze kochane Kłamczuchy wciąż starają się wszystkiemu sprostać. Czy to nie piękne? I jeszcze samo miasteczko Rosewood, które szczyci nas swym niepowtarzalnym klimatem.  Któryż z fanów serii nie chciałby go odwiedzić? Całość - każdy nowy odcinek, kolejny tom - wywołują u mnie coś na kształt powrotu do domu po długiej nieobecności. Po prostu pięknie.

Nie da się ukryć, że serię ,,Pretty Little Liars" darzę wielką miłością nie od dziś. W całość naprawdę można się wkręcić i przeżywać losy Spencer, Arii, Emily i Hanny całą swą osobą. ,,Niewiarygodne" w niczym nie ustępują swym poprzedniczkom. Nawet je przewyższają - poziomem literackim, emocjami, wywołanymi w czytelniku i ilością zagadek i niedopowiedzeń, za które tak tę serię uwielbiam. Z czwartym tomem przeżyłam naprawdę emocjonujący czas i już nie mogę się doczekać spotkania z kolejną częścią. Nie mogę Wam nie polecić przygód Kłamczuch. Są zdecydowanie godna uwagi, a i nie zawiodą.
Read more ...

Geneza - Jessica Khoury

22.5.13





Autor: Jessica Khoury
Tytuł: Geneza
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 511
Moja ocena: 8/10, 5/6










,,Jesteś doskonała" - powtarzali jej od zawsze. Została przecież stworzona, aby taką być - idealną pod każdym względem. Niczego jej nie brakuje, a każdy chciałby zamienić się z nią miejscami. Jedna znacząca rzecz odróżnia ją jednak od innych - jest nieśmiertelna. Dobrze słyszycie! Nie można jej zabić. Nie jest wcale łątwo z tym żyć. Nam, zwykłym śmiertelnikom mogłoby się to wydawać świetne, jednak na dłuższą metę nieśmiertelność może zmęczyć. Ciągłe poczucie wyobcowania wprowadza w depresję, a jeżeli dodać do tego oderwania od świata, nie może z tego wyjść nic dobrego.

Właśnie w takich warunkach przyszło żyć Pii. Tajna grupa naukowców, żyjących w amazońskiej dżungli odkryła sekret nieśmiertelności. Praca nad stworzeniem człowieka, który nie mógłby umrzeć trwała wiele lat. W końcu naukowcom udało się tego dokonać. Nieśmiertelna dziewczyna - Pia - przez siedemnaście lat zachowywała się tak, jak chcieli. Wypełniała wszelkie polecenia, zgadzała się na okrutne testy, a wszystko po to, aby dołączyć do ich grupy i móc stworzyć osoby podobne do niej. W dniu siedemnastych urodzin przestaje jej to wystarczać - buntuje się i ucieka przez dziurę w płocie. Od tej chwili pozna wiele tajemnic, których nigdy nie miała poznać i zmieni swoje postrzeganie świata.

Po wielu pozytywnych recenzjach nabrałam wielkiej ochoty na debiutancką książę Jessici Khoury. Ta młodziutka, bo licząca zaledwie 22 lata autorka, miała stworzyć podobno bardzo obiecującą i wciągającą książkę. Jej życiorys mówi nam, że kobieta mieszka z mężem w Tocoa, pisze, reżyseruje sztuki i trenuje drużynę piłkarską - nie można jej nie polubić, czyż nie? Czy to jednak wystarczy, aby i książka przypadła nam do gustu?

Niestety niczym się tutaj nie wyróżnię, nie pokarzę Wam moich sprzecznych poglądów, ani nie odkryję drugiego dna tej książki. Dlaczego? Bo niewypowiedzianie przypadła mi do gustu. Zacznijmy od samego pomysłu na fabułę, który przyznać musicie, że jest bardzo innowacyjny. Już samo umieszczenie akcji w amazońskiej dżungli dodaje książce, czegoś niespotykanego wśród innych pozycji z tego gatunku. Pani Khoury w bardzo ciekawy sposób opisała ,,przepis na nieśmiertelność". Odeszła od powszechnego motywu zaszczepienia wiecznego życia od istot paranormalnych i wykreowała to po swojemu. Historia tego, ośmielę się nazwać zjawiska, była opisana w najdrobniejszych szczegółach i nic jej nie można zarzucić.

,,Geneza" jest dość opasłym tomiskiem, co jednym się spodoba, innym nie. Ja zaliczam się do tych pierwszych, bo lubię, gdy jest co czytać, a akcja nie kończy się zaraz po tym, gdy się rozpocznie. Wydarzenia są naprawdę bardzo dobrze opisane, co właśnie sugeruje liczna stron. Autorka przedstawia wszystko w czasie teraźniejszym. Zwykle nieco mnie to denerwuje, jednak tutaj tak nie było. Język jest przystępny, a opisy w większości nie męczą (choć te przyrody muszę przyznać, że niestety tak). Akcja płynie gładko, tak abyśmy mogli poznać historię wydarzeń i wprowadzić się w świat przedstawiony, by na koniec przyspieszyć i dostarczyć nam niezapomnianych emocji. Całość przedstawia się naprawdę świetnie.

Kreacja bohaterów również stoi na wysokim poziomie. Główna postać - Pia - zmienia się wraz z upływem akcji. Najpierw jest gotowa zrobić wszystko, byle tylko poznać sekret nieśmiertelności i stworzyć istoty podobne do niej. Stopniowo budzą się w niej wątpliwości i bunt. Mimo że poznaje nowe życie, które ją przyciąga, to początkowe pragnienia nadal się w niej kryją. Autorka świetnie przedstawiła jej niepewności i zmianę w pojmowaniu świata. Zaczynając czytać odebrałam Pię, jako nieco niedojrzałą i zbyt podatną na wpływ środowiska. Dopiero potem dotarło do mnie, że taka właśnie powinna być. Ze względu na swoją sytuacje właśnie tak powinna się zachowywać. Inaczej można by to było odebrać za śmieszne. Co do leśnego chłopaka - Eio - to odebrałam go jakoś tak nie w pełni. Ciągle miałam wrażenie, że czegoś mu brakuje i coś bym dodała do jego postci. Nie był źle wykreowanay, po prostu ja go nie uwielbiałam. Co oczywiście nie znaczy, że Wy nie będziecie. Początkowo też miała wrażenie, że naukowcy stworzeni są jakoś źle. Miałam problemy z ich rozróżnieniem i wydawało mi się, że każdy jest taki sam. Później na szczęście się to zmieniło i dało się zauważyć włożoną pracę. Albo autorka się poprawiła albo to ja zaczęłam inaczej na nich patrzeć, jedno z dwóch.

Wspomnieć też muszę o okładce, która moim skromnym zdaniem genialnie pasuje do całości. Ludzki, biały kształt w dżungli amazońskiej odzwierciedla z pewnością Pię, a zarazem oddaje to, że taką zwykłą osobą to ona przecież nie była. Postać trzyma w ręku kwiat elizji (o którym dowiecie się więcej po przeczytaniu). Do tego czerwone litery tytułu i magiczny klimat gotowy. Dla mnie okładka prezentuje się świetnie.

,,Geneza" z całą pewnością zasługuje na to, aby ją przeczytać i poznać historię nieśmiertelnej Pii. Zagwarantować mogę nie tylko książkę z innowacyjnym pomysłem i dobrym wykonaniem, ale też odpowiedzi na pytania o sens bycia człowiekiem i tego, gdzie leży granica moralności. Z pewnością nie będziecie się nudzić. Jest to pozycja, która na obecnym rynku książki nie powinna pozostać niezauważona. Nie pozwólcie jej wiec dłużej zbierać kurz na półkach i szybko po nią chwyćcie!




Read more ...

Sztuka uprawiania róż z kolcami - Margaret Dilloway

8.4.13




Autor: Margaret Dilloway
Tytuł: Sztuka uprawiania róż z kolcami
Wydawnictwo: M
Liczba stron: 440
Moja ocena: 8/10












Człowiek nieustannie uskarża się na swój los. Nasz wygląd nam nie odpowiada, zbyt ciężka praca męczy każdego dnia a w rodzinie nie znajdujemy oparcia. Zna to chyba każdy z nas, jeżeli nie ze swojego przykładu, to z przykładu znajomych. A co by było, gdyby spadło na nas jeszcze coś? Ot, dajmy na to nieuleczalna choroba, defekt organizmu, z którym musielibyśmy się zmagać całe życie. W czym znaleźlibyśmy oparcie? Co pomogłoby nam przetrwać?



Gal jest kobietą przewlekle chorą na nerki. Wykazując wielką siłę, całe życie zmaga się z kolejnymi przeszczepami i dializami. Uczy w szkole biologii i oddaje się swej wielkiej pasji, jaką są róże. Krzyżowanie ich sprawia jej niesamowitą radość. Jej rodzina nie idealna, zwłaszcza z siostrą nie potrafi się dogadać. Pewnego dnia w jej świecie ląduje siostrzenica. Czy Gal będzie potrafiła się nią zaopiekować? Czy poradzi sobie ze wszystkimi przeciwnościami, które na nią spadają?


Akcja "Sztuki uprawiania róż z kolcami" skupia się wokół głównej bohaterki Gal. To swego rodzaju studium jej charakteru. Widzimy, jak na łamach powieści się zmienia, jak uświadamia sobie pewne sprawy i wprowadza je w życie. Nie powiem, jej początkowe zachowanie strasznie mnie irytowało, jednak później doszłam do wniosku, że tak ma być. Zdałam sobie sprawę, że autorka chce nam pokazać, że przewlekła choroba zostawia na człowieku ślad i nawet gdybyśmy byli nie wiem jak silni, w jakiś sposób ta niedająca wytchnienia sprawa o sobie przypomina. U Gal przejawiało się to niesympatycznością i irytacją na wszystkich i wszystko. Jak już pisałam, potem obserwujemy jej zmianę, która mnie bardzo ucieszyła, bo koniec końców bohaterka dała się polubić, chociażby za swoją siłę i wytrwałość w walce z chorobą. Inni bohaterowie też są jak najlepiej dopracowani. Szczególnie miło będę wspominać Riley - siostrzenicę Gal oraz Darę - jej przyjaciółkę. Wprowadziły one nieco ciepła i odmiany wśród monotonności.

Jeżeli właśnie mowa o monotonności, to książka jest jej pełna. Jeżeli liczycie na zwroty akcji, to tu ich nie znajdziecie. Wszystko, co ma się zdarzyć można znaleźć na opisie na okładce. Powieść pani Dilloway jest też strasznie przewidywalna. Jeżeli jakiś bohater coś knuje, my to wiemy, a zaskoczyć nas może tylko przedmiot owego knucia. 

Świat przedstawiony jest bardzo dobrze wykreowany, wszytko co opisuje autorka można bardzo łatwo odtworzyć w wyobraźni. To jedna z lepszych książek, jakie czytałam, które w tak genialny sposób potrafią porwać czytelnika. Mimo kilku błędów czytało się ją świetnie. Kilka razy zapominałam o bożym świecie, a później dziwiłam się, jak głupia, że to już ta godzina. ,,A miałam czytać tylko pół godziny! Jasne..." Stylowi pisania pani Dilloway również nie mogę niczego zarzucić. Jest przystępny dla każdego i idealnie oddaje klimat książki.

Pytanie brzmi, co odróżnia "Sztukę uprawiania róż z kolcami" od innych pozycji? Jest to niewątpliwie problem choroby, który pokazany jest z innej strony. Widzimy tu bowiem, jak oddziałuje ona na ludzkie życie i jakie zmiany w nich wywiera. Książka ta jest też bardzo dobrze dopracowana. Możemy zaaobserwować, że autorka nie zrobiła tego na odwal się, tylko włożyła w nią czas i dużo pracy. Bardzo podziwiam takie podejście.

"Sztuka uprawiania róż z kolcami" porusza pewne, targające ludzkim życiem problemy i wciąga w swój świat. Po przeczytaniu recenzji z pewnością nie powinniście mieć wątpliwości, że warto po nią sięgnąć. Mnie nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć Wam szybkiego jej znalezienia i miłego czytania!

Za książkę serdecznie dziękuję:

Read more ...

Istoty ciemności - Kami Garcia & Margaret Stohl

26.2.13





Autor: Kami Garcia & Margaret Stohl
Tytuł: Istoty ciemności
Wydawnictwo: Łyński kamień
Liczba stron: 484









Na nasze życie ma wpływ wiele czynników. Rodzina i przyjaciele niewątpliwie odgrywają jedną z najważniejszych ról. Ważne znacznie ma także środowisko, w którym się obracamy. Za blokiem, w galerii czy w miejscowości, gdzie mieszkamy. Jeżeli już o tych miejscowościach mowa, to niby są takie urokliwe, pełne wewnętrznego klimatu i życia, ale tak naprawdę to zmyślone historie. W takim Gatlin dajmy na to, nie dzieje się nic szczególnego. Sklepy i bary te, co zawsze. Ludzie, ci co zawsze. Wszystko monotonne i mdłe. Przedmiotem plotek, które umilały ludziom czas był żyjący na odludziu, stary Revenood. Ale teraz coś się stało... I nic nie będzie już takie, jak dawniej.


Do naszych bohaterów z Gatlin powracamy w momencie, w którym zostawiliśmy ich w pierwszej części. Macon nie żyje, co obeszło się szokiem, chyba u wszystkich osób zaangażowanych w świat Obdarzonych. Po uroczystym pogrzebie nic nie wraca do normy. Lena wini się za śmierć wuja. Odsuwa Ethana od siebie i zaczyna przebywać w towarzystwie Ridley i niejakiego Johna. Jak można się tego spodziewać nie wychodzi jej to na dobre. Ktoś bowiem ma plan, co do niej. Niekoniecznie dobry. A uratować ją może tylko Ethan.

Przygodę ze światem Obdarzonych rozpoczęłam dość dawno, bo ponad półtora roku temu. Od tego czasu szukałam okazji, kiedy będę mogła przeczytać następną część, bo świat Istot Światła i Ciemności zawładnął moim sercem do reszty. Zawsze jednak znalazło się coś innego, wymagającego szybkiego przeczytania. W końcu udało mi się dostać w swoje łapki "Istoty Ciemności". Odstały swoje na półce, aż w końcu postanowiłam po nie sięgnąć. Czy się zawiodłam?

Ani trochę. To prawda, początek był dla mnie trochę trudny. Potrzebowałam jakiś 50 stron, żeby przypomnieć sobie magię, którą poczułam przy "Pięknych istotach". Później byłam  już jak najbardziej pochłonięta czytaną historią. W tej części akcja dzieje się głównie w magicznych tunelach pod Gatlin. Zabrakło mi przez to klimatu miasteczka, które siłą rzeczy pokochałam. Tunele również swój urok miały, ale co Gatlin, to Gatlin. Na tapecie pojawiają się problemy nowe, ale stare też jeszcze nie wyszły z użycia. Choćby ten, czy śmiertelnik i Obdarzony mogą stworzyć razem pełny (czyt. fizyczny) związek. To pytanie wciąż nurtuje, a odpowiedź na nie nadal jest poszukiwana. Akcja wciąga i stawia przed nami nowe zagadki. Nowe fakty z przeszłości zostaną odkryte. Wzbudzą w nas różnorakie emocje, ale przecież o to chodzi. O szukanie emocjonalnych zaskoczeń. Język jest jak najbardziej na poziomie. Genialnie wprowadza nas w historię. Książkę czyta się bardzo przyjemnie.

Bohaterowie przeszli metamorfozę. Życiowe doświadczenia sprawiły, że dorośli i nauczyli się pewnych rzeczy. Lena pogrążona jest w głębokiej depresji. Śmierć wuja wpłynęła na nią i zmieniła jej sposób postrzegania świata. Odsuwa się od Ethana i zaczyna przebywać z Ridley i niejakim Johnem. To już nie ta sama Lena, co na początku mojej przygody z Obdarzonymi. Brak w niej radości życia i pasji, którą przejawiała na każdym kroku. Rozumiem jej zachowanie, jednak cieszyłam się bardzo, kiedy na końcu książki znowu, chociaż w pewnym stopniu była sobą. Ethan zaś za wszelką cenę stara się sprowadzić ją z powrotem. Trwa w tym uczuciu i czeka, mimo że Lena go odrzuca. Tylko szukać takiego faceta, jak on. Odkrywa u siebie nowe zdolności, o których nie będę mówić, bo nie chce spoilerować. Dorasta, a rzeczy które musi pokonać na swojej drodze, również odciskają na nim swoje piętno.

Wspomnieć też muszę o bohaterach nowych i tych drugoplanowych. Zacznijmy od Ridley. Zmienia się, to na pewno. Pewna sytuacja odmienia jej życie i nie umie sobie z tym poradzić. Mimo, że część zła nadal w niej jest, to zaczyna jej zależeć na innych. Pojawia się Liv, dziewczyna szkoląca się na Strażnika. Powiedzieć mogę tylko, że nie będzie biernie obserwować i robić notatek. Jest jeszcze John - można by rzecz ciemny charakter, chociaż ta postać jest dla mnie owiana mgłą tajemnicy. Niby znam jego historię, ale o nim samym i jego usposobieniu nie wiem nic, a szkoda, bo wydawał się postacią ciekawą. Link dostarcza nam momentów śmiechu, a Amma trzyma poziom, czyli tutaj wszystko po staremu.

"Istoty ciemności" to godna kontynuacja serii. Jest pełna uroku, którym autorki atakują czytelnika. Świat Obdarzonych zaskakuje, hipnotyzuje, czasem irytuje, ale wszystko to sprawia, że jesteśmy uzależnieni od przewrócenia następnej strony i przeczytania dalszej części historii. Książkę polecam fanom gatunku, ale także tym, którzy na co dzień mało mają z nim do czynienia. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie. Ja z chęcią sięgnę po następną część i w podskokach udam się do kina na ekranizację pierwszej części.

Moja ocena: 8/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
Wyzwanie "Pod hasłem" (list Lilly do Macona)
Read more ...

I nie było już nikogo - Agata Christie

5.1.13
Znasz to powiedzenie, że wszystko, co zrobisz w swoim życiu, złego czy dobrego wróci do ciebie ze zdwojoną siłą? A co jeśli okazało by się ono prawdą? Pewnie myślisz teraz ironicznie: Tak, jasne, już w to wierzę. Możesz nie wierzyć, jeśli nie chcesz, możesz dalej się oszukiwać, ale ja na Twoim miejscu zrobiłabym szybki rachunek sumienia i sprawdziła, czy na pewno nie mam się czego wstydzić. A dlaczego? Bo podobno na pewnej wyspie zdarzyło się coś strasznego... Chcesz, żebym Ci o tym opowiedziała? Jesteś na to gotowy?

Dziesięć osób podejrzanych o morderstwo zostaje zaproszonych przez tajemniczego gospodarza do domu na wyspie. Gdy ginie druga z nich, pozostali zdają sobie sprawę, że to, co początkowo uważali za nieszczęśliwy wypadek, jest dziełem zabójcy. Postanawiają odkryć jego tożsamość. Nie jest to proste, gdyż nikt nie ma alibi. Odizolowani od społeczeństwa, niezdolni do opuszczenia miejsca pobytu umierają jeden po drugim w sposób opisany w dziecięcej rymowance, którą ktoś wywiesił w ich pokojach.

Jak podają informacje ze skrzydełka okładki książki Agata Christie urodziła się 15 września 1890 r. w Anglii. W wieku 11 lat, po śmierci ojca, zaczęła jeździć z matką po świecie. Był to początek jej życiowej pasji - podróżowania. W czasie pierwszej wojny światowej pracowała w aptece - stąd jej znakomita znajomość trucizn. Pierwszą powieścią z postacią słynnego detektywa Herkulesa Poirota była "Tajemnicza historia w Styles". Agata Christie napisała 80 kryminałów, a także kilka powieści obyczajowych pod pseudonimem Mary Westmacott. Jej książki, przetłumaczono na 65 języków. W Księdze Guinnessa figuruje jako najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów. Pisarka zmarła 12 stycznia 1976 r.

"I nie było już nikogo" należy do klasyki kryminału, bardzo dobrze wprowadza czytelnika w przygodę z tym gatunkiem, dlatego cieszę się, że mogłam zacząć je czytać właśnie od tej pozycji. Ukazuje nie tylko motyw kary za winy, ale także dzięki niej możemy zagłębić się nieco w psychikę zabójcy. Zabijanie według dziecięcego wierszyka wprowadza nutkę, nie, całą gamę grozy. Bohaterowie domyślają się w jaki sposób zginie następna osoba, ale i tak nie są w stanie uchronić się przed śmiercią. Okazuje się, że zabójca jest jednym z nich, że nikomu nie mogą ufać, ale mimo największej ostrożności ludzie giną dalej.

W książce mamy do czynienia z narratorem trzecioosobowym. Dzięki temu mamy szansę na przybliżenie sobie każdego z podejrzanych. "I nie było już nikogo" czyta się z wypiekami na twarzy. Przez cały czas towarzyszyło mi przekonanie, że wiem już kto jest tajemniczym zabójcą. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy osoba ta umierała, czyli stawała się tą "niewinną". Mimo paru momentów nieco nużących, w których bohaterowie zastanawiali się nad swoim położeniem, co mnie lekko irytowało, książkę czytało się bardzo dobrze. Było nawet kilka momentów, w których się zaczęłam bać. Wszystko to sprawiło, że po prostu musiałam jak najszybciej ją przeczytać, żeby się dowidzieć, kto jest sprawcą wszystkiego.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to nikt z nich nie jest święty. Każdy ma mroczną przeszłość, której się wstydzi lub o której nie może zapomnieć. Właśnie dlatego przecież znaleźli się na wyspie. Jednym z nich jest zabójca - psychopata, bo chyba śmiało mogę go tak określić. Nie ma skrupułów, mści się za winy swoich towarzyszy. Jest niezwykle przebiegły i możemy stwierdzić, że ma bogatą wyobraźnię, bo inaczej na pewno nie mógłby zaplanować tak doskonałych zbrodni. O bycie tą osobą możemy podejrzewać każdego, a zakończenie i rozwiązanie tej nurtującej zagadki i tak nas zaskoczy.

Po przeczytaniu "I nie było już nikogo" nie dziwię się już dlaczego Agata Christie uważana jest za tak genialną pisarkę. Nie znam się zbytnio na kryminałach, ale książkę tę mogę spokojnie uznać, za dobry początek przygody z owym gatunkiem. Polecam ją wszystkim fanom kryminałów, ale także tym, którzy do tej pory ich nie czytali, bo naprawdę warto, tak jak ja, zacząć od tej właśnie książki.

Moja ocena: 5/6
Książka przeczytana w ramach wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,5 cm)
Read more ...

Delirium - Lauren Oliver

27.12.12
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. 
To też nie diabeł rogaty. 
Ani miłość kiedy jedno płacze 
a drugie po nim skacze. 
Miłość to żaden film w żadnym kinie 
ani róże ani całusy małe, duże. 
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół, 
drugie ciągnie je ku górze. 


Tak śpiewa Happysad w jednej ze swojej piosenek. Nie wiem czemu, ale utwór ten zaraz skojarzył mi się z tą książką. Ale zacznijmy od początku, czyli od przybliżenia fabuły.


Świat nie jest wolny od chorób. Jedną z nich jest... miłość. Tak, tak, dobrze słyszycie. Już dawno temu to udowodniono i znaleziono na lekarstwo. Zamknięto granice państwa, aby uchronić ludzi przed dzikimi, zarażonymi ludami i po uzyskaniu wieku pełnoletniego zaczęto wstrzykiwać obywatelom remedium. Po zabiegu można się czuć uratowanym, nie ulegniesz już bowiem tej zdradliwej chorobie jaką jest miłość, nie zaprowadzi Cię ona w objęcia śmierci. Od tego czasu będziesz wiódł spokojne życie, ze sparowanym (przeznaczonym) Tobie mężczyzną, bez wielkich porywów, ale też bez ryzyka choroby. Lena też tak myślała, niecierpliwie odliczała dni do zabiegu. Było tak, dopóki nie ujrzała Jego. On otworzył jej oczy, pokazał prawdę, zdjął zasłonę niewiedzy. Teraz wszystko jest inne.


Na Delirium miałam ochotę już od dawna. Zachęcały mnie do tej książki pozytywne recenzje, jak i magnetyzujący opis. Wspomnieć też muszę o przyciąganiu, jakie do tej książki poczułam. Idę do biblioteki, z zamiarem oddania książek. Bronię się jak tylko umiem, żeby nie zaglądać na półki i nie brać niczego, bo przecież mój stos książek do przeczytanie urośnie niedługo do nieba. Gdy już weszłam do tej świątyni lektur, mówię sobie: tylko zerknę, nie będę nic brała. A potem na półce widzę Delirium i wszystkie moje postanowienia diabli wzięli. Biorę ją szybko, żeby się nie rozmyślić. W domu, po skończeniu innej książki, zamiast zając się tymi czekającymi na półce łapię się za Delirium. I przepadam... 


Chyba każdy się ze mną zgodzi, że motyw Delirium jest niespotykany. Świat bez miłości - mimowolnie człowiek zaczyna się zastanawiać, jak taki świat by wyglądał, jak by się w nim żyło. Niejednokrotnie stwierdziłam, że nie dałabym tam rady. Ze względu właśnie na pomysł, dla pani Oliver wielki plus ode mnie. Książką tą byłam jednak zachwycona, nie tylko ze względu na pomysł. Sam styl prowadzenia fabuły jest świetny, tak że czytelnik nie może się od niej oderwać. Mimo, że początkowe cztery rozdziały mnie nieco nudziły, to potem wciągnęłam się tak, że po prostu musiałam skończyć tę książkę i dowiedzieć się, co się stanie. Moje nerwy były pozytywnie napięte, a wyobraźnia nie mogła odgadnąć zakończenia aż do ostatniej strony. Język nie przytłaczał, książkę czytało się lekko. Ciekawym pomysłem były cytaty na początku każdego rozdziału z ksiąg świata, w którym dzieje się akcja - świata bez miłości. Jeszcze bardziej podkreśla to, jak autorka musiała go dopracować, nawet w najmniejszy szczegół.


Muszę przyznać, że Lena mnie denerwowała. Jej początkowa fascynacja zabiegiem była wręcz nieznośna i mimo, że mogę ją zrozumieć, ze względu na jej sytuację, nie zmienia to faktu, że mnie to irytowało. Później na szczęście się zmieniła. Ogółem mówiąc, była bohaterką, która dała się lubić, nieco przeciętną, ale nie pozbawioną wewnętrznego potencjału, może trochę pokroju Belli Swan. Polubiłam za to naprawdę bardzo jej przemianę. Cieszyło mnie kiedy wreszcie dotarła do niej prawda. Alex natomiast, spełniał swoje zadanie. Hipnotyzował, zaskakiwał, roztaczał nutkę tajemnicy, by w końcu pokazać swoją głęboką wrażliwość. Nieco szablonowe, prawda? Nawet sam wątek miłosny między nimi, mimo że był nietuzinkowego, ze względu na sytuację, to w pewnych momentach bohaterowie zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo, co mnie niezwykle irytowało. Na szczęście inni bohaterowie byli już bardziej charakterystyczni według mnie, odróżniali się na tle szarości za co wielkie brawa. Choćby Hana. Naprawdę bardzo ją polubiłam. Ma temperament jakiego szukam wśród bohaterów i to ona pchała Lenę do buntu. Nie wiem, co się stanie w następnej części, ale jeżeli jej zabraknie, to będę naprawdę zawiedziona. 


Okładka jest dość prosta, ale w tej sytuacji, jakże adekwatna. Myślę, że jej prawdziwe przesłanie można zobaczyć dopiero po przeczytaniu książki, a żeby nie psuć Wam tej radości nie będę zdradzać szczegółów.


Delirium to naprawdę dobra książka. Świat przedstawiony jest dopracowany w stu procentach, czyta się ją świetnie, a zakończenie wyciska łzy z oczu. Mimo niezbyt charakterystycznych głównych bohaterów jest naprawdę warta przeczytania. A nawet więcej, to pozycja która wyróżnia się wśród jej znajomych z tego gatunku. Gorąco Wam ją polecam!!


Moja ocena: 5/6





Read more ...

Pretty Little Liars Bez skazy - Sara Shepard

8.12.12



Pretty Little Liars. Bez skazy - Sara Shepard
Są takie książki, które pozornie nic w sobie nie mają. Takie, które na pierwszy rzut oka wydają się przeciętne i niewarte uwagi. Przechodzimy obok nich i mówimy: A, to zwykły odmóżdżacz, poszukam czegoś bardziej wartościowego. Tak było ze mną i z serią Pretty Little Liars. Jednak po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków serialu, a potem po przeczytaniu wielu ciekawych recenzji, pomyślałam, że zaryzykuje i przeczytam książkę. No i przepadłam. Diametralnie zmieniłam zdanie o całej serii.

Co do drugiego tomu, akcja jak mówi wydawca, toczy się następująco:
Śledztwo w sprawie zniknięcia Alison przybiera nieoczekiwany obrót. Do Rosewood powraca Toby, który jest jak czarny kot - zawsze zwiastuje kłopoty. Aria, Emily, Spencer i Hanna tracą grunt pod nogami. Dziewczyny muszą połączyć siły, ale czy potrafią sobie zaufać?

Nie wiem, co jest w tej serii, ale ja jak na razie jestem nią zachwycona (czytałam, że późniejsze części są gorsze). Akcja niby to na pierwszy rzut oka prosta, tak naprawdę jest pełna zawiłości. Jest z nią chyba tak jak z życiem. Wszyscy myślą, że jesteś szczęśliwy, podczas gdy w głębi Ciebie, aż się kotłuje ze smutku i żalu. Tak jest z PLL. Czytając opis, wydaje nam się, że to zwykła książka dla młodzieży, jednak kiedy wejdziemy głębiej w ten świat odkryjemy całą masę problemów, które mogłyby dopaść każdego. Akcja owiana jest tajemnicą, związaną oczywiście z naszym kochanym lub kochaną A. Stopniowo nabiera tempa, aby na koniec wbić nas w fotel. Miasteczko Rosewood na swój sposób jest bardzo urokliwe i bardzo je polubiłam. 

Co do bohaterek, to na pewno przeszły przemianę. Aria staje się dojrzalsza przez rodzinny sekret, który ciąży na jej barkach. Jej myśli zajmuje teraz przede wszystkim rodzina. Spencer przestaje być szaloną prymuską. Spotyka się z byłym chłopakiem siostry, co w efekcie nie wychodzi jej na dobre i dostaje od życia dobrą lekcję. Emily nadal odkrywa siebie. Ponad wszystko chce być normalna, jednak ta droga do normalności wcale nie daje jej szczęścia. Hanna ma nadzieję, że w końcu uda jej się pogodzić z tatą, że jednak nie wszystko stracone w ich relacjach. "Jaka naiwna" - powiedziałby/ałaby zapewne A. Nie da się ukryć, że wybory bohaterek nie raz mnie irytowały, jednak jestem w stanie je zrozumieć, bo nie wiem, jak ja zachowałabym się w podobnych sytuacjach.


Jak już pisałam recenzując poprzednią część język książki jest prosty. Daje nam możliwość wytchnienia, wgłębienia się w przedstawiony świat. Jednak ani razu nie miałam wrażenia, że czytam książkę dla idiotów. Serial i książka różnią się od siebie i nie ukrywam, że niektóre wątki w serialu podobały mi się bardziej. Choćby motyw Ari i Ezry. No czemu oni jeszcze nie są razem? 

Wspomnieć też muszę o okładce, która doskonale oddaje klimat całej opowieści. Potłuczone okulary, krew i dekoracyjne litery. Brrr.... Czy nie zrobiło się tu groźnie?

Pretty Little Liars Bez skazy, jak i cała seria warte są uwagi. Jest tu tajemnica, morderstwo, dręczyciel, wątek romantyczny i życie zwykłych ludzi. Całość wciąga niesamowicie. I chociaż może na pierwszy rzut oka się nie wydaje, to porusza też wiele problemów. Dlatego nie ulegajcie pozorom i sięgnijcie po tę serię. Zdecydowanie polecam!

Nie ciesz się za wcześnie. To jeszcze nie koniec. A.

Moja ocena: 5/6

Od razu też się tłumaczę za długą nieobecność. Jak chyba każdy wie - szkoła, koniec semestru. Nie muszę nikomu tego tłumaczyć. W tym tygodniu możliwe, że będzie trochę luźniej, dlatego obiecuję nadrobić zaległości w Waszych postach. Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiam!
A.:)
Read more ...