Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren Oliver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren Oliver. Pokaż wszystkie posty

Requiem - Lauren Oliver

29.6.14

Lauren Oliver trylogią Delirium zyskała sobie bardzo wielu fanów. Wizja świata, gdzie miłość jest chorobą, zaintrygowała i mnie. Dwa poprzednie tomy, choć może bez olbrzymiego zachwytu, zaliczyłam do udanych i wartych przeczytania. Z tego właśnie powodu bardzo chciałam w końcu poznać zakończenie tej historii. Zachęcona obejrzanym pierwszym odcinkiem serialu na podstawie serii, szybciutko sięgnęłam po stojącą na półce książkę. 

Ruch Oporu w Requiem jest coraz silniejszy, a rewolucja staje się nieunikniona. Odmieńcy nie są już abstrakcją, to teraz realne zagrożenie dla rządu. Lena, jako jednak z nich, staje w centrum wydarzeń, aby móc walczyć o prawo wyboru i miłość. Rozdarta wewnętrznie, będzie musiała zmierzyć się z wieloma własnymi demonami. Tymczasem Hana prowadzi spokojne życie w Portland. Wszystkie jej zajęcia podporządkowane są zbliżającemu się ślubowi z nowym burmistrzem. Czy jednak dziewczyna naprawdę tego chce?

Każdy chyba przyzna, że pomysł na tę serię jest naprawdę oryginalny i wart uwagi. Autorka świetnie wprowadziła nas w całość w Delirium, a potem dostarczyła całego morza emocji w Pandemonium. Chciałoby się więc, aby i zakończenie było na podobnym poziomie. Niestety dla mnie takie nie było. Niby odnaleźć tu można wszystkie elementy charakterystyczne dla Lauren Oliver, ale jednak coś nie zagrało. Nie było już tych samych emocji czy radości z czytania, co przy poprzednich częściach. Choć działo się sporo, to ja i tak czuję wielki niedosyt. Odniosłam wrażenie, że działania Odmieńców toczą się trochę bez ładu i składu. Najgorsze dla mnie było jednak zakończenie, które nie mówi w sumie nic o rozwiązaniu losów bohaterów. Tak jakby przewidziany był kolejny tom. Autorka z pewnością chciała zostawić wyobraźni czytelników pole do popisu, ale ja mimo wszystko chciałabym, żeby wyjaśniło się trochę więcej. Jak chociażby kwestie sercowe, sprawa Hany czy dalsze losy Odmieńców.

Podczas gdy w Pandemonium nie przypadł mi do gustu pomysł na podział fabuły na "Teraz" i "Wtedy", tak w Requiem opowiadanie historii na przemian przez Lenę i Hanę naprawdę pokochałam. Hana jest bardzo charyzmatyczną postacią i możliwość ujrzenia jej życia była tutaj naprawdę trafionym pomysłem. Muszę przyznać, że te rozdziały przypadały mi do gustu o wiele bardziej, niż te opowiadane przez Lenę. Była w nich pewna tajemnica i napięcie, które usprawniały czytanie. Zachowanie Leny w tym tomie naprawdę mnie męczyło. Choć dziewczyna przeszła olbrzymią przemianę i w poprzednich częściach naprawdę mi to u niej imponowało, to tutaj jednak jakoś straciło to dla mnie na znaczeniu. Podziwiam za to Hanę i to, co zrobiła na koniec. Oprócz pokierowania wydarzeniami w taki sposób, autorka nie zapomniała o charakterystycznym dla siebie stylu. Jej język jest bardzo charakterystyczny i ja osobiście lubię go naprawdę bardzo. Pełno tu metafor czy okazji do przemyśleń. Nie jest to jednak nachalne czy wymuszone, co bardzo się ceni. 

Tak pięknie ukazane wcześniej uczucia, w Requiem stały się dość nijakie. Wrogość Leny w stosunku do powstałego z martwych Alexa i odsunięcie się od Juliana nie wpływały na jakieś romantyczne momenty czy chwile wzruszeń. W sumie w ogóle ich nie było, także ci, którzy są zainteresowani rozwojem kwestii sercowych, niestety muszą spotkać się z rozczarowaniem. Na tym polu jest naprawdę mdło. Autorka skupiła się głównie na walce, a balansu między nią a miłością do Alexa i Juliana niestety zabrakło. I znów pojawia się sprawa zakończenia, bo nawet tam nie dowiadujemy się do kogo będzie należeć serce Leny.

Niestety Requiem okazało się dla mnie sporym rozczarowaniem. Zniknęła gdzieś atmosfera dwóch poprzednich tomów. Choć autorka zachowała charakterystyczne dla swego stylu elementy, to jednak od całości chciałoby się czegoś więcej. Na plus wpływać może bardzo piękne końcowe przesłanie, które jednak nie rekompensuje niedosytu. Mimo wszystko uważam, że jeżeli przeczytaliście pozostałe części, warto poznać i to nieudane zakończenie trylogii.

Moja ocena: 5/10

Lauren Oliver, Requiem, str. 390, Otwarte/Moondrive, Kraków 2013
Read more ...

7 razy dziś - Lauren Oliver

12.2.14




Autor: Lauren Oliver
Tytuł: 7 razy dziś
Tytuł oryginału: Before I Fall
Liczba stron: 379
Wydawnictwo: Otwarte





Lauren Oliver większość z nas kojarzy z jej bestsellerowej serii Delirium. Wcześniej autorka ta podbiła literacki świat swą debiutancką powieścią 7 razy dziś. Wypatrzyłam ją niemal zaraz po premierze i już wtedy desperacko pragnęłam ją przeczytać. Niestety los chciał, żeby nastąpiło to dopiero teraz.

Fabuła 7 razy dziś przedstawia się bardzo zachęcająco. Sam Kingston ma wszystko, czego potrzebuje - przyjaciółki, chłopaka i popularność. Nie układa jej się dobrze z rodzicami, siostrą i starym przyjacielem, ale przecież "nowe" życie jest tego warte. 12 lutego w szkole odbywa się Dzień Kupidyna. Ma to być dla dziewczyny wyjątkowy dzień, jednak rzeczy nie idą po jej myśli. Po imprezie Sam z przyjaciółkami chce wrócić do domu, ale nie będzie jej to dane. Zdarzy się wypadek, tragiczny w skutkach dla naszej głównej bohaterki. Na dodatek następnego dnia dziewczyna obudzi się znów 12 lutego i będzie musiała przeżywać kolejny raz ren sam dzień, w sumie siedem razy.

Tematem życia po śmierci zajęło się już kilku autorów. Chociażby Carolyn Jess-Cooke z Zawsze przy mnie stój, która to książka zdobyła moje serce w całości. Nie ukrywam, że po opisie fabuły 7 razy dziś i po dobrze znanej autorce spodziewałam się kolejnej porywającej lektury o tej tematyce. Z otrzymaniem jej wyszło średnio. Może książka ta nie była zła, ale jednak nie tak genialna, jak na to liczyłam. Rzeczą wpływającą na plus jest z pewnością wspomniana już przeze mnie fabuła. Mogło by się wydawać, że ten sam dzień trwający siedem razy z rzędu okaże się w pewnym momencie nudny, ale tutaj tak nie było. Każdy dzień był na swój sposób inny, a przeżywanie go było dla bohaterki jakby kolejnym etapem żałoby po sobie samej. Z dnia na dzień bohaterka się zmieniała, dostrzegała swoje błędy i starała się je naprawić. Dążenie do lepszego "ja" nie zostało jednak przedstawione tutaj w sposób błahy czy naiwny. Nie mogę też narzekać na język, którym posługuje się Lauren Oliver. Niektórzy mogą go znać z trylogii Delirium i jeżeli tam im przypadł do gustu, to z pewnością i w 7 razy dziś nie będą nim zawiedzeni. Tych, którzy nie mieli kontaktu z autorką mogę zapewnić, że jest on niezwykle barwny i przystępny dla czytelnika, a prowadzenie całej akcji w lekki sposób jeszcze bardziej ułatwia czytanie.

Muszę przyznać, że dawno nie spotkałam się z tak irytującymi bohaterami, jak tutaj. Sam i jej przyjaciółki można określić po prostu jako puste. Ich głównymi problemami były imprezy i faceci. Jestem w podobnym wieku do nich i wiem, że prawdziwe życie nie zawsze tak nie wygląda. Na podstawie licznych retrospekcji mogę również stwierdzić, że nie patrzę na ich charakter jedynie przez pryzmat jednego dnia. Myślę, że ten cały zabieg autorki z ukazaniem ich w ten sposób, służył zaakcentowaniu zmiany, jak zaszła potem w Sam - zmiany z pewnością wielkiej, na podstawie której możemy wyciągnąć ważne przesłanie i morał na przyszłość. Mimo to, takie przedstawienie zarówno głównej bohaterki, jak i jej przyjaciółek, wzbudzało u mnie wielką irytację i początkowe fragmenty, kiedy Sam była naprawdę nie do zniesienia, czytało mi się niezwykle ciężko.

7 razy dziś nie zachwyciło mnie tak, jak na to liczyłam. Jest tutaj co prawda pewne przesłanie, aby chwytać dzień i żyć, jakby był naszym ostatnim. Możemy też otrzymać okazję do zastanowienia nad życiem i śmiercią. Zabrakło jednak jakiegoś większego zachwytu. Nie zostałam porwana, nie uroniłam żadnej łzy i nie rozpaczałam wewnętrznie nad losem bohaterki. Książkę czytało się naprawdę dobrze, jednak wciąż czuję niedosyt, że mogło to być coś więcej, niż tylko ciekawa lektura z ważnym morałem.

Moja ocena: 6/10, 4/6

Read more ...

Pandemonium - Lauren Oliver

17.7.13



Autor: Lauren Oliver

Tytuł: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 373
Moja ocena: 8/10, 5/6






Zabrali jej wszystko, co było dla niej ważne. Dom, rodzina i ukochany już od dawna są poza jej zasięgiem. Nie ma normalnego życia, bo już nie wiadomo, co oznacza normalność. Na pewno nie to, co wszyscy by chcieli. Teraz pozostało jej tylko żyć i walczyć.

Po śmierci Alexa Lena trafia do osady w Głuszy. Tamtejsi mieszkańcy zajęli się nią, gdy była prawie martwa, pomogli jej stanąć na nogi. Od tej chwili Lena jest jedną z nich - Odmieńcem - i żyje, jak oni. Po siedmiu miesiącach od tych wydarzeń, dziewczyna trafia do Nowego Jorku, gdzie wstępuje do ruchu oporu. Przed nią wielka misja i wielkie zadanie, choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. W jego trakcie pozna czarującego Juliana - stojącego po drugiej stronie barykady. Chłopak, mimo różnic przypomni jej, co to miłość, a przede wszystkim, jaką osobą chce być.

Lauren Oliver jest pisarką, która nie podejmuje tematów banalnych. Chce nam przedstawić coś więcej, niż można by się po niej spodziewać. Pokazuje nam to również w niebanalny sposób, gdzie pod metaforami, porównaniami i inną rzeczywistością można odkryć ważne prawdy. Tak jest na przykład w serii ,,Delirium". Autorka stworzyła świat bez miłości. Rząd chciał, aby ludzie byli wolni od skrajnych emocji, które źle wpływają na odbiór świata. Może i cel był szczytny, ale potem obróciło się to w skrajną kontrolę, traktowanie jednych ludzi ponad innymi i usuwaniu wszystkich, którzy nie pasują do szablonu. Nie przypomina Wam to czegoś albo kogoś? Na przykład pana z wąsem, który uważał, że jest lepszy od innych i chciał zniszczyć pewną rasę? Może moje porównania są zbyt głębokie, ale bardzo ułatwia to odbiór tego, co autorka chce przekazać. A mianowicie, że świat bez miłości nie istnienie. Za miłością idą inne uczucia, jak współczucie, poświęcenie czy przyjaźń, a właśnie dla nich warto żyć. Każdy jest równy, nie ważne czy różni się nieco czy też nie, a dyskryminacja to najgorsze, w co możemy wdepnąć i nigdy nie powinniśmy pozwolić, aby nas dopadła.

W ,,Pandemonium" widać, że autorka urozmaiciła swój warsztat. Historię mamy podzieloną na dwa etapy: "Teraz" i ,,Wtedy". Możemy przez to obserwować powiązania i odbierać to, jako urozmaicenie w akcji. Mnie nie przypadło to niestety do gustu. Zbyt dużo mącenia tu było. Może nie gubiłam się w akcji, ale nie mogłam też się w niej zatracić. Kiedy bowiem przeczytałam ciekawy fragment z ,,Wtedy" musiałam przeskoczyć do mniej ciekawego z ,,Teraz" lub na odwrót. Później, kiedy rozdziały były nieco krótsze już tak bardzo mi to nie przeszkadzało. W ,,Pandemonium" możemy też obserwować charakterystyczny styl autorki. Chyba każdy, kto przeczytał choć fragment tej serii, nie zaprzeczy, że Lauren Oliver posiada takowy za co jestem jej doprawdy bardzo wdzięczna i jeszcze bardziej ją za to podziwiam.

W ,,Pandemonium" pojawiło się wielu nowych bohaterów. Można nawet powiedzieć, że wszyscy, oprócz Leny, byli nowi. Ci z ,,Delirium" pozostali w cywilizowanym świecie, po drugiej stronie barykady. Teraz obserwujemy ludzi z Głuszy i żyjemy wraz z nimi. Poznajemy waleczną Raven, sympatyczną Blue i wielu innych. Każdej z tych osób nadany jest przydomek, zamiast imienia, jako symbol nowego życia. Muszę przyznać, że cieszę się, że nie zostały one przetłumaczone. Sami przyznajcie, lepiej się czyta o Blue niż o Niebieskiej, prawda? Wspomnieć trzeba o Julianie, który jest nową miłością naszej bohaterki. Mamy tu przykład chłopaka, z innej ligi, z którym związek nawet nie powinien przychodzić na myśl. Jak pewnie wiecie i się domyślacie przyszedł na myśl, choć racji bytu nie miał. Znów coś szablonowego, czyż nie? Sam Julian, mimo że z wielką duszą i sercem nie porwał mnie. Wiem, że narzekałam wcześniej, że między Leną i Alexem jest mdło, ale cóż z tego. Jestem wierna temu pierwszemu chłopakowi i domagałam się go od początku książki. Ci, co czytali mogą sobie wyobrazić moją minę na koniec.

Sama Lena bardzo się zmieniła. Od początku ,,Delirium" do końca ,,Pandemonium" przeszła diametralną przemianę. W pierwszej części widzieliśmy, że popiera remedium i wszystko inne, co sugeruje ludziom rząd. Zmieniła się już w pierwszej części i była gotowa na ucieczkę, choć nie wiedziała, co ona tak naprawdę oznacza. W ,,Pandemonium" stała się pełnoprawnym Odmieńcem. Walczy o wolność i robi wszystko dla wyższego dobra. Zawdzięcza to pewnie Alexowi. Nie jest już szarą, nieporadną myszką, a kobietą, która wie, jak radzić sobie w sytuacji kryzysowej. Tą Lenę lubię zdecydowanie bardziej, niż początkową.

,,Pandemonium" różni się od ,,Delirium" czy to pod względem znacznie lepszego wykonania, urozmaicenia akcji, czy też umieszczenia jej w innym środowisku. Akcja ,,Pandemonium" bowiem toczy się od strony Głuszy i ruchu oporu. Dzięki temu właśnie, możemy obserwować innych bohaterów czy zmianę Leny. Nie wiem, czy ta część przypadła mi do gustu bardziej, czy mniej niż ,,Delirium". Wiem jednak, że cała seria prezentuje się naprawdę świetnie. Porusza ważny temat, który wpleciony jest w antyutopijną rzeczywistość. Nie można tego nie polubić, tak jak i nie można tego nie polecić. Robię to z czystym sercem. Spodoba się nie tylko młodzieży, ale myślę, że starszym czytelnikom również. Tak więc jeszcze raz polecam gorąco!!



Read more ...

Delirium - Lauren Oliver

27.12.12
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. 
To też nie diabeł rogaty. 
Ani miłość kiedy jedno płacze 
a drugie po nim skacze. 
Miłość to żaden film w żadnym kinie 
ani róże ani całusy małe, duże. 
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół, 
drugie ciągnie je ku górze. 


Tak śpiewa Happysad w jednej ze swojej piosenek. Nie wiem czemu, ale utwór ten zaraz skojarzył mi się z tą książką. Ale zacznijmy od początku, czyli od przybliżenia fabuły.


Świat nie jest wolny od chorób. Jedną z nich jest... miłość. Tak, tak, dobrze słyszycie. Już dawno temu to udowodniono i znaleziono na lekarstwo. Zamknięto granice państwa, aby uchronić ludzi przed dzikimi, zarażonymi ludami i po uzyskaniu wieku pełnoletniego zaczęto wstrzykiwać obywatelom remedium. Po zabiegu można się czuć uratowanym, nie ulegniesz już bowiem tej zdradliwej chorobie jaką jest miłość, nie zaprowadzi Cię ona w objęcia śmierci. Od tego czasu będziesz wiódł spokojne życie, ze sparowanym (przeznaczonym) Tobie mężczyzną, bez wielkich porywów, ale też bez ryzyka choroby. Lena też tak myślała, niecierpliwie odliczała dni do zabiegu. Było tak, dopóki nie ujrzała Jego. On otworzył jej oczy, pokazał prawdę, zdjął zasłonę niewiedzy. Teraz wszystko jest inne.


Na Delirium miałam ochotę już od dawna. Zachęcały mnie do tej książki pozytywne recenzje, jak i magnetyzujący opis. Wspomnieć też muszę o przyciąganiu, jakie do tej książki poczułam. Idę do biblioteki, z zamiarem oddania książek. Bronię się jak tylko umiem, żeby nie zaglądać na półki i nie brać niczego, bo przecież mój stos książek do przeczytanie urośnie niedługo do nieba. Gdy już weszłam do tej świątyni lektur, mówię sobie: tylko zerknę, nie będę nic brała. A potem na półce widzę Delirium i wszystkie moje postanowienia diabli wzięli. Biorę ją szybko, żeby się nie rozmyślić. W domu, po skończeniu innej książki, zamiast zając się tymi czekającymi na półce łapię się za Delirium. I przepadam... 


Chyba każdy się ze mną zgodzi, że motyw Delirium jest niespotykany. Świat bez miłości - mimowolnie człowiek zaczyna się zastanawiać, jak taki świat by wyglądał, jak by się w nim żyło. Niejednokrotnie stwierdziłam, że nie dałabym tam rady. Ze względu właśnie na pomysł, dla pani Oliver wielki plus ode mnie. Książką tą byłam jednak zachwycona, nie tylko ze względu na pomysł. Sam styl prowadzenia fabuły jest świetny, tak że czytelnik nie może się od niej oderwać. Mimo, że początkowe cztery rozdziały mnie nieco nudziły, to potem wciągnęłam się tak, że po prostu musiałam skończyć tę książkę i dowiedzieć się, co się stanie. Moje nerwy były pozytywnie napięte, a wyobraźnia nie mogła odgadnąć zakończenia aż do ostatniej strony. Język nie przytłaczał, książkę czytało się lekko. Ciekawym pomysłem były cytaty na początku każdego rozdziału z ksiąg świata, w którym dzieje się akcja - świata bez miłości. Jeszcze bardziej podkreśla to, jak autorka musiała go dopracować, nawet w najmniejszy szczegół.


Muszę przyznać, że Lena mnie denerwowała. Jej początkowa fascynacja zabiegiem była wręcz nieznośna i mimo, że mogę ją zrozumieć, ze względu na jej sytuację, nie zmienia to faktu, że mnie to irytowało. Później na szczęście się zmieniła. Ogółem mówiąc, była bohaterką, która dała się lubić, nieco przeciętną, ale nie pozbawioną wewnętrznego potencjału, może trochę pokroju Belli Swan. Polubiłam za to naprawdę bardzo jej przemianę. Cieszyło mnie kiedy wreszcie dotarła do niej prawda. Alex natomiast, spełniał swoje zadanie. Hipnotyzował, zaskakiwał, roztaczał nutkę tajemnicy, by w końcu pokazać swoją głęboką wrażliwość. Nieco szablonowe, prawda? Nawet sam wątek miłosny między nimi, mimo że był nietuzinkowego, ze względu na sytuację, to w pewnych momentach bohaterowie zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo, co mnie niezwykle irytowało. Na szczęście inni bohaterowie byli już bardziej charakterystyczni według mnie, odróżniali się na tle szarości za co wielkie brawa. Choćby Hana. Naprawdę bardzo ją polubiłam. Ma temperament jakiego szukam wśród bohaterów i to ona pchała Lenę do buntu. Nie wiem, co się stanie w następnej części, ale jeżeli jej zabraknie, to będę naprawdę zawiedziona. 


Okładka jest dość prosta, ale w tej sytuacji, jakże adekwatna. Myślę, że jej prawdziwe przesłanie można zobaczyć dopiero po przeczytaniu książki, a żeby nie psuć Wam tej radości nie będę zdradzać szczegółów.


Delirium to naprawdę dobra książka. Świat przedstawiony jest dopracowany w stu procentach, czyta się ją świetnie, a zakończenie wyciska łzy z oczu. Mimo niezbyt charakterystycznych głównych bohaterów jest naprawdę warta przeczytania. A nawet więcej, to pozycja która wyróżnia się wśród jej znajomych z tego gatunku. Gorąco Wam ją polecam!!


Moja ocena: 5/6





Read more ...