Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty

Pachnidło - Patrick Suskind

11.7.15


Z Pachnidłem kojarzy mi się muzyka Chwytaka, choć tak naprawdę to dwa różne rodzaje twórczości. Mimo to specyficzność występuje w obu przypadkach. Przy dziwności Chwytaka nie można się nie uśmiechnąć. Jeżeli chodzi o Pachnidło jest trochę inaczej. (Tylko może nie słuchajcie utworu w trakcie czytania opinii. Raczej Was nie wprowadzi w klimat XVIII-wiecznego Paryża ;))


Pachnidło od bardzo dawna przewijało się na moim horyzoncie. Do filmu i książki zbierałam się od niepamiętnych czasów. Kiedy zobaczyłam książkę na bibliotecznej półce, wiedziałam, że właśnie przyszedł odpowiedni czas na tę historię. Jednak wizja, którą sobie wytworzyłam, mało miała wspólnego z tą, którą dostałam.

Jan Baptysta Grenouille już w dzieciństwie był inny od swoich rówieśników. Coś w nim nie grało. Coś się nie zgadzało. Dopiero gdy dorósł, odkrył, że posiada niespotykany u innych węch. Mógł wyczuć zapach z dużej odległości, a dzięki tak wyostrzonemu zmysłowi, także przewidywać różne rzeczy. Czując tak wiele, nagle nachodzi go pragnienie, aby stworzyć zapach idealny. Zapach z dziewiczego ciała. Dla osiągnięcia celu jest w stanie zrobić wszystko. Dosłownie wszystko. 

Szczerze mówiąc, czuję się oszukana. Zmanipulowana i nabrana przez opinię społeczna. Opinię, która wpoiła mi przekonanie, że Pachnidło to światowy bestseller, który docenię tak, jak inni. Nie doceniłam, niestety. Co więcej, nie rozumiem szumu w okół tej historii. Dla mnie nie była ani porywająca, ani wielce odkrywcza, a absurd momentami przekraczał wszelkie granice. I może nawet doceniłabym uroki Paryża z XVIII w., który przedstawił autor, ale całość była dla mnie tak nieprzystępna, że nie dotarła do mnie magia opowieści. Spokojnie można by usunąć połowę fragmentów i książka stałaby się wtedy bardziej dynamiczna. Ale najgorszy był absurd! I to taki jego poziom, który przekracza już wszelkie granice i którego po prostu nie mogę docenić. I zwyczajnie w świecie nie potrafiłam się wgłębić w tę historię. Poznawałam ją, jakby z boku, bez żadnego zaangażowania czy utożsamiania z bohaterami.

Pachnidło niestety okazało się książką zupełnie nie dla mnie. Nie zrozumiałam jej fenomenu i nie dołączyłam do grona fanów. Może to i lepiej... Nie mogę Wam polecić tej opowieści! Dla mnie to nie jest dobra pozycja i chętnie wyliczyłabym Wam wszystkie powody, ale unikamy spojlerów, prawda? Jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, wierzcie mi, są inne bestsellery do nadrobienia. 

Moja ocena: 3/10

Patrick Suskind, Pachnidło/Das Perfum Die Geschichte eines morderes, str. 253, Świat Książki, Warszawa, 2005
Read more ...

Błękitnokrwiści - Melissa de la Cruz

13.1.13
Wampiry zdominowały nasz świat. Są wszędzie. Ukrywają się w najmniej oczekiwanych przez nas miejscach. Może to nasi przyjaciele albo pani ze sklepu na rogu, albo może chłopak, koło którego siedzimy w autobusie. Tyle o nich czytamy w książkach i oglądamy na ekranie. Ale tak naprawdę w nie nie wierzymy. Bo to przecież nierealne, żeby nie zauważyć, że ktoś się nie starzeje albo nie wychodzi na słońce. Zauważylibyśmy przecież, czyż nie? Ale co, jeżeli wcale by tak nie było. Jeżeli tak naprawdę postać wampira byłaby zupełnie inna?

Pośród najbardziej elitarnych rodzin Nowego Jorku ukrywa się grupa tych, których przodkowie przybyli na amerykańską ziemię wraz z pierwszymi osadnikami na pokładzie statku Mayflower. Utrzymujący swoje istnienie w tajemnicy są bogaci, mają ogromne wpływy i… nie są ludźmi. To Błękitnokrwiści, starożytna rodzina wampirów.
Schuyler Van Alen nie sądziła, że jest kimś więcej niż tylko normalną nastolatką. Bardziej normalną niż jej koleżanki. W doborowym towarzystwie dziewcząt z elitarnej prywatnej szkoły, Schuyler wyglądała jak brzydkie kaczątko, ale nie przeszkadzało jej to… Do dnia, w którym skończyła piętnaście lat. Żyły na przedramionach dziewczyny nabrzmiały, tworząc przerażającą mozaikę błękitów i fioletu. Pojawił się głód – potworne łaknienie, którego nie mógł zaspokoić ludzki posiłek. Schuyler zaczęła się zmieniać – w kogo? Wszystko splata się w czasie z tragiczną śmiercią jednej z uczennic Duchesne. Czy tragedia ma coś wspólnego z Schuyler? I dlaczego Jack Force, najprzystojniejszy i najbardziej pożądany chłopak w szkole nagle zaczął zwracać uwagę na ignorowaną dotąd koleżankę? Schuyler chce poznać sekret Błękitnokrwistych, ale prawda może ją wiele kosztować. Świat wampirów rządzi się własnymi prawami, a ten, kto ich nie przestrzega – ginie.



W "Błękitnokrwistych" na pewno mamy do czynienia z nowym rodzajem wampira.  To już nie postać, której słońce szkodzi, nie starzeje się, a przebywanie wśród ludzi, grozi czyjąś śmiercią. Tutaj wampiry żyją jak ludzie. No prawie... Przeżywają ludzkie życie, ale nie można ich zabić. Sami muszą zdecydować, że chcą już odejść z tego świata. Tak, dobrze słyszycie. Kiedy są już wystarczająco starzy odchodzą i powracają w nowym cyklu za kilkadziesiąt lat. Zostali stworzeni nie przez innych wampirów, ale przez Boga, jako kara za wybranie strony Lucyfera, tacy Upadli aniołowie można by rzec. Stąd nazwa Błękitnokrwiści. Według mnie jest to bardzo ciekawy pomysł. Wprowadza coś nowego, a jednocześnie zmienia postrzeganie wampira w naszych oczach. Do nas tylko należy wybór, czy nam się spodoba taki wampir, czy nie. Jeżeli o mnie chodzi, to wolę te tradycyjne. 

I to by było na tyle jeżeli chodzi o dobre strony tej książki. Aż cud, że się takie znalazły. Byłam jej dość ciekawa, ale zawiodłam się na całej linii. Jak to się mówi: "Nie wszystko złoto, co się świeci" i książka ta stanowi tego najlepszy przykład. Cała fabuła, nie dość że strasznie przypominała mi w pewnych momentach "Dary anioła", to jeszcze była tak niedopracowana, że aż bolało. Człowiek się zastanawia, co takiego przez te ponad 300 stron się wydarzyło. Jaki w ogóle był pomysł na to wszystko? Co książka ma nam przekazać? Mnie się wydaje, że była pisana na zasadzie: co wyjdzie, to będzie. Wydarzenia były tak przewidywalne, że nawet osoba, która z reguły nie czyta, ma jakieś 10 lat i nie jest zbyt rezolutna domyśliła by się, co się wydarzy. Wszystko było tak szablonowe, tak zwykłe i bezbarwne, że aż się zastanawiam, jak przez tą książkę udało mi się przebrnąć? Nazewnictwo również niemiłosiernie mnie denerwowało. Choćby coś takiego, jak Zausznik. No naprawdę? Moja ręka niezliczoną ilość razy wędrowała do głowy, aby się w nią popukać. Krótkie rozdziały może i przyspieszały czytanie, ale gdy jakieś ważne wydarzenie opisane było na trzech stronach, to aż miałam ochotę chwycić kartkę i długopis i napisać to po swojemu. Wątki miłosne były jeszcze gorsze. Para spotykała się dwa razy, a na najbliższej imprezie już lądowała w łóżku. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszym świecie jest to normalne, ale skoro tak się zarzekają, że się kochają, to czy nie powinni raczej podziwiać zachodu słońca, patrzyć sobie w oczy albo coś z rzeczy w tym stylu?

Nad głupotą bohaterów można by się rozwodzić cały dzień, ale szkoda czasu i nerwów. Główna bohaterka na pierwszy rzut oka wydawała się niezależna, odważna i nie zwracająca uwagi na zdanie innych ludzi. Nic bardziej mylnego. Kiedy tylko boski Jack rzucił na nią okiem, od razu stała się jego szaloną fanką. Z owego Jacka chyba miał wyjść czarny charakter, zbuntowany chłopak albo coś w tym stylu, ale zabieg ten zdecydowanie się nie udał, bo był tak jak reszta pusty. Wszyscy uczniowie, jakże prestiżowej szkoły zdaje się, że nie robili nic innego, jak tylko chodzili na imprezy, castinki albo innego rodzaju zloty towarzyskie.

Podsumowując, "Błękitnokrwiści" lądują na liście "zawód roku". Pomysł na stworzenie nowego wampira jest jak najbardziej udany, ale jeżeli chodzi o całą resztę, to już nie jest tak kolorowo. Wydarzenia są niedopracowane, książka pisana jest na odwal się. Gdyby komentarz Dżej/Er/Carmen, pod stosikiem, w którym umieściłam tą książkę, który mówił, że następne tomu są świetne, pewnie nawet nie myślałabym nad ponownym spotkaniem z tą serią. Teraz na razie nie chcę do niej wracać, ale może za jakiś czas, w wakacje na przykład, dam im drugą szansę, bo skrycie liczę, że to swego rodzaju nieudany wstęp do świetnej serii.

Moja ocena: 3/10

Książka zaliczana do wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu +2,2cm
Read more ...

Bogini oceanu - P.C.Cast

1.12.12
Bogini oceanu - Phyllis Christine Cast




W dniu dwudziestych piątych urodzin Christine Canady wypowiada zaklęcie z nadzieją, że odmieni ono jej bezbarwne życie singielki. Nie spodziewa się jednak, że magiczne słowa w tak niezwykły sposób odmienią rzeczywistość.

Kiedy jej samolot rozbija się na oceanie, życie Christine zmienia się na zawsze. Po odzyskaniu przytomności oszołomiona odkrywa, że znajduje się w legendarnym miejscu i czasie, w którym rządzi magia, a jej ciało przybrało postać mitycznej syreny Undine. W wodach czai się jednak niebezpieczeństwo. Litując się nad nią bogini Gaja, zamienia Christine ponownie w kobietę, by mogła poszukać schronienia na lądzie. Kiedy na ratunek przybywa przystojny wybawiciel, zamiast cieszyć się ze spełnionego marzenia, Christine tęskni za oceanem i seksownym trytonem, który skradł jej serce...
 

"Ulegnij pokusie i zanurz się w świecie zmysłowości oraz magii" 

Tak głosi napis na okładce. Przyznaję się bez bicia, że uległam pokusie. Chciałam zobaczyć, czy inne książki P.C. Cast przypadną mi do gustu. Czy magiczna okładka i ciekawy opis okażą się odzwierciedleniem treści i czy zakocham się w tej książce. Czy tak się stało?

Nie będę owijała w bawełnę i powiem otwarcie, że książka mi nie przypadła do gustu. Nie mogę też powiedzieć, że była totalnym chłamem i nie miała w sobie za grosz potencjału, bo tak też nie było. Irytowała mnie jednak na tyle, że podjęłam racjonalną i dojrzałą decyzję, aby nie marnować na nią czasu i zabrać się za coś innego. Jako, że więc przemęczyłam tylko 140 stron odejdę od swoich normalnych recenzji i opiszę tylko jej plusy i minusy.

Do plusów można zaliczyć niewątpliwie cały świat przedstawiony. To, że bohaterka pracowała w siłach powietrznych wydało mi się niezmiernie ciekawe i żałowałam, że autorka nie opisała tego głębiej. Późniejsza akcja w średniowieczu też wydawała się ciekawa i widać było, że pisarka zgromadziła trochę wiedzy na ten temat. Sam styl pisania autorki również jest lepszy, jeżeli miałabym go porównać z "Domem nocy". 

Minusów, które przesądziły o odłożeniu książki na bok jest na pewno zdecydowanie więcej. Choćby nawet sama bohaterka. Niby to taka twarda laska, a użala się nad tym, że została sama w urodziny. Mogłabym to nawet zrozumieć, bo sama pewnie w takiej sytuacji czułabym się potwornie. Ale żeby aż tak rozpaczać? Samo się nasuwa pytanie: co jest grane? Dodatkowo jej wręcz histeryczna chęć o magię w życiu. Zaczynając książkę myślałam po prostu, że chodzi tylko o to, aby w jej życiu zdarzyło się coś niezwykłego, ot jakiś przystojny facet na drodze. Kiedy dotarło do mnie, że jej chodzi o prawdziwą magię, mówiłam: kobieto ogarnij się! Kiedy już owa magia jej się przytrafiła zaakceptowała ją bez żadnego ale. Została syreną, ok! Spotkała Gaję, ok. Dla potwierdzenia swych słów przytoczę wypowiedź bohaterki, z momentu, kiedy właśnie dowiedział się, że została syreną: "Kurna jego mać!... Jestem rybą!". No powiedźcie sami, czy normalny człowiek by tak zareagował? Ja na pewno nie. Pewnie prędzej bym zemdlała z przerażenia. Kolejną rzeczą, której wręcz nie mogłam znieść były niedopowiedzenia i liczne niedopracowania wątków. Na przykład, lecą samolotem, ten się rozbija i tyle. Nie jest podane dlaczego tak się stało, czy starali się w ogóle jakoś temu zapobiec. Nie ma tu przypadku, aż z daleka śmierdzi, że stało się tak dlatego, aby bohaterka mogła zostać syreną. I te określenia jak "tryton" itd. Czułabym  się jak w bajce Disney'a, tylko że tam była magia, a tu niekoniecznie.

Czytając tyle pozytywnych opinij na Lubimy czytać myślałam, że zmienię zdanie o twórczości tej pani. Niestety tak się nie stało. Może i jestem ciut za surowa, ale książka mi się zwyczajnie w świecie nie podobała, dlatego nie miejcie mi za złe, że jej nie skończyłam. Jeżeli Wy ją lubicie - rozumiem, ja jej nie polecam, chyba że ktoś chce sobie popsuć nerwy. 

Moja ocena: 2/6
Read more ...