Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

Zaczarowani Chanel [Czar Chanel - Paul Morand]

2.9.16



O Coco Chanel słyszał chyba każdy. Nawet osoba, która niespecjalnie interesuje się modą wie, kim jest ta wielka osobowość. Krąży o niej wiele historii, które sprawiły, że stała się legendą za życia. Czar Chanel, w którym Coco sama opowiada o sobie, jest świetną okazją, aby ją poznać i wyrobić sobie opinię, czytając relacje z pierwszej ręki.

Żadna biografia nie jest w stanie tak doskonale oddać charakteru Coco Chanel, jak opowieści jej samej o sobie. Dzięki zebraniu ich przez Paula Moranda możemy poznać trudne dzieciństwo Coco u ciotek, jej miłość do pracy i pewnego Anglika i zgłębić tajemnice relacji z przyjaciółmi, których spotkała na swej drodze. Ta intymna opowieść daje nam obraz kobiety, która nie bała się ciężkiej pracy, a to, co osiągnęła, może zawdzięczać swojemu samozaparciu i wysiłkowi. Kobiety, która ponad wszystko stawiała na prostotę, a elegancja dzięki niej zyskała nowe oblicze.

Wielkim atutem tej pozycji jest jej strony wizualna. Nie tylko piękne wydanie i gruby papier, które dodają jej stylu, ale przede wszystkim ilustracje innego mistrza - Karla Lagerfelda. Zdecydowanie oko ma się czym cieszyć!

Ta książka jest jak sama Coco - bezkompromisowa, pełna własnych zasad i prawdziwa do bólu. Jeżeli chcecie poznać tę wielką projektantkę w trochę inny sposób, niż oferuje zwykła biografia, to Czar Chanel jest wyborem idealnym!

Paul Morand, Czar Chanel/L'Allure de Chanel, str. 208, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2016
Read more ...

Miłość pełna bólu [Klaśnięcie jednej dłoni - Richard Flanagan]

31.5.16


Klaśniecie jednej dłoni. Intrygujący tytuł, którym autor zachęca czytelników do przeczytania więcej. Tajemnicza okładka, od której nie można oderwać oczu. I wnętrze wywołujące ogromny ból i rozdzierające serce na kawałki.

Richard Flanagan – australijski pisarz, autor bestsellerowych „Ścieżek północy” – w swej najnowszej powieści zastosował dwa plany czasowe. Pierwszy to aktualny czas akcji - rok 1989, w którym pewna kobieta - Sonja - wraca z Sydney na Tasmanię. Chce odwiedzić ojca i rozliczyć się z trudnym dzieciństwem, którego zaznała. Druga płaszczyzna czasowa, to rok 1954. To właśnie wtedy Maria Buloh, żona słoweńskiego imigranta i matka trzyletniej Sonji opuszcza osadę Butlers Gorge zmieniając na zawsze świat tych dwojga. To właśnie z koszmarem spowodowanym odejściem matki po latach próbuje rozliczyć się Sonja.

Klaśniecie jednej dłoni jest lekturą, której daleko do lekkości i przyjemności. Samą swą budową serwuje nam mocne wrażenia. W krótkich rozdziałach zwiększających dynamikę rozgrywa się powoli cała historia. Historia, której nie można poznać bez doświadczenia bólu. Trudne losy europejskich imigrantów, którzy wywędrowali do Australii w poszukiwaniu lepszego życia to tylko pretekst do dalszej opowieści. Trudny sytuacyjny kontekst, którego chciałoby się nie poznać. Bo ciężko przyznać, że miejsce, które miało być rajem, przyniosło koszmar. I właśnie w tym miejscu, gdzie imigranci traktowani są jak ludzie na gorszej pozycji, rozgrywa się cały dramat naszych bohaterów.

W książce Richarda Flanagana nie ma jasnego podziału na czarne i białe. Nie ma dobrych i złych bohaterów, czy pozytywnych i negatywnych wydarzeń. Ta książka jest pełna odcieni szarości. Miłości, która łączy się z bólem. Klaśnięcie jednej dłoni wypełnione jest trudnymi tematami rodzinnymi. Tematami, które na pierwszy rzut oka mogłyby się wydawać często już poruszane i przedstawione ze wszystkich możliwych stron. Jednak sposób pokazania ich przez autora porusza najgłębsze emocje. Bohater, którego chcielibyśmy uznać za złego i spisać na straty ma w sobie jakieś okruchy dobra, a ten, który powinien być traktowany jako ofiara i istota pokrzywdzona przez los, popełnia błędy, przez które serce chce pęknąć. I właśnie to tak bardzo dotyka czytelnika. Te sprzeczne emocje, które zaserwował mu autor.

Naprawdę ciężko mi pisać o Klaśnięciu jednej dłoni. Ta książka pełna jest emocji, których nie można od razu przyswoić. Zostają one w człowieku, czekając na moment, kiedy zostaną przemyślane. Ja wciąż układam je w głowie. Jedno jest jednak pewne: chcę kolejny raz spotkać się z piórem Richarda Flanagana.


Richard Flanagan, Klaśnięcie jednej dłoni/The Sound of One Hand Clapping, str. 368, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2016
Read more ...

W gościnie u Audrey [Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie - Luca Dotti, Luigi Spinola]

17.4.16




Nie ma chyba osoby, która nie kojarzyłaby Audrey Hepburn. Aktorka, modelka, działaczka humanitarna. Matka. Kobieta, która podchodziła do życia bez parcia na szkło, a jej urok osobisty i wrodzona klasa sprawiły, że powszechnie uważana jest za ikonę stylu. W marcu na rynku pojawiła się jej najnowsza biografia. Biografia inna, niż wszystkie, bo napisana przez jej syna.

Na początek warto zaznaczyć, że Audrey w domu nie przypomina typowego życiorysu. Jak mówi sam tytuł - to bardziej wspomnienia dziecka o matce. Dlatego też okres, któremu poświęca się tu najwięcej miejsca to czas po urodzeniu drugiego syna, a zarazem autora tej książki - Luci. Główny układ chronologiczny życia aktorki przełamany zostaje różnego rodzaju wtrąceniami czy mniej znaczącymi wątkami, dodającymi całości jeszcze bardziej osobistego charakteru. 

Jest to bowiem pozycja osobista do szpiku kości. Poznajemy w niej jakoby drugie oblicze Audrey Hepburn. Nie jako aktorki czy modelki, a przede wszystkim matki. Nie znajdziemy tu stylu typowego dla biografistów, czy prób dociekania informacji. Wszystkie wspomnienia serwowane są nam z pierwszej ręki, przez co mamy wrażenie pewnego autentyzmu. Stajemy się nie tylko czytelnikami, ale również świadkami zdarzeń. Dzięki takiemu ujęciu poznajemy bardziej prywatną wersję tej znanej aktorki. Kobiety, która kochała gotować, najlepiej czuła się w swej posiadłości La Paisible, a dla rodziny zrezygnowała z pracy i kariery.

Niewątpliwym atutem tej pozycji jest jej oprawa graficzna. Pojawia się tutaj wiele niepublikowanych wcześniej zdjęć z rodzinnego albumu, które nie tylko cieszą oko, ale są też prawdziwą gratką dla fanów. Ciekawym pomysłem jest zawarcie w książce prywatnych przepisów Audrey, z których każdy łączy się w jakiś sposób z opisywanymi wspomnieniami. Wśród nich znajdziemy na przykład Hutspot, który jedzono podczas wojny, czy słynny makaron z sosem pomidorowym i ciasto czekoladowe, bez których Audrey nie mogła się obejść. Czyż w możliwości przygotowania dań gotowanych przez samą Audrey Hepburn nie ma czegoś magicznego?

Audrey w domu. Wspomnienia o mojej matce to z pewnością pozycja inna niż wszystkie. Swoją konstrukcją, która przedstawia przed czytelnikami różnego rodzaju wspomnienia, przepisy i niepublikowane zdjęcia zaskakuje odbiorców i pokazuje im bardziej prywatny obraz Audrey Hepburn. Dla każdego fana jest to pozycja obowiązkowa!

Luca Dotti, Luigi Spinola, Audrey w domu. Wspomnienia o mojej matce/Audrey at Home: Memories of My Mother's Kitchen, str. 264, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2016
Read more ...

3 kroki do klasy [Jak być glam. Przewodnik po szczęściu i urodzie - Fleur de Force]

22.3.16

Fleur de Force to vloggerka, której filmy docierają do prawie dwóch milionów osób. Była także dwukrotną laureatką Best Vlogger Award magazynu Cosmopolitan. Jej urok osobisty i klasa sprawiają, że dziedzina fashion&beauty stają się dla każdej kobiety jeszcze przyjemniejsze w odbiorze. I to właśnie ze względu na jej osobę postanowiłam sięgnąć po poradnik.

W Jak być glam Fleur porusza wielu aspektów. Jest coś o urodzie, włosach, modzie, podróżach, a także o zdrowiu, snach czy blogowaniu. I tych różnych aspektów jest tutaj chyba trochę za dużo. Autorka poruszyła wiele tematów, ale tak naprawdę żadnego nie opisała szerzej. Mało jest tutaj praktycznych porad, które mogłyby się przydać, czy pomóc coś zmienić. Dotykają one danej kwestii, nie poświęcają jej jednak głębszej uwagi i nie skupiają się na szczegółach. O większości rzeczy wiedziałam już wcześniej, a moje umiejętności w zakresie makijażu, mody i urody nie są wielce zaawansowane. To pokazuje, że poradnik jest na dość podstawowym poziomie. Na szczęście były także rzeczy ciekawe, jak chociażby te z obszaru blogowania czy przepisy.

Szata graficzna tego poradnika jest po prostu piękna! Urokliwe zdjęcia, ładne rysunki i przyjemny format. Wszystko to sprawia, że książkę naprawdę dobrze się przyswaja. I choć treść mogłaby być lepsza, to właśnie ze względu na wydanie chętnie wrócę jeszcze raz do tej pozycji.

Jak być glam mimo wielkiej sympatii do autorki, nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Piękne wydanie nie było współmierne do treści. Choć znalazłam w poradniku parę ciekawych rzeczy, to jednak całość treści stoi na dość podstawowym poziomie. Zdecydowanie na rynku istnieją ciekawsze pozycje tego typu.

Za możliwość przeczytania Jak być glam? dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

Fleur de Force, Jak być glam/The Glam Guide, str. 225, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2016

Read more ...

Bądź chic! Tajemnice kobiecej garderoby - Anne Humbert, Émilie Albertini

2.11.15

Ta piosenka jest tak piękna i stylowa, że nie mogłam się powstrzymać przed wstawieniem jej tutaj. 



Każda kobieta, nawet jeśli nie interesuje się modą, stanęła kiedyś przed problemem stworzenia odpowiedniego stroju. Wygląd mówi przecież bardzo wiele o człowieku. Od naszego profesjonalnego ubioru może zależeć bardzo dużo, a czasem pozornie prosta rzecz może przysporzyć sporo problemów. Naprzeciw wychodzą Anne Humbert i Émilie Albertini.

Ich książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza to niezbędniki, czyli informacje o rzeczach, które każda z nas powinna mieć w swojej szafie: dżinsy, koszula, mała czarna, sweter, trencz, marynarka. Część druga to wszelkiego rodzaju dodatki, a trzecia przydatne rady. Myślą główną autorek jest fakt, że nie warto wciąż gonić za nowościami, a stać się mistrzem w wykorzystaniu rzeczy ponadczasowych i to właśnie na nich budować swój styl. Pomagają one czytelniczkom umiejętnie dobierać dodatki, uczą przeróbek, a co najważniejsze, pokazują, co pasuje do danej sylwetki - rzecz niby stale powtarzana, ale wciąż tajemnicza dla niektórych. 

Wśród wielu gatunków literackich po które sięgam, poradniki raczej nie pojawiają się często. Podchodzę do nich z dość dużym dystansem. Kiedy jednak przeczytałam opis Bądź chic! poczułam, że w tym wypadku chętnie zrobię wyjątek. Przemówiła za tym pewna ponadczasowość poruszanych aspektów. Autorki bowiem nie wmawiają nam, jak podążać za trendami i zostać nową ikoną mody. To raczej coś dla nieporadnych laików. Zaopatrzenie się w rzeczy, które każda z nas powinna mieć w swojej garderobie i zabawa z ich wykorzystaniem, to z pewnością świetny krok do zbudowania swojego stylu. Autorki pokazują, jak z wykorzystaniem tych rzeczy wyglądać z klasą i to właśnie główny plus tej pozycji. 

Przedstawienie tych aspektów jest bardzo przystępne i atrakcyjne w odbiorze. A każdym przypadku mamy pokazanych kilka modeli i krótki opis, który model jest odpowiedni dla danej sylwetki. Jest też element historii mody, przekrój przez najsłynniejsze dodatki i porady, m.in. jak posortować garderobę, czy, co zazwyczaj przysparza kobietom problemy, jak się spakować. Z pewnością z nich kiedyś skorzystam. Wszystko to oprawione jest przepięknymi rysunkami, co tworzy niezwykle urokliwą całość. Oko się raduje!

Bądź chic! Tajemnice kobiecej garderoby to bardzo przyjemny w odbiorze poradnik, który niewątpliwie pomoże nam uniknąć modowych gaf i sprawić, aby zawsze wyglądać stylowo i z klasą. Muszę Was jednak ostrzec - wywołuje ogromną ochotę na zakupy!



Moja ocena: 8/10

Anne Humbert, Émilie Albertini, Bądź chic! Tajemnic kobiecej garderoby/So basic, so chic! les indispensables du dressing, str. 217, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015


Read more ...

Opactwo świętego grzechu - Sue Monk Kidd

23.9.15


Z Sue Monk Kidd spotkałam się wcześniej dwa razy przy okazji Czarnych skrzydeł i Sekretnego życia pszczół. Oba te spotkania sprawiły, że autorka stała się jedną z moich ulubionych, a jej styl i inteligencja niezwykle mnie urzekły. Nic więc dziwnego, że po Opactwo świętego grzechu sięgnęłam bez mrugnięcia okiem. 

Już od pierwszej strony widać, że ta powieść pisarki różni się od pozostałych wydanych w Polsce. Chodzi tu głównie o tematykę. Sue Monk Kidd odchodzi od dyskryminacji rasowej i problemów dorastania. Skupia się natomiast na kryzysie wieku średniego i pokazuje, że o swoje szczęście można walczyć zawsze. A wszystko to za sprawą głównej bohaterki Jessie Sullivan, która musi wrócić na rodzinną wyspę, aby zaopiekować się matką wykazującą pierwsze symptomy choroby psychicznej. Ta sytuacja wydarzyła się w idealnym momencie dla kobiety, która zdawała się dusić w swoim małżeństwie. Podróż będzie dla niej okazją na pogodzenie się z trudną przeszłością i odkrycie na nowo siebie.

Tym razem właśnie pod takim zarysem fabuły, który swoją drogą jest mało innowacyjny, autorka ukryła pewne przesłanie. Jest tutaj poszukiwanie siebie, dążenie do szczęścia i odkrycie tego, co jest dla nas najważniejsze. Oprócz tego dostajemy też inne tematy. Chociażby problemy psychiczne czy legendę o bogini Senarze i wątki osnute wokół klasztoru Benedyktynów. Muszę przyznać, że podobnie, jak w Sekretnym życiu pszczół nie podobał mi się kult Czarnej Madonny, tak i tu źle mi się czytało o takim luźnym podejściu do chrześcijaństwa. Razi mnie to, tyle w temacie.

Nie da się jednak ukryć, że Sue Monk Kidd ma świetne umiejętności i doskonale wie, co robi. Bardzo malownicze opisy i przemyślenie całości to rzeczy, których na pewno u niej nie zabraknie. I kiedy przy okazji poprzednich książek pokochałam za to autorkę, tak w Opactwie świętego grzechu czułam się tym wszystkim przytłoczona. Nie przeczę, że może to tematyka się do tego przyczyniła i problemy, o których nie mam pojęcia. Niestety tutaj nie zostałam porwana tak, jak przy okazji poprzednich książek pisarki. Nie mogłam zrozumieć wyborów bohaterki, co nie ułatwiło mi odbioru.

Opactwo świętego grzechu to książka pełna nostalgii i przemyśleń. Możliwe, że trafiłam na nią w złym momencie, ale przypadła mi do gustu mniej, niż poprzednie dwie książek autorki, które miałam okazję czytać. Nie zmienia to faktu, że jest naprawdę dobrze napisana, a Sue Monk Kidd kolejny raz w doskonały sposób prezentuje nam swoje pisarskie umiejętności.

Moja ocena: 6/10

Sue Monk Kidd, Opactwo świętego grzechu/The Mermaid Chair, str. 341, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015

Za możliwość przeczytania Opactwa świętego grzechu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

Read more ...

Burza słoneczna - Asa Larsson

21.6.15



Skandynawskie kryminały i ja nie mieliśmy wcześniej okazji się spotkać. Nasze drogi rozjeżdżały się w różnych kierunkach, by w końcu zahaczyć o siebie. Zimowy klimat potęgujący mroczną atmosferę, gęsta fabuła i tajemnicza przeszłość to trzy rzeczy, które pierwsze przychodzą mi na myśli, kiedy myślę o Burzy słonecznej Asy Larsson. 

Rebeka Martinsson to wzięta prawniczka. Kiedy w jej dawnej miejscowości - Kirunie - zostaje popełnione bestialskie morderstwo, kobieta postanawia tam wrócić. W świątyni zboru Źródła Mocy zostaje zamordowany jeden z najsłynniejszych w kraju działaczy religijnych. Jego ciało znajduje siostra a zarazem dawna przyjaciółka Rebeki. To właśnie jej telefon powoduje, że Rebeka rzuca wszystko i wraca do Kiruny, aby znów być dla niej wsparciem. 

Muszę przyznać, że pomysł na książkę okazał się świetny! Osadzenie całości na tle sekty pociągnęło za sobą bardzo wiele wątków i przybliżyło nieco działanie tych organizacji. Właśnie życie sekty sprawiło, że cała nasza zagadka okazała się tak wielopoziomowa i nieprzewidywalna. Bardzo dobrym posunięciem były także retrospekcje, które przybliżały przeszłość bohaterki i rzucały inne światło na aktualne wydarzenia. Wykonaniu pomysłu również nie można niczego zarzucić. Zarówno bohaterowie, jak i język pokazują, że autorka wie, co robi. Niestety nie wciągnęłam się w fabułę tak, jakbym tego chciała. Było ciekawie, to fakt, ale niestety bez fajerwerków czy ciągłego oczekiwania na rozwiązanie tajemnicy. Myślałam, że ponad wszystko będę chciała poznać, jakie powody i osoby kryją się za morderstwem, bać się i przeżywać wszystko z bohaterami. Nie doczekałam się tego, a całość przyswajałam raczej jak informacje w gazecie - z zainteresowaniem, ale bez większych emocji. 

Choć Burza słoneczna nie była do końca taka, jak oczekiwałam, nie mówię pisarce stanowczego "Nie!". Chętnie poznam pozostałe tomy z serii i sprawdzę, jak je odbiorę. Może wciągną mnie bardziej? 

Moja ocena: 6/10

Asa Larsson, Burza słoneczna, str.361, Wydawnictwo Literackie

Read more ...

Lepsze życie - Anna Gavalda

7.6.15

Każdy z nas chce, aby jego życie było dobre. Ale co to tak naprawdę znaczy? Czego właściwie oczekujemy od dobrego życia? Jedno słowa, a tak ciężko je zdefiniować. Określić jego drugie dno. Bo przecież życie może być dobrze, ale wcale nie tak idealnie. Jakby wciąż czegoś brakowało. Jakbyśmy zasługiwali na więcej. 

W takiej sytuacji znaleźli się bohaterowie książki Anny Gavaldy. Życie Mathilde i Yanna nie było złe. Mimo to oboje czekali na okazję, aby złapać szczęście i uczynić swój los lepszym. Mathilde wiodła życie typowej 24 latki. Studiowała, pracowała, imprezowała. Wszystko toczyłoby się dalej, gdyby pewnego dnia nie zgubiła torebki z dużą ilością pieniędzy. Na szczęście znalazł się Pan Uczciwy, który postanowił ją zwrócić. Yann po skończeniu wzornictwa, pracuje w sklepie hi-tech i trwa we względnie udanym związku. Pewne spotkanie uświadomi mu jednak, że nie tak powinno wyglądać jego życie.

Nie wszystkie książki muszą nam się podobać. Ta na przykład w ogóle nie wpasowała się w moje gusta. Od początku do końca panował w niej jeden wielki chaos. Mieszanie sposobów narracji, odchodzenie od głównego tematu wypowiedzi, krótkie zdania, pytania retoryczne. Wszystko to potęgowało tylko ogólny mętlik. Również fakt, że są to dwie oddzielne historie, a nie jedna, rozbija nam nieco ogólny odbiór. Akcja w powieście toczy się niezwykle szybko. Autorka skupia się tylko na tym, co ważne z punktu widzenia bohaterów, a czasem, tak dla rozluźnienia, ciekawie byłoby poczytać o czymś innym, chociażby o mieście.

Same historie, o których opowiada Anna Gavalda, mnie nie porwały. Mathilde była niestety niezwykle irytującą bohaterką, a jej zachowanie momentami stawało się lekko niedorzeczne. Yann też wcale nie był lepszy. Za dużo w tym wszystkim było narzekania i jęczenia, jak dla mnie. Nie to jednak było najgorsze. Najgorsza była naiwność. Nie chodzi mi nawet o pokazanie, że jedna sytuacja może zmienić wszystko i naprawdę nas odmienić. To akurat stanowiło pozytywny aspekt tej historii i napawało pewnym optymizmem. Naiwność objawiała się w zachowaniu bohaterów, w takich prostych życiowych czynnościach, które wcale takie proste nie są. 

W książce można znaleźć pewne pocieszenie, moment zastanowienia, która motywuje do zmian i daje nadzieję na lepsze życie. Sposób, w jaki podany jest on czytelnikowi, nie jest już tak dobry. Mnie niestety zabrakło w tej powieści pewnej przystępności, która umożliwiłaby mi szczere zaangażowanie się w lekturę. Oczekiwałam lekkiej i przyjemnej historii, a niestety ciągle mi coś w niej zgrzytało i uniemożliwiało odpoczynek przy lekturze. A może pióro Gavaldy zwyczajnie nie jest dla mnie...

Moja ocena: 4/10 

Anna Gavalda, Lepsze życe/La Vie en mieux, str. 269, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego. 

Read more ...

Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd

10.4.15

I drift slowly
Out of time

And I say some things out of line
So I say nothing, I just hide

Tak śpiewa Morning Parade w utworze Born Alone. Tymi słowami i piękną melodią świetnie wprowadza nas w klimat Sekretnego życia pszczół i lata Karoliny Południowej z lat 60. XXw.



Lily nigdy nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Od bardzo dawna dręczyło ją poczucie winy, że przez nią zginęła jej matka. Na dodatek po tym feralnym wydarzeniu przyszło jej żyć z apodyktycznym ojcem, który nigdy ani przez moment nie okazał córce miłości. Pewnego dnia dziewczynka postanawia wyrwać się z okrutnego położenia. Razem ze swoją nianią, korzystając ze wskazówki zostawionej przez matkę, ucieka do małego miasteczka - Tiburon w Karolinie Północnej. Tam pozna, co znaczy rodzinne ciepło, spotka miłość i zakocha się w zawodzie pszczelarki.

Jakiś czas temu zachwycałam się Czarnymi skrzydłami tej autorki - książcą o niewolnictwie, uprzedzeniach i walce o siebie. Nie powinna zatem nikogo dziwić moja wielka ochota, aby zapoznać z kolejnym dziełem pisarki wydawanym w Polsce. Sekretne życie pszczół, choć w podobnym klimacie i z podobnymi odniesieniami, jest książką zdecydowanie inną. Sama tematyka nie skupia się tu na problemach segregacji rasowej, jak w Czarnych skrzydłach. I tu ten temat ma duży wydźwięk i odgrywa swoją rolę, jednak pierwsze skrzypce przekazane są innym sprawom. Autorka pisze w tej powieści o próbach odnalezienia własnego miejsca na ziemi. Pokazuje, jaki wpływ na człowieka mają wyrzuty sumienia, podkreśla rolę rodziny i opowiada o dojrzewaniu. Taka mieszanka tworzy naprawdę wciągającą powieść.

Nie można też nic zarzucić zdolnościom pisarskim autorki. Kocham jej pióro i sposób, w jaki przenosi nas do innego świata. Tym razem była to Karolina Południowa z lat 60. XX w. Miasteczko Tiburon żyło nie tylko na kartach powieści, ale i w mojej głowie, gdy o nim czytałam. Czułam zapach pasieki i wszechobecny miód. Widziałam różowy dom, gdzie mieszkały bohaterki. Wszystko kreowało się w mojej wyobraźni bardzo łatwo i w najdokładniejszych szczegółach. Z czytaniem samej historii jest podobnie, jak było z Czarnymi skrzydłami. Nie można z nią gonić i pochłonąć w kilka godzin. Takimi powieściami się po prostu delektuje i przeżywa każde wydarzenie w spokoju. Bardzo podobało mi się też zamieszczenie na początku każdego rozdziału cytatu z książek o pszczelastwie, które odzwierciedlały samą akcję, Przy okazji miałam okazję dowiedzieć się czegoś o tej dziedzinie.

Piękny w tej książce jest również fakt, że wypełniona jest nadzieją. Nadzieją na lepszą przyszłość, na to, że wszystko może się kiedyś ułożyć. Pokazuje, że choć teraz jest źle, że choć dręczą nas nasze własne demony, to nic nie jest jeszcze przesądzone i każdy z nas może znaleźć swoje szczęście. I choć przez to książka staje się momentami lekko przewidywalna, a szczęśliwe zakończenie jest z góry przesądzone, to właśnie w takiej formie staje się najdoskonalsza i właśnie z takiego obrotu wydarzeń cieszymy się najbardziej. 

Gdybym miała się do czegoś przyczepić, byłaby to kult Czarnej Madonny w łańcuchach. Zgadzam się z twierdzeniem, które pojawiło się w powieści, że każdy potrzebuje takiego Boga, z którym może się utożsamiać, jednak przeszkadzały mi formy kultu, sprawowane przez bohaterki - smarowanie figury miodem czy własne obrządki. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że momentami przypominało to sektę, którym, jako osoba wierząca, mówię stanowcze nie!

Mimo to Sekretne życie pszczół to kolejna książka autorki, którą pokochałam całym sercem. I chcę przeczytać zdecydowanie więcej jej powieści! Ważne tematy, świetne wykonanie i historia, która zostawia ślad w pamięci. O takich książkach trzeba mówić i trzeba je czytać!

Moja ocena: 8/10

Sue Monk Kidd, Sekretne życie pszczół/The Secret Life of Bees, str. 347, Kraków, 2015

Za możliwość przeczytania Sekretnego życia pszczół serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!




Read more ...

Czarne skrzydła - Sue Monk Kidd

17.2.15

Musisz zrozumieć, którym końcem igły chcesz być. Tym przywiązanym do nici czy tym, który przebija tkaninę.

Niewolnictwo to temat, który boli. Boli przyznanie się do faktu, że jeszcze w XIX wieku, a nie w starożytności, było zjawiskiem powszechnym w Stanach Zjednoczonych. Równie bardzo boli czytanie o takiej sytuacji i pogodzenie się z zaściankowym sposobem myślenia ówczesnych ludzi. Tym bardziej należą się hołdy dla autorki, że postanowiła poruszyć ten temat.

Sara Grimke pochodzi z bogatej rodziny w Karolinie Południowej. Na jedenaste urodziny dostaje swoją własną niewolnicę. Nie chce jednak takiego prezentu. Nie godzi się z możliwością posiadania drugiego człowieka. Dziewczynka ma niecodzienne marzenia - chce zostać prawnikiem, podobnie jak ojciec i bracia. Kiedy dowiaduje się, że jako kobieta, nie będzie mogła go zrealizować, jej świat rozpada się. Te wydarzenia będą miały wielki wpływ na jej późniejsze życie. Przyjaźń z niewolnicą Szelmą i niecodziennie bliska wieź z siostrą Niną pokierują losem Sary w sposób, którego nikt by się nie spodziewał.

Autorka w swej powieści poruszyła kilka bardzo ważnych tematów. Nie tylko niewolnictwo i segregacja rasowa mają tu coś do powiedzenia, choć to one odgrywają pierwsze skrzypce. Autorka włożyła wiele pracy, aby zobrazować tę sytuację jak najrealniej. Pokazała różne jej aspekty i różne poglądy, które się kształtowały. Widać, że nie chciała poruszać jedynie losu głównych bohaterkek, ale i dotknąć problemu znacznie szerzej. Pani Kidd poświęciła też czas sytuacji kobiet w tamtym czasie i ich próbom dążenia do równouprawnia. W jej powieści znajdziemy także problemy dojrzewania, zawiedzione dziecięce marzenia, jak i chęć walki o siebie i zachowanie swojej osobowości. 

Narracja powieści prowadzona jest przez dwie osoby - Sarę i Szelmę. Dzięki temu mamy możliwość poznawania historii zarówno z punktu widzenia osoby, która walczy, jak i tej, o którą się walczy. Wolnej i uciśnionej. Sprawiało to, że historia stawała się o wiele ciekawsza. Mieliśmy też okazję obserwować wiele różnych wątków, których jedna narratorka wprowadzić by nie mogła. Autorka zdecydowanie wie, jak stworzyć pasjonującą powieść. Nie czytałam jej jednak z zapartym tchem. Ale wyjaśnijmy coś sobie. To nie jest książka, którą powinno się tak czytać. To książka, którą się delektuje. Podziwia historię, zastanawia nad nią i coś z niej wyciąga. Autorka opisuje życie dwóch kobiet, które czasem pędzi galopem, czasem wolno kroczy. Ani na chwilę jednak nie nudzi. Dodatkowy zachwyt nad książką pojawił się u mnie kiedy przeczytałam dodatek od autorki na końcu powieści. Dowiedziałam się, że Sara i jej siostra Nina były postaciami autentycznymi. Ich dom istniał naprawdę i wiele faktów z życia naprawdę się wydarzyło. To sprawiło, że podziwiam je nie jak wymyślone postaci, ale prawdziwych ludzi, z których powinno się brać przykład.

Czarne skrzydła to książka, o której zdecydowanie powinno być o wiele głośniej. Pokazuje piękną, nieraz niezwykle okrutną historię. Porusza ważne tematy, a co więcej, zostawia ślad w pamięci. Więcej takich powieści poproszę!

Może i ciałem jestem niewolnicą, ale nie umysłem. Z tobą jest na odwrót.

Moja ocena: 8/10

Sue Monk Kidd, Czarne skrzydła/The Invention of Wings, str. 472, Wyd. Literackie, Kraków, 2014

Za możliwość przeczytania Czarnych skrzydeł serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!




Read more ...

Wszechświat kontra Alex Woods - Gavin Extence

5.1.15

Czasami przypadek i okoliczności wydają się potwornie nieuczciwe, ale my musimy się dostosować. Bo tylko to nam zostaje.

Życie Alexa Woodsa zmienia się diametralnie w momencie, gdy przez dach jego łazienki przebija się meteoryt i uderza go w głowę. Dziesięcioletni chłopiec zapada w śpiączkę, a po wybudzeniu się zdaje sobie sprawę, że stał się gwiazdą tabloidów. Wypadek pociąga za sobą inne wydarzenia, które wpływają na życie Alexa - od padaczki po zainteresowanie meteorytami. To jednak poznanie pana Petersona odmieni jego światopogląd i doprowadzi do złapania go na granicy przewożącego ludzkie prochy.

Jeżeli miałabym opisać tę książkę jednym słowem postawiłabym na piękna. Nie tylko ten przymiotnik wchodziłyby w grę. Zastanawiałabym się też nad mądra, inteligentna, dowcipna, wzruszająca, ale ogólny przekaz i sposób, w jaki on do nas dociera, zasługują właśnie na takie określenie. Autor tą powieścią naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Już pierwszy rozdział, kiedy bohater zostaje zatrzymany na granicy i przewieziony na posterunek, rozbudza naszą ciekawość i zmusza do dalszego czytania. Potem mamy okazję przyjrzeć się bliżej życiu Alexa pełnego zbiegów okoliczności i niespotykanych zdarzeń. Sam Alex jest postacią bardzo charakterystyczną. To szczery do bólu chłopak, niespotykanie uczciwy, ale też aspołeczny. Właśnie taki zdobywa największą sympatię, a fakt, że historia opowiedziana jest z jego punkty widzenia jeszcze bardziej zbliża do niego czytelnika.

Autor w swojej powieści zawarł kilka bardzo ważnych tematów. Poruszył motyw eutanazji, samotności, choroby i oczywiście przyjaźni. Przekazał to wszystko w sposób niezwykle mądry i pełen wrażliwości. Czytając jego książkę nie sposób uniknąć momentów zastanowienia. Lekturze towarzyszy śmiech przez łzy, które płyną samoczynnie. Powtarzałam już kilka razy, że ja naprawdę rzadko płaczę, a przy książkach czy filmach zdarza się to już sporadycznie. Przy tej powieści nie mogłam jednak powstrzymać wybuchu łez na koniec. Emocje kotłowały się we mnie juz od początku, a na koniec wręcz błagały o jakieś ujście. Dopracowanie w każdym szczególe treści stworzyło dzieło niezwykle ciekawe, pełne emocji i przesłania na przyszłość. Jednym słowem idealne.

Wszechświat kontra Alex Woods to książka taka, jak powinna być. Perfekcyjna w każdym zdaniu, zdumiewająca z każdym kolejnym rozdziałem. Tematyka sprawi, że spodoba się nie tylko nastolatkom, ale też i starszym czytelnikom, a przesłanie wryje się w pamięć na bardzo długi czas! 

Moja ocena: 9/10

Gavin Extence, Wszechświat konta Alex Woods/The Universe Versus Alex Woods, str. 418, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2014

Za możliwość przeczytania książki Wszechświat kontra Alex Woods serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu! 


Read more ...

Miniaturzystka - Jessie Burton

21.12.14

Nie wiem, jak rozpocząć tę recenzję. Nie wiem, od czego zacząć, żeby dokładnie w najmniejszych szczegółach oddać to, jakie perypetie miałam z tą książką i jakie emocje we mnie wywołała. Przybliżę Wam może najpierw fabułę.

Opowieść zaczyna się w momencie, gdy Petronella Oortman przybywa do domu dopiero co poślubionego męża - Johannesa Brandta. Mężczyzna, jako kupiec, może zapewnić jej życie, jakiego nie mogła zaznać na wsi. W domu zamiast męża wita ją jednak jego surowa siostra, Marin, śmiała służąca, Cornelia i ciemnoskóry sługa, Otto. Gotowa na podjęcie życia żony Nella musi pogodzić się z wielokrotnym odrzuceniem. W prezencie ślubnym Johannes ofiaruje jej miniaturę ich domu. Zadaniem Nelli jest umeblowanie go. Dziewczyna rozpoczyna znajomość z tajemniczym miniaturzystą, który otworzy wiele drzwi prowadzących do rodzinnych tajemnic.

Muszę przyznać, że początkowo bardzo trudno było mi się wgryźć w czytaną opowieść. Jakoś nie mogłam poczuć ducha epoki, historia mało mnie ciekawiła, a momentami wydawała mi się wręcz infantylna. Na szczęście jestem świadoma moich częstych problemów, jakie mam rozpoczynając lektury, dlatego też mało sobie robiłam z tych początkowych trudności. I oczywiście moje przewidywania się sprawdziły, bo potem wybuchłam bombą zachwytu. Na początek muszę pochwalić właśnie umieszczenie akcji pod koniec XVII wieku. Ten wiek to dla mnie prawdziwa zmora. Gdybyście mnie teraz zapytali o jakikolwiek, najprostszy fakt z tego czasu, nie odpowiedziałabym Wam kompletnie nic. Tak, wiem, że matura w maju. Dlatego też cieszę się, że dzięki Jessie Burton mogłam poznać ludzką mentalność tamtego okresu, dowiedzieć się kilku ważnych faktów i ujrzeć Holandię XVII-ego wieku. Autorka przedstawiła nam istotę małżeństwa, pogoń za szczęściem i prawdziwym sobą, poruszyła kwestię marzeń i miłości oraz walkę o bliskich. Piękne połączenie.

Kolejny wielki plus należy się za tę historię, która tak mnie początkowo nudziła. Jestem po prostu oszalała z zachwytu faktem, jak autorka połączyła wszystkie tajemnice. Początkowa monotonia zamieniła się w zdumiewającą liczbę zaskoczeń, a ta niby prosta akcja przerodziła się w tak zaplątaną fabułę, że po prostu brak mi słów. I teraz muszę publicznie wyznać autorce miłość, bo dzięki niej mogłam doświadczyć wielokrotnych momentów zachwytów. Do tego jej piękny język. Pani Burton genialnie nakreśliła opowiadaną historię i pozostawiła przed czytelnikiem malownicze opisy. Trzeba przyznać, że jej urokliwy styl doskonale komponuje się z tematyką. Książka wzbogacona jest też w słowniczek, krótkie porównanie zarobków pod koniec XVII wieku w Amsterdamie oraz przykładowe wydatki przeciętnej osoby. Przyznajcie sami, takie dodatki zawsze udoskonalają książkę i pokazują wkład pracy autora.

Nie można też zapomnieć o bohaterach. Zacznijmy od głównej postaci - Nell, której metamorfozę dokładnie widać na kartach powieści. Daje mi to kolejny powód do uwielbiania autorki. Potem Marin, której złożoności wciąż nie mogę się nadziwić. Jest to z pewnością jedna z bardziej charakterystycznych postaci. Kobieta tajemnica, którą kocha się mimo chłodu, jaki ofiarowywała. Dalej Johannes, czyli czarna owca całej historii. Człowiek, który musiał mierzyć się z ludzką mentalnością i zaściankowym myśleniem. Mężczyzna, który popełnił wiele błędów, ale też był ofiarą błędów innych. Kolejny powód, dla którego ta historia tak bardzo wybija się ponad przeciętność. Oczywiście trzeba też wspomnieć o naszej tytułowej miniaturzystce. Kobiecie, która skrywała jeszcze więcej tajemnic, niż Marin i była paliwem, które napędzało całą tę opowieść.

Jestem po prostu zachwycona historią, którą miałam okazję przeczytać. Na okładce znajdziemy fragment opinii autorki "Zanim zasnę", mówiący, że książka należy do tych, które przypominają nam, dlaczego zakochaliśmy się w czytaniu. Podpisuję się pod tym. Tej książki po prostu nie mogłam nie pokochać!

Moja ocena: 9/10

Jessie Burton, Miniaturzystka/The Miniaturist, str. 453, Literackie, Kraków, 2014

Za możliwość przeczytania Miniaturzystki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu! 

Read more ...

Lato w Jagódce - Katarzyna Michalak

7.8.13


Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Lato w Jagódce
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 281
Moja ocena: 7/10, 4+/6







Każdy z nas wiele chce od życia. U praktycznie każdego w tych pragnieniach pojawia się jedna rzecz - szczęście. Wszyscy chcieliby czuć się spełnieni, robić to, co kochają, odnaleźć akceptację i uznanie innych. Sprowadza się to właśnie do szczęścia w życiu. Nie zawsze łatwo jest je osiągnąć. Nieraz na naszej drodze znajdują się przeszkody, które ciężko przeskoczyć, chciałoby się jednak wierzyć, że wszystko jest realne. Takim pozytywnym nastawieniem może wypełnić nas książka Katarzyny Michalak ,,Lato w Jagódce".

Autorkę tę zna chyba każdy. Utożsamiana jest z jedną z lepszych polskich pisarek. Zadebiutowała w 2007 r. powieścią fantasy ,,Gra o Ferrin". Dla pisania porzuciła pracę weterynarza. Od tamtej pory zdobyła morze fanów. Zachęcana Waszymi wychwalającymi recenzjami, co do jej książek, postanowiłam w końcu sięgnąć po jedną z nich.

W ,,Lecie w Jagódce" poznajemy Gabrysię - dziewczynę porzuconą niedługo po urodzeniu na wycieraczce pewnej kobiety. Postanowiła ona ją przygarnąć i od tamtego czasu obdarowywała miłością i zapewniła szczęśliwe dzieciństwo. Dziewczyna, mimo braku urody i jednej krótszej nogi stara się wieść normalne życie. Pewnego dnia, Gabrysia dostanie szansę na zmianę i bycie tym, o kim marzy. Nieprawdopodobne wypadki sprawią, że  uwierzy w siebie, spełni marzenia i co najważniejsze, osiągnie szczęście.

,,Lato w Jagódce", jak sam tytuł wskazuje jest pozycją idealną na wakacje. Napisana jest bardzo lekko i obrazowo, czyli w sposób, jaki najlepiej przyswaja się czytelnikowi w te upalne dni. Pani Michalak potrafi bardzo łatwo wprowadzić w wykreowany przez siebie świat. Świat o wiele lepszy od rzeczywistego, w którym czeka nas wiele dobra i szczęśliwe zakończenie. Naprawdę bardzo łatwo można zżyć się z bohaterami, przeżywać razem z nimi szczęścia i niepowodzenia. Autorka porusza ważne sprawy, takie jak na przykład niepełnosprawność. Pokazuje, że można cieszyć się z rzeczy najprostszych, a nie zawsze wymagać za wiele. Dzięki temu odkryłam, dlaczego tak wiele osób zachwala autorkę. Jej książki nie są o niczym! Nawet jeżeli dominuje wszechogarniające szczęście, to między nie wplecione są ważne prawdy, które możemy wyciągnąć.

Rzeczą, która mnie denerwowała było właśnie to szczęście. Fajnie jest o nim czytać, jednak gdy jest go za dużo, może się przyjeść. Tu tak było, nic tylko lukier z czekoladą przez cały czas. Historia była naprawdę bardzo ciekawa, a mogłabym ją pokochać jeszcze bardziej, gdyby nie to, że każde działanie kończyło się powodzeniem. Zero potknięć, czy trudnej drogi do przebycia. Może to i dobrze, ale miałam wrażenie, że książka od drugiej połowy przyjęła formę jednego, długiego szczęśliwego zakończenia.

W ,,Lecie w Jagódce" mamy całą gamę bohaterów. Główna postać - Gabriela, to osoba niepełnosprawna, jednak pokazująca nam, jak należy korzystać z życia i wykorzystywać nawet małe rzeczy, aby być szczęśliwym. Jak najbardziej mogłam ją zrozumiem i wczuć się w jej sytuację. Nie zawsze podobały mi się jej wybory, ale co tam, ja to nie ona. Poznajemy także inne, ciekawe osoby, jak chociażby Milenę, totalne przeciwieństwo Gabrysi. Liczy się dla niej jedynie kariera i zrobi dla niej wszystko, nawet za cenę szczęścia. To nie wszyscy bohaterowie naturalnie. Będzie ich dużo, uwierzcie mi, a każdy z nich Was oczaruje.

,,Lato w Jagódce" nie zachwyciło mnie szczególnie, ale też nie rozczarowało. Pewne rzeczy uniemożliwiały mi po prostu całkowitą radość z lektury. Mimo wszystko czytało się świetnie. Świat przedstawiony zachwyca i bardzo łatwo można do niego wejść. Książka z pewnością spodoba się fanom twórczości autorki, a także i tym, którzy szukają idealnej książki na wakacje, bo takie przedłużone szczęśliwe zakończenie, jak najbardziej tu pasuje. Ja tymczasem wierzę, a nawet jestem pewna, że po przeczytaniu innych tworów Katarzyny Michalak pokocham je, jak i samą autorkę całym sercem.


Read more ...