Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty

Friends (1994-2004)

24.1.16

Friends. Kto nie słyszał o tym serialu? Kto nie oglądał choć jednego odcinka? Myślę, że nie ma takiej osoby. Ta kultowa produkcja na dobre zagościła w kulturze i stała się symbolem przełomu wieków. Przed tym, jak cztery miesiące temu zaczęłam swoją przygodę z tym serialem, oglądałam dosłownie parę odcinków i to całkiem przypadkowo. Nie sądziłam, że mogę pokochać jakiś serial komediowy aż tak bardzo. Jak bardzo się myliłam!

Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać fabuły. Szóstka przyjaciół, którzy mieszkają i pracują Nowym Jorku. Problemy, które ma każdy z nas: praca, rodzina, randki. Właśnie te uniwersalne tematy były jednym z powodów, dzięki któremu serial stał się tak uwielbianą produkcją. Bo Friends to nie tylko komedia. To liczne momenty wzruszeń, to ciekawy scenariusz, to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, która jednoczy i sprawia, że na sercu robi się ciepło.

grafika friends, tv show, and f.r.i.e.n.d.s

Bo geniusz Przyjaciół tkwi w szczegółach. W kawie w Central Perk, w perfekcjonizmie Monici, dinozaurach Rossa i "Oh My God!" Janice. Cały ten świat wykreowany przez Davida Crane'a i Martę Kauffman po prostu czaruje widza. Podnosi na duchu każdym pojedynczym gestem i drobnym słowem. Nie można nie pokochać tej szóstki i idei, że zawsze, w każdej nawet najtrudniejszej sytuacji ktoś będzie stał za nami murem i nam pomoże. Serial pokazuje, że w życiu wszystko jest możliwe i choć czasem coś idzie nie po naszej myśli, ostatecznie i tak skończy się dobrze. Obrazuje, że w życiu są rzeczy, dla których warto walczyć, a najważniejsze, by robić to, co się kocha. Jest oczywiście wątek komediowy, za który uwielbiam ten serial. Wielokrotnie śmiałam się do łez. Dzięki Friendsom najgorszy nawet dzień, nagle stawał się całkiem znośny. Nie spotkałam jeszcze produkcji, która poprawiałaby mi humor tak szybko i tak bardzo. Do tego dochodzi świetnie napisany scenariusz. Nie wiem, czy obejrzałabym całe 10 sezonów, jeżeli byłaby to zwykła produkcja komediowa. W tym wypadku byłam ciekawa życia bohaterów, ich codziennych problemów i przyszłościowych decyzji. Ich życie utożsamiamy z naszym i nagle wszystko staje się o wiele bardziej kolorowe i łatwe. 

Całość wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby nie bohaterowie. Każdy tutaj jest inny i każdego
pokochałam szczerą miłością. Monicę i jej pedanterię, szaleństwo Phoebe, wdzięk Rachel, humor Chandlera, zafiskowanie na punkcie dinozaurów Rossa i sielankowe podejście do życia Joey'a . Razem tworzą wspaniałą galerię osobowości. Ich relacje śledzimy z wypiekami na twarzy. Bo, jak można się spodziewać, tworzą się między nimi związki, a relacje stale zmieniają. Małe zdarzenie sprawia, że z jednego obejrzanego odcinka robią się nagle 3, a potem nie wiedzieć kiedy, już jest 2 w nocy. 

Nie żałuję, że poznałam ten serial dopiero teraz. Wiem bowiem, że będę do niego wracała jeszcze nie raz! Nie spotkałam bowiem produkcji, która lepiej poprawiałaby mi humor. Która sprawiałaby, że od razu barometr mojego samopoczucia skacze w górę o kilkanaście stopni. To po prostu geniusz, który powinniśmy podziwiać i się z niego cieszyć. Mogłabym pisać o nim jeszcze długo i opisywać każdy drobny szczegół. Wystarczy jednak, że moja przygoda z tym ponadczasowym serialem w tej drobnej formie została tutaj udokumentowana.

grafika friends, monica, and chandler

Moja ocena: 10/10

Wy też uwielbiacie Przyjaciół? A może dopiero zamierzacie rozpocząć oglądanie?

Read more ...

Sherlock i upiorna panna młoda

18.1.16

Sherlock BBC to już produkcja kultowa. Obok tego serialu nie można przejść obojętnie. Nie można nie zachwycić się geniuszem detali, inteligencją i urokiem, który dostajemy w każdej sekundzie oglądania. Fakt, że na nowy sezon trzeba czekać długie lata (dosłownie!) jest katorgą dla milionów fanów na całym świecie. Dlatego też wiadomość o powstaniu odcinka specjalnego została tak entuzjastycznie przez wszystkich przyjęta. Akcja jednak nie toczy się tutaj w XXI w. Twórcy postanowili przenieść nas do magicznego XIX w. i przedstawić nam historię upiornej panny młodej. Upiornej, bowiem panna młoda jest trupem. Trupem, który popełnia kolejne mordy. Ta sprawa nie do rozwiązania pociągnie za sobą więcej, niż mogło się wydawać.

Pewna sprzeczność pojawiła się we mnie, kiedy dowiedziałam się o planach na powstanie Sherlocka i upiornej panny młodej Z jednej strony była euforia, no bo przecież to nowy odcinek w oczekiwaniu na kolejny sezon. Z drugiej jednak strony średnio przypadł mi do gustu fakt, że będzie to produkcja oderwana od dobrze nam znanej rzeczywistości i niemająca nic wspólnego z właściwą akcją. Steven Moffat i Mark Gatiss bardzo sprytnie i niezwykle szybko usunęli moje obawy. Od pierwszej sekundy zostałam porwana do świata tej alternatywnej wersji. I do samego końca towarzyszył mi uśmiech, zdziwienie i zachwyt tymi genialnymi pomysłami. Przeniesienie akcji do przeszłości, nie okazało się tak strasznym doświadczeniem, jak początkowo myślałam. Co więcej, zobaczenie dobrze znanych postaci w innej wersji było prawdziwą ucztą dla oka! Choć nie czytałam jeszcze opowiadań Doyle'a, to właśnie tak wyobrażam sobie klimat jego historii. Pełen mroku, a zarazem magii przeszłości.

Przyznaję się! Tak, jestem winna! Pozwoliłam twórcom się oszukać. Dałam się nabrać na ich zabawę, którą przygotowali dla widzów. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy poznałam prawdziwe oblicze tego odcinka. Odcinka, który swą konwencją doskonale nadawał się do XIX w., a jednak odchodził od niego drastycznie. Wtedy zrozumiałam, że ta produkcja jest niezastąpiona i nieporównywalna z żadną inną, którą widziałam do tej pory. Każdy aspekt został zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Kostiumy, scenografia, gra aktorska. Wszystko miało swoje miejsce. Nie można też było nie zachwycić się duetem Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana. To po prostu kunszt aktorski w najczystszej formie! Popis, który chciałoby się puszczać sobie co pół godziny i przypominać sobie, że doskonałe rzeczy się zdarzają.

Zdaję sobie sprawę, że opinie o tym odcinku są dwojakie. Ja zdecydowanie należę do grupy, którą on zachwycił. Teraz oczekiwanie na kolejny sezon będzie jeszcze trudniejsze. Jeżeli Sherlock wciąż przed Wami, to najwyższy czas, żeby nadrobić zaległości. Kiedy już obejrzycie trzy sezony, sięgnijcie po odcinek specjalny. Dopiero wtedy docenicie jego geniusz!
Read more ...

Seriale: Sense8 (2015)

23.8.15

Jestem uzależniona od seriali. Trzeba to otwarcie przyznać. Zawsze muszę mieć coś, co mogę włączyć, kiedy najdzie mnie ochota. Coś, dla czego mogę zarwać kilka godzin w nocy i co mogę poznawać w hurtowych ilościach odcinków. Taki maraton oglądania jest najlepszy, a zrozumie to tylko ten, kto sam jest od nich uzależniony. Ostatnio mój nałóg spotkał na swej drodze nową produkcję Netflixa - Sense8 - i postanowił, że znowu pożeruje sobie na moim wolnym czasie.

Serial opowiada o ośmiu osobach z różnych krańców świata. Są oni ze sobą parapsychicznie połączeni. Mogą odczuwać swoje emocje, rozmawiać ze sobą bez żadnych urządzeń telekomunikacyjnych, a nawet dzielić się swoimi umiejętnościami i doświadczeniem. Każdy z bohaterów ma jakąś historię do opowiedzenia i problemy, z którymi musi się zmierzyć. Razem muszą także walczyć z organizacją, która uważa ich za zagrożenie dla ludzkości.



Sense8 to prawdziwa galeria osobowości i to właśnie jest w nim najlepsze. Ósemka naszych bohaterów pochodzi z różnych regionów świata, dzięki czemu możemy poznać ich kulturę i mentalność. Mamy policjanta z Chicago, DJ-kę z Londynu, kierowcę z Nairobi, panią chemik z Mumbaju, bizneswoman z Seulu, hakerkę z San Francisco, aktora z Meksyku i złodzieja z Berlina. Jak widzicie prawdziwy przekrój przez kulę ziemską. Każdy z bohaterów chce się wysunąć na pierwszy plan, każdy chce opowiedzieć swoja historię. Dzięki temu dostajemy mnogość przeróżnych wątków, a każdy chciałoby się czym prędzej zgłębić. Przy bohaterach muszę też wspomnieć o tych, którzy się w nich wcielali. Obsada jest naprawdę genialna. Żadnego z aktorów nie znałam wcześniej, ale w tym przypadku, to jak najbardziej dobra sytuacja. Na myśl nie przychodziły mi inne produkcje z ich udziałem i widziałam tylko bohaterów, których odgrywali. A odgrywali ich świetnie!

Akcja serialu nie rusza z kopyta od samego początku. Kilka pierwszych odcinków to takie zapoznanie się z bohaterami. Spacerek przez kulę ziemską i poszczególne historie. Dopiero mniej więcej od połowy zostajemy wciągnięci w wir "kolejnego odcinka". Ale nie myślcie, że na początku jest nudno! Życie bohaterów jest tak ciekawe, że ogląda się je z czystą przyjemnością i chce oglądać dalej, żeby znowu do nich zajrzeć. Choć akcja nie pędzi na początku, to i tak nie ma mowy o jakiejkolwiek nudzie. A kiedy już zacznie pędzić... Wtedy najważniejszy staje się kolejny odcinek. Fakt, że Sense8 opowiada o ludziach z różnych krańców świata, podoba mi się jeszcze z innego powodu. Chodzi właśnie o to, że bohaterowie są z różnych krańców świata. Wielokrotnie możemy oglądać piękne kadry i podziwiać uroki różnych krajów. Moja dusza się raduje! 



Ta produkcja nie spodoba się wszystkim. Wiele w niej kontrowersyjnych scen, które, przyznajmy to szczerze, niektórych mogą razić. Rodzeństwo Wachowskich ma także bardzo otwarte podejście do homoseksualizmu. Uważam jednak, że takie produkcje uczą tolerancji i otwierają oczy na pewne społeczne problemy. Twórcy świetnie przedstawiają emocje. Uwrażliwiają na wiele spraw. Wszystko to sprawia, że od serialu jeszcze bardziej nie można się oderwać. W Sense8 bardzo ważne miejsce odgrywa wątek paranormalny. W pierwszym sezonie jego natura została nam tylko naświetlona. Myślę, że wszystko rozwinie się dopiero później. Muszę jednak przyznać, że o takim połączeniu ludzi jeszcze nie słyszałam, także ta innowacyjność to kolejny powód, który przemawia za Sense8. 

Nie ukrywam, że Sense8 to kolejna produkcja, która bardzo szybko stała się moją ulubioną. A jeżeli obserwujecie mojego bloga, wiecie, że trochę już ich mam. Nie zmienia to faktu, że serial Wachowskich zasługuje na znacznie większy rozgłos. Bo nie powiela schematów. Bo pokazuje coś innego. Rzadko spotykanego, ale jak świetnego! To naprawdę kawał dobrej roboty. Polecam gorąco!




Moja ocena: 9/10

Znajdziecie mnie też na:

Read more ...

Seriale: The 100 (2014)

17.6.15

Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo możemy polubić daną rzecz. Serial w tym przypadku. Myślimy, że będzie takim lekkim przerywnikiem, czymś na zabicie czasu, po czym uświadamiamy sobie, że z przerywnika w oczekiwaniu na faworytów stał się kolejnym ulubieńcem. Właśnie tak było ze mną i The 100 - produkcją na podstawie książki Kass Morgan.

Ostatnio nie oglądam wielu fantastycznych seriali. Stawiam na nieco bardziej realne i prawdopodobne pozycje. Dlatego do The 100 nie podchodziłam z wielką ochotą od samego początku. Kiedy jednak rozpocząwszy najdłuższe wakacje w moim życiu, szukałam czegoś nowego do pooglądania i zobaczyłam trailer tej produkcji, wiedziałam, że MUSZĘ ją poznać. Wojna nuklearna zniszczyła życie na ziemi. Niektórym jednak udało się przetrwać dzięki możliwości dalszej egzystencji na statku kosmicznym - Arce. Po 97 lata stu młodocianych przestępców zostaje wysłanych na ziemię, aby sprawdzić, czy jest zdatna do kolonizacji. Jak się można spodziewać, życie na ziemi, mimo że możliwe, nie będzie wcale proste, a sama Arka stanie przed wieloma problemami i masą trudnych decyzji. Zaciekawieni?


W tym wypadku akcja jest czymś za co uwielbiam ten serial najbardziej. Nawet nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie. Okropnie mnie korci, żeby opisać każdy najdrobniejszy szczegół i pokazać Wam, jak bardzo ta produkcja jest absorbująca, ale nie chcę psuć nikomu radości z oglądania. Wierzcie mi, kiedy już zaczniecie, nie będziecie mogli przestać. Bohaterowie w każdym odcinku stają przed życiowymi wyborami, muszą walczyć o przetrwanie, próbować uratować siebie i przyjaciół. A cena często jest bardzo wysoka. Choć brzmi to banalnie, w praktyce wcale takie nie jest. Wielokrotnie przychodzi moment, w którym zastanawiamy się, co my byśmy zrobili na ich miejscu, jak byśmy się zachowali... 


W fabule można by znaleźć kilka niespójnych momentów. Skonstruowanie społeczności czy inne organizacyjne kwestie budzą pewne zastanowienie. Ale mimo, że zdajemy sobie sprawę, że wykreowanie świata mogło by być lepsze, to i tak zachwycamy się nim i jesteśmy w 100% zaangażowani we wszystko, co przygotowali twórcy. Sama tematyka życia w kosmosie była już poruszana wcześniej i odbiorcy podchodzą do niej raczej z dystansem. To przecież takie nierealna, prawda? I może nie znajdziemy w The 100 jakichś ważnych tematów albo życiowych problemów, ale to nie taki serial, w którym powinniśmy ich szukać. Tutaj należy dać się wciągnąć do fantastycznego świata, zapomnieć o szarej codzienności i przenieść się w kosmiczne przestrzenie.

Nie powiem, że The 100 to arcydzieło. Zarówno tematyka, wykonanie, jak i samo aktorstwo pozostawiają jednak trochę do życzenia, żeby tę produkcję można nazwać perełką. Ale mimo tych niedociągnięć serial wciąga, jak żaden inny. Absorbuje najmniejszą cząstkę uwagi, nie pozwala myśleć o niczym innym i sprawia, że magicznym sposobem zapominamy o wszystkich wadach i widzimy tylko zalety. I nie wiedzieć kiedy całe dwa dostępne sezony nagle stają się obejrzane, a my znów nie mamy nic do oglądania.


Moja ocena: 7/10

Znajdziecie mnie też na:






Read more ...

Jak zepsuć dobry serial?

12.5.15
1. Podkop jego istotę. 



Bo przecież trzeba eksperymentować. Wychodzić na przeciw stereotypom, szukać nowych połączeń, burzyć fundamenty i wywracać wszystko do góry nogami. Po co być w porządku wobec widza? Nie opłaca się. Najlepiej dokop się do samego źródła. Znajdź motyw, który ustaliłeś na początku za oś całej produkcji i zburz go! Zaskoczysz i zabijesz wiarę w sens całości. Wzbudzisz wątpliwości i sprawisz, że wszystko, czym przyciągnąłeś fanów wcześniej, stanie się nieważne, Uwierz mi, jednym takim posunięciem naprawdę można zepsuć wszystko i sprawić, że dobre wspomnienia magicznym sposobem wyblakną. Tylko pamiętaj, znajdź ten motyw, który każdy uważa za najważniejszy i nie do ruszenia!

2. Wsyp wszystkie możliwe wątki, jakie znasz i wymieszaj.



Czym więcej, tym lepiej, przecież doskonale o tym wiesz. Niech poniesie Cię wyobraźnia! Na pewno jesteś w stanie wpaść na wiele pomysłów. I choć na pierwszy rzut oka może Ci się wydawać, że nie zdadzą one egzaminu, nie przejmuj się! Wszystko się nada. Dziwne jest teraz w modzie. Nieprawdopodobieństwa to to, czego potrzebujesz. Nagromadź tyle rzeczy, ile tylko możesz, dopraw idiotyzmami i wymieszaj ze sobą. Niestrawność u widza gwarantowana! Niech na Twej drodze nie stanie też fakt, że dany bohater wiele już przeszedł. Może przejść jeszcze więcej, uwierz mi. Takiej mieszanki nawet największy twardziel nie wytrzyma!

3. Przetrzymuj na siłę.



Zakończeń nikt przecież nie lubi! Dlatego spokojnie możesz o nich zapomnieć. Najlepiej tkwijmy w rozwinięciu cały czas. Taka nieskończoność to coś, co zapewni Ci gwarancję sukcesu. Tylko pamiętaj, żeby powtarzać wciąż te same wątki i wałkować każdy temat ciągle na nowo! Zapomnij też o logice i jakimkolwiek prawdopodobieństwie. Nie są w zupełności potrzebne! Najlepiej też mieszaj realizm z fantastyką. Będziesz mieć od razu dwie konwencje w jednej. A kiedy już tkwiąc w rozwinięciu, wykreślisz ze swojego słownika słowo "sens", wtedy nawet największy fan nie pozostanie Ci wierny. Zamiast odejść w dobrym stylu, można odejść, zbierając z ziemi okruchy godności, pamiętaj!  

Zapraszam też na:
Read more ...

Seriale: Chasing Life (2014)

30.3.15


Mnogość seriali pozwala nam obecnie na wybranie takiego, który swoją tematyką najbardziej wpasowuje się w nasze gusta. Możemy wybierać z przeróżnych paranormalnych produkcji, sci-fi czy medycznych. Możemy postawić na historię, która nie miałaby prawa się zdarzyć w realnych świecie albo na taką, która zachwyca swoją prawdziwością. Właśnie takim tworem jest Chasing Life.

Główną bohaterką jest tutaj April Carver - młoda dziennikarka. Stara się ona ze wszystkich sił realizować w swojej wymarzonej pracy i dostać awans. Podczas pracy nad jednym z materiałów przypadkowo dowiaduje się, że jest chora na białaczkę. Teraz będzie musiała przestawić się na tryb ,,rak" i przeprogramować całe swoje życie.


Przed napisaniem tej recenzji zastanawiałam się, dlaczego tak właściwie tak bardzo pokochałam ten serial. Znalazłam całkiem sporo powodów, które oddzielnie nie robią powalającego wrażenia, ale złożone w całość tworzą produkcję, która jest po prostu cudowna! Ktoś mógłby powiedzieć, że z opisu fabuły wieje banalność, a tematyka była już wielokrotnie poruszana. Pewnie i byłaby to prawda. Ale nie byłoby prawdą stwierdzenie, że serial jest podobny do innych. Fakt, to kolejna produkcja o raku, ale ukazuje ona chorobę w zupełnie inny sposób. Nie ma tu koloryzowania czy kreowania z chorych bohaterów. Historia osób, które są tu ukazane, równie dobrze mogłaby przytrafić się nam. Ich zachowania są do bólu prawdziwe i właśnie ta prawdziwość tak uderza.

Przekłada się to także na fabułę. W Chasing Life, oprócz raka, znajdziemy też inne wątki. Mamy rodzinne tajemnice, zdradę, homoseksualizm, pracę w redakcji. Wszystko to toczy się swoim naturalnym torem. Ani przez chwilę nie czuje się, jakby akcja była przedłużana na siłę. Często zdarza się, ze twórcy chcą koniecznie zaszokować czymś odbiorcę, żeby przykuć ich do odbiorników. Tu tego nie ma. Nie ma, bo ani przez chwilę nie jest to potrzebne. Samo życie i jego problemy jest w stanie tak zaszokować, że nic innego nie jest już potrzebne. Wielokrotnie mówiłam, że nie wzruszam się łatwo. Podtrzymuję to nadal. Taka już ze mnie osoba, nie będę chlipała o byle pierdołę. Nie zliczę jednak, ile razy płakałam, oglądając Chasing Life. Chyba fakt, że przez ten serial tak bardzo przemawia samo życie, sprawia, że nieustannie się wzruszam. Bo widzę, że cała sytuacja mogłaby spotkać i mnie. Że mogłabym znaleźć się na miejscu April i musieć stawić czoła temu wszystkiego, z czym ona tak dzielnie sobie radzi. A nie wiem, jak zachowałabym się na jej miejscu.


Kocham też twórców za każdy najmniejszy szczegół codzienności. Już pomijam fakt, że April jest dziennikarką, a to mój wymarzony zawód od praktycznie zawsze i jakoś za każdym razem przypadają mi do gustu produkcje, które dzieją się w dziennikarskim świecie. Uwielbiam Chasing Life za rodzinne ciepło, które jest tu tak ważnym tematem. Za bohaterów, z którymi się niewyobrażalnie zżyłam. Mamy oczywiście dwóch mężczyzn, którzy kręcą się w życiu April - Dominica i Leo. Musiałam o nich nie wspomnieć, bo zostali stworzeni w taki sposób, że nie sposób się w nich nie zakochać.

Chasing Life to kolejny serial, który dołączył do grona moich ulubionych. Jego prawdziwość porusza najczulsze struny, a wykreowany świat sprawia, że oglądając, czujemy się jak w domu. Ja będę niecierpliwie czekała na nowe odcinki, a Was oczywiście gorąco zachęcam do oglądania!



Moja ocena: 9/10

Znajdziecie mnie też na:

Read more ...

Seriale: Orange Is the New Black

14.9.14

Jeżeli śledzicie mnie na Facebooku, zauważyliście pewnie, że w te wakacje poznałam parę genialnych seriali. O jednym z nich mogliście już czytać tutaj. Dzisiaj pragnę przedstawić Wam kolejny. Na Orange Is the New Black natknęłam się całkiem przypadkowo. Nie byłam od razu do niego przekonana. Fabuła nie wydała mi się wielce ciekawa, więzienne dramaty mało mnie pociągały, a sam zwiastun jakoś nie wywarł na mnie wrażenia. Kiedy jednak skończyłam genialny twór z Tatianą Maslany - Orphan Black - i żaden inny serial nie wciągał mnie specjalnie, postanowiłam w końcu obejrzeć pierwszy odcinek tej produkcji.

Serial powstał na podstawie książki Piper Kerman, w której autorka spisała swoje wspomnienia z pobytu w więzieniu. W serialu wciela się w nią Taylor Schilling. W młodości kobieta wdała się w lesbijski związek z dilerką narkotyków. Przez jej namowy postanowiła, tylko jeden raz, przewieźć pieniądze ze sprzedaży narkotyków przez granice. Po niemal dziesięciu latach sprawa wychodzi na jaw, a Piper zostaje skazana. Musi porzucić swoje luksusowe życie, dobrą pracę i narzeczonego, aby odsiedzieć piętnastomiesięczny wyrok. W więzieniu kobieta jest zmuszona przewartościować swoje priorytety i nauczyć się przetrwać.

Fabuła nie okazała się tak nudna, jak myślałam. Co więcej, pochłonęła mnie całkowicie. Jeden odcinek trwa od 50 do 60 minut, a moja uwaga nawet przez chwilę nie uciekała do innych spraw. Te więzienne dramaty, które tak mało mnie ciekawiły, okazały się strzałem w dziesiątkę. Twórcy poświęcili wiele uwagi sprawom psychologicznym bohaterek, temu, jak zmienia się ich życie w więzieniu, jak taki pobyt wpływa na ich resocjalizację i jak odbywa się dostosowanie do nowych warunków. Widzimy to na przykładzie Piper, ale też i innych osadzonych. Ten serial bowiem nie skupia się tylko na problemach i perypetiach głównej bohaterki. Mamy tu swego rodzaju spacer z różnorodnymi charakterami. Dawno nie widziałam takiego przekroju osobowości, to pewne. Każda więźniarka ma swoją historię, prezentuje jakiś problem, porusza niecierpiący zwłoki wątek. Dlatego więc dostajemy tu takie tematy jak rasizm, homoseksualizm, walka o władzę, odrzucenie, rolę pieniądza i całą masę innych problemów o podłożu psychologicznym.


Na uwagę zasługuje fakt, że wśród reżyserów znalazła się Jodie Foster, którą naprawdę niezwykle cenię. Twórcy zadbali, aby całość wciągała uwagę w stu procentach. W każdym odcinku możemy oglądać historię jednej z bohaterek. Dzięki temu poznajemy je bardziej, możemy zgłębiać ich psychikę i zaczynamy rozumieć ich wybory i zachowania. Teraźniejsza fabuła połączona jest kilkoma wątkami, które śledzi się z najwyższym zainteresowaniem. Mamy związek strażnika z więźniarką, perypetie objęcia władzy w kuchni czy historię samej Piper, która zespala wszystko. Wykształcona, przyzwyczajona do luksusowego życia kobieta ma niemałe trudności z przyzwyczajeniem się do więziennej codzienności. Sprawę komplikuje fakt, że spotyka tam swoją byłą partnerkę, a emocje odżywają. Nigdy nie spodziewałam się, że będę z chęcią śledzić związek między dwiema kobietami, ale tutaj rzeczywiście tak było. Wciągnęłam się i z niecierpliwością czekałam na dalszy bieg wydarzeń. Trzeba też wspomnieć o całym morzu humoru, który szczerze bawi. Co do samej więziennej codzienności, to nie wiem, jak dokładnie ona wygląda, ale w Orange Is the New Black czasem przypominała mi ona plac zabaw. Pojawiło się całkiem sporo absurdów, ale jeżeli mam być szczera, to mało mnie one obchodziły. Fabuła rekompensowała mi te drobne nieścisłości.


W tym serialu nie znajdziemy znanej, dobrze już wcześniej wypróbowanej obsady. Wiele tu nowych, rozwijających się twarzy. Nie znaczy to wcale, że produkcja na tym ucierpiała. Tak naprawdę nie mogę znaleźć choćby jednej osoby, która nie wywiązałaby się ze swej roli. Każdy daje z siebie wszystko, co najlepsze, oddaje osobowość postaci i tworzy zupełnie nowy, niespotykany charakter. Myślę nawet, że bardziej popularni aktorzy mogliby zaburzyć cały obraz. Właśnie tu możemy znaleźć świetny przykład tego, że warto stawiać na młodych aktorów. Osobiście jestem po prostu urzeczona Uzo Aduba, która wciela się w rolę "Szalonookiej" Suzanne, Taryn Manning, jako Pennsatucky, czy chociażby posiadającą niewyczerpane pokłady uroku osobistego Laurą Prepon, odgrywającą Alex.

Faktem, który doskonale przedstawia stopień geniuszu Orange Is the New Black jest to, że stał się lepiej oglądany, niż dzieło stacji House of Cards. Ja śmiało mogę stwierdzać, że jeżeli nie dałabym mu na początku szansy i dalej zwlekała z obejrzeniem go, straciłabym bardzo wiele. Teraz stał się jedną z moich ulubionych produkcji i naprawdę nie wiem, jak wytrzymam do premiery kolejnego sezonu w czerwcu. Moja opinia chyba doskonale świadczy o tym, że serial gorąco Wam polecam! Tylko może poczekajcie z oglądaniem go do czerwca, kiedy od razu będzie czekał na Was trzeci sezon, żeby nie musieć cierpieć do tego czasu takich katuszy, jak ja teraz.


Moja ocena: 9/10 

PS Zapraszam na niedawno założonego Instagrama, gdzie będziecie mogli być bardziej na bieżąco z tym, co się u mnie dzieje. :)
Read more ...

Seriale: Orphan Black

16.7.14

Kiedy pod koniec czerwca nadrobiłam najbardziej naglące serialowe zaległości, zaczęłam szukać czegoś nowego, bo to przecież grzech, żeby w wakacje nie mieć, czego oglądać. Sama już nie wiem, gdzie się natknęłam na Orphan Black, ale wiem na pewno, że przed moimi poszukiwaniami nie kojarzyłam tego serialu. Do rozpoczęcia oglądania przekonał mnie trailer. Pewnie już wiecie, że na jednym odcinku się nie skończyło.

Akcja rozpoczyna się, gdy Sarah Manning po długiej nieobecności wraca do domu i nieoczekiwanie staje się świadkiem samobójstwa pewnej kobiety. Kiedy okazuje się, że kobieta wyglądała tak, jak ona, Sarah postanawia przejąć jej tożsamość, aby ograbić ją z pieniędzy. Nie zdaje sobie sprawy, że ten mały przekręt zmieni całe jej życie. Szokująca prawda, którą odkryje, pociągnie ją w sam środek niebezpieczeństw.

Zastanawiacie się może, czemu pokochałam aż tak bardzo akurat Orphan Black, skoro jest tyle innych seriali. Powodów jest sporo. Choćby sama mroczna akcja. Lubię tajemnice, zagadki do rozwiązania i chwile grozy, a tutaj jest tego pełno. Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele z fabuły, bo mogłoby to wpłynąć na Waszą radość z oglądania, ale możecie mi wierzyć, że wielokrotnie musiałam powtórnie oglądać niektóre momenty, żeby upewnić się, że stało się właśnie to, co się stało. Nie wiem, czy mogłabym wymienić drugi taki serial, w którym dzieje się tak wiele tylko w jednym odcinku. Orphan Black to swego rodzaju bomba, która zasypuje nas wydarzeniami. Scenariusz jest napisany naprawdę świetnie. Nie ma tu kręcenia, zmyślania i pisania na siłę. Wszystko trzyma się kupy i widać, że jest z góry przemyślane. Każdy poprowadzony wątek ciekawi. Trzeba wspomnieć o tych miłosnych, bowiem w innych produkcjach da się zauważyć, że kiedy nie dzieje się nic szczególnego, twórcy skupiają się na romansach. Tutaj przedstawione są one w sposób bardzo subtelny, z pewnym szacunkiem, a pierwsze skrzypce odgrywa sama akcja.


Osobny akapit należy się dla humoru. Gdyby nie on, mogłoby być sztywno, zbyt groźnie, a z pewnością serial nie miałby tej duszy, którą oczywiście ma. Nie da się oglądać Orphan Black nie wybuchając przy tym śmiechem. Głośnym, niepohamowanym wybuchem radości. Codzienne i te niecodzienne sytuacje rozwiązywane są tu z dużym dystansem i za to właśnie kocham ten serial. Niektóre sytuacje są tak absurdalne, że chociaż wypadałoby zachować powagę, twórcy zmuszają nas do śmiechu i choć może to nieodpowiednie, my właśnie to robimy.

Składam głębokie pokłony dla Tatiany Maslany. To, jaką pracę ta aktorka tutaj wykonuje, nie można nazwać niczym innym, niż objawem geniuszu. Muszę ujawnić pewien aspekt fabuły, żeby wyjaśnić ten fakt, więc musicie mi wybaczyć. Tatiana w Orphan Black wciela się w kilka różnych postaci, a mówiąc kilka mam na myśli dziewięć. Każda z nich jest inna. Dla każdej zarezerwowany jest inny sposób chodzenia, mówienia, inny akcent, inna mimika twarzy. Wielokrotnie oglądając, łapałam się na tym, że nie mam do czynienia z kilkoma aktorkami, a tylko z jedną. Już to właśnie może potwierdzać, jak wielką pracę Tatiana tu wykonuje.

Choć Orphan Black to głównie show Tatiany mamy też innych wartych uwagi aktorów. Choćby Jordana Gavarisa w roli Felixa. Uwielbiam go za humor, gotowość do pomocy i po prostu dla samego faktu, że jest. Mamy też przystojniaka w osobie Paula (Dylan Bruce), który wbrew pozorom nie jest tylko po to, żeby wyglądać. Mamy tajemniczą Panią S (Maria Doyle Kennedy) i przeuroczą Kirę (Skyler Wexler). Każdy odgrywa swoją rolę najlepiej, jak potrafi, dzięki czemu sprawia, że serial staje się jeszcze lepszy.


Często tak jest, że jeżeli coś jest za bardzo wychwalane, to rodzą się zbyt wygórowane oczekiwania i dla nas to coś, nie jest już takie dobre. Myślę, że w tym wypadku oczekiwania zostaną spełnione. Dla mnie Orphan Black to nowo odkryte serialowe mistrzostwo. Jest tu wszystko, czego szukałam, dlatego te dwadzieścia odcinków obejrzałam w przerażająco szybkim tempie. Teraz pozostaje mi tylko czekać na sezon trzeci. Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani, włącznie pierwszy odcinek. Jestem niemal pewna, że tak jak w moim przypadku, tylko na jednym się nie skończy.

Moja ocena: 10/10

Orphan Black, twórcy: John Fawcett, Graeme Manson, 2013
Read more ...

Nowa serialowa miłość - Revenge

25.1.14

Parę miesięcy temu spotkałam się z małą serialową dziurą. Zimowe przerwy w emisji i skończenie Plotkary sprawiło, że nagle nie miałam co oglądać. Takiego stanu rzeczy znieść się nie da, więc musiałam sobie coś szybko znaleźć. Pomysłów było wiele, zdecydować ciężko, ale w końcu padło na Revenge. Opis brzmiał całkiem nieźle, a wszystkie pochwały jeszcze bardziej mnie zachęcały. Takim sposobem, odcinek po odcinku coraz bardziej zatracałam się w świecie bogatych, sławnych i skłonnych do zemsty ludzi.

W Hamptons - miasteczku opływającym w sławę i luksus pojawia się nowa dziewczyna. Emily szybko staje się częścią życia mieszkańców i zaciekawia sobą syna jednej z najsławniejszych tamtejszych rodzin. Nie jest ona jednak taka, jak wszyscy myślą. Ma ukryty cel, który konsekwentnie będzie wykonywać. Dawno temu, jej ojca spotkało coś strasznego, właśnie przez to miejsce i tych ludzi. Do Emily należy teraz zadanie pomszczenia go.

Pierwszą rzeczą, która sprawiła, że tak bardzo pokochałam ten serial jest sama fabuła. W latach 90-tych pewni bogaci ludzie, aby chronić siebie, na więzienie skazali niewinnego człowieka. Po latach jego córka wraca, aby zemścić się na wszystkich tych, którzy zniszczyli życie jej ojcu. Brzmi dość interesująco, czyż nie? Muszę przyznać, że pierwsze odcinki jakoś mnie nie wciągnęły, a to za sprawą łatwości, z jaką Emily się wszystko udawało. Jeden odcinek równał się wyeliminowaniu jednej osoby. Trochę to było za szybko, jak dla mnie i sądziłam, że do końca sezonu zabraknie osób do zemsty. Potem nastąpił wstrząs, coraz to nowe intrygi, powiązania, sojusze i spiski. Przepadłam i kolejne odcinki pochłaniałam w zastraszającym tempie. Scenariusz jest tutaj bardzo dobrze napisany. Każdy sezon zapowiada jakieś ważne wydarzenie, początkowe odcinki to jakby przygotowanie do niego, potem wielkie bum, kiedy dowiadujemy się, o co chodziło i następnie odcinki ukazujące konsekwencje tamtego zdarzenia. Wszystko umieszczone jest w świecie bogatych ludzi, co stwarza możliwość do coraz to nowych intryg i tajemnic. 

:)

Do tego niezwykle barwni bohaterowie. Nolan (Gabriel Mann) zdecydowanie staje się moim ulubieńcem wśród bohaterów. Geniusz, którego największym marzeniem jest posiadanie przyjaciół. Zakręcony, ale i wrażliwy. KOCHAM GO całym sercem! Główna bohaterka Emily/Amanda (Emily VanCamp) również zyskała moją wielką sympatię. Musiała naprawdę wiele znieść, a siła jaką dysponuje starczyłaby dla całego tuzina kobiet. Ta dwójka to tylko początek tych, którzy się tu wyróżniają i mają coś do powiedzenia. Są jeszcze oczywiście Vistoria, Conrad, Daniel, Jack czy pojawiający się w drugim sezonie Aiden. Ach, Aiden! Problem w Revenge polega na tym, że nie wiemy, komu możemy ufać, kto okaże się lojalny, a kto niekoniecznie. Wszystko to sprawia, że naprawdę nie można odejść od ekranu i przestać oglądać.

Będąc jeden odcinek od bycia na bieżąco mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że serial należy do moich ulubionych. Drugi sezon był co prawdy gorszy od pierwszego (trzeciego nie mogę w pełni ocenić, bo wciąż trwa), ale nie na tyle zły, żeby przestać oglądać. Klimat, fabuła i bohaterowie jak najbardziej przemawiają za tym, żeby dać Revenge szansę. Mnie ten serial pochłonął bez reszty i z pewnością będę niecierpliwie czekać na kolejne odcinki! Jeżeli szukacie czegoś porywającego do obejrzenia, Revenge sprawdzi się jak najbardziej. Polecam, polecam, polecam!

Moja ocena: 9/10
Read more ...