Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty

Wybrani - C.J.Daughetry

25.5.15

Welcome to the jungle, welcome to the Cimmeria Academy!


Wybrani to dla mnie taka książka widmo. Zainteresowała mnie, już kiedy usłyszałam o planach na wydanie jej w Polsce. Wiedziałam wtedy, że koniecznie będę musiała ją przeczytać. Książka została wydana, zaczęły pojawiać się pierwsze pozytywne recenzje, ale mnie jakoś zaczęło być z nią nie po drodze. Potem kolejne tomy, nieustająca fala zachwytów, a ja wciąż nieuświadomiona, choć bardzo chętna, żeby poznać jej sekret. Aż w końcu nadszedł dzień ostatnich Targów Książki w Krakowie. Spotkałam autorkę, kupiłam książkę, lecz wciąż odkładałam przeczytanie. Na wszystko musi przyjść pora, więc i na moje przeczytanie Wybranych. Czy jednak takie odkładanie wyszło mi na dobre?

Główna bohaterka - Allie, to dziewczyna, która wciąż przeżywa tragiczne wydarzenia z przeszłości i nadal przechodzi fazę buntu. Kiedy trzeci raz w ciągu roku zostaje aresztowana, rodzice postanawiają coś tym zrobić. Decydują o wysłaniu jej do szkoły daleko od domu, o której nawet nigdy nie słyszała. Jak czytelnicy się mogli spodziewać, nie będzie to zwykła szkoła z internatem a niespodziewane wydarzenia szybką zniszczą początkową sielankę.

Akcja książki dzieje się właśnie w szkole z internatem. Wielokrotnie mieliśmy już okazję o tym czytać, ale temat ten chyba nigdy się nie znudzi. W internatach jest coś takiego, co sprawia, że chce się o nich czytać i w nich być. Ja nie jestem wyjątkiem. Akademia Cimmeria jednak to nie taka zwykła placówka oświatowa. Mogą się w niej uczyć tylko wybrańcy z uprzywilejowanych rodzin. Lecz nie to jest takie wyjątkowe. Szkoła osnuta jest wieloma tajemnicami, czasami radykalnymi zasadami i niespotykanymi regułami funkcjonowania. Nie wiadomo, komu ufać, kto mówi prawdę, a kto nie. Całość ta tworzy wyjątkowy klimat i gęsią skórkę przez cały proces czytania.

Muszę przyznać, że cała ta aura tajemniczości, jeżeli czytamy o niej z boku, może się wydać lekko sztampowa. Bo ileż to już razy byliśmy przekonywani takimi opisami? Ileż to razy próbowano przykuć naszą uwagę podobnymi sformułowaniami? Sama mam już dość podobnych frazesów, bo często mało one mają wspólnego z prawdziwą fabułą. Tym razem jest jednak inaczej! Autorka postarała się, żeby sprostać zapowiedziom i zagwarantować czytelnikowi moc rozrywek. Fabuła trzyma w napięciu od początku do końca, a barwny język sprawia, że od książki nie sposób się oderwać. Lubię takie opowieści, które pochłaniają mój czas i zmuszają do czytania kolejnych stron, a Wybrani właśnie tacy byli. Widać na pierwszy rzut oka, że autorka przemyślała całość. Powoli odsłaniała kolejne wątki, aby zmusić czytelnika do dedukcji i zastanawiania się nad tajemnicą, która wciąż pozostaje nieodkryta.

Nie wszystko jednak mi się podobało. Mimo zalet, są i wady. Książka w wielu momentach była niestety bardzo przewidywalna. Wiele ważnych dla fabuły wydarzeń, według mnie, zostały potraktowane po macoszemu. Chętnie przeczytałabym o wielu rzeczach nieco więcej. Czasem miałam wrażenie, że autorka odhacza z listy rzeczy do opisania i szybko przechodzi dalej. Raziła mnie też naiwność bohaterów. Nie mogło się również obyć bez miłosnego trójkąta. Choć nie był on tak denerwujący, jak w innych przypadkach, jednak był.

 Wybrani, mimo wad, to bardzo przyjemna i warta uwagi pozycja. Wyjątkowy klimat, skrywana zagadka i świat, do którego będzie chciało się wracać to rzeczy, które znajdziecie w środku. Kilka godzin przyjemnego spędzenia czasu gwarantowane! C.J. Daughetry stworzyła tajemnicę, którą ja zdecydowanie będę chciała poznać w kolejnych tomach!

Moja ocena: 7/10

C.J. Daughetry, Wybrani/Night School, str.432, Wydawnictwo Otwarte, Kraków, 2013 


Read more ...

Szukając Kopciuszka - Colleen Hoover

18.3.15


Kojarzycie scenę z filmu The Holiday, w której emerytowany reżyser mówi do Kate Winslet, że w życiu są główne bohaterki i przyjaciółki i poucza ją, żeby nie zachowywała się jak przyjaciółka? W Hopeless i Losing Hope poznaliśmy Six właśnie jako przyjaciółkę i powierniczkę głównej bohaterki - Sky. Colleen Hoover pokazuje jednak, że każdy odgrywa pierwsze skrzypce we własnym życiu i kreuje z Six piękną główną bohaterkę.

Każdy z nas zna historię o Kopciuszku. Pokazuje ona to, co tak piękne w baśniach - że każde marzenie może się spełnić, dobro zawsze zwycięży, a piękno czeka na nas tuż za rogiem. Taką współczesną historią o Kopciuszku jest właśnie Finding Cinderella, o czym sugeruje nam sam tytuł. Pod uwagę wzięci są tym razem najlepsi przyjaciele bohaterów znanych nam z Hopeless i Losing Hope. Autorka pokazuje, jak krótka chwila w szkolnym schowku zmienia życie bohaterów na zawsze. Choć początkowo nie było im dane być razem, to jednak los postanowił mimo wszystko ich połączyć. Colleen Hoover przybliża relacje między tym dwojgiem i między śmiechem a łzami pokazuje, że każdy zasługuje na szczęście.

Lekkość i doskonałość piórka Hoover już wielokrotnie ustalaliśmy. Istnieje jednak taka niepisana zasada, że dodatki czy uzupełnienia do serii nie dorównują samej serii. Niestety w tym przypadku nie będzie inaczej, bo genialnemu Hopeless naprawdę ciężko dorównać. Szukając Kopciuszka nie jest jednak jednym z tych dodatków, który spokojnie mógłby nie powstać. Wywołuje bowiem uśmiech już od pierwszej strony. Spotkanie w schowku ani przez chwilę nie było przerysowane czy denerwujące. Choć takie pseudo romantyczne momenty często mnie wkurzają, to tu na szczęście tak nie było. Co więcej, pomysł autorki naprawdę mi się spodobał. Potem niestety pojawił się problem, który popsuł efekt już w Losing Hope. Chodzi mi o wszechobecny lukier, którym związek bohaterów aż ociekał. W pewnych momentach można sobie było spokojnie darować te wszystkie zachwyty. 

Szukając Kopciuszka, podobnie jak inne książki autorki, nie mogło zostać pozbawione trudnych tematów. Choć bomba emocjonalna nie jest tak wielka, jak poprzednimi razy, to i tak nie można przejść przez lekturę bez momentów na zastanowienie. Ważny aspekt stanowią tu pozory. O Six krążyło wiele opinii i pewnie też część była prawdą. Pozory mają jednak to do siebie, że często nie chce nam się przyjrzeć im bliżej i odkryć prawdę. Tak było właśnie z Six. Pod przykrywką wyluzowania ta dziewczyna skrywała wiele tajemnic, a fakt, że poradziła sobie z nimi sama, wzbudza wielki podziw. 

Na atrakcyjność Szukając Kopciuszka wpływa fakt, że narratorem jest tutaj Daniel. Poznaliśmy go, jako niezwykle zabawnego i pełnego dystansu do siebie i świata chłopaka. Takie podejście udziela się czytelnikowi i sprawia, że książkę czyta się niezwykle lekko i szybko. W Losing Hope niestety nie mogliśmy się dowiedzieć wielu faktów z dalszego życia bohaterów. Rekompensuje nam to Szukając Kopciuszka, która to historia dzieje się nieco później, niż wydarzenia z poprzednich książek. Sky i Holder nie są teraz na pierwszym planie, ale fakt, że pojawiają się gdzieś w tle i mamy okazję obserwować ich życie z boku, może być prawdziwą gratką dla fanów - ja byłam zachwycona. 

Choć Szukając Kopciuszka nie zachwyca tak, jak poprzednie autorki z tymi bohaterami, to z pewnością stanowi bardzo przyjemną opowieść, którą czyta się z pełnym zaangażowaniem i nieodłącznym uśmiechem na ustach. Historia Six i Daniela, podobnie jak w przypadku Kopciuszka, pokazuje, że szczęście czeka na każdego z nas i z pewnością wcześniej czy później nas znajdzie. 

Moja ocena: 7/10

Colleen Hoover, Szukając Kopciuszka/Finding Cinderella, Otwarte, Kraków, 2015
Read more ...

Losing Hope - Colleen Hoover

22.2.15

Po genialnym Hopeless nie mogłam otrząsnąć się z emocji. Autorka rozbiła moje serce na drobne kawałeczki i potem pozostawiła z koniecznością pozbierania ich znowu do kupy. Nie było łatwo. Kiedy jednak dowiedziałam się, że na polskim rynku zostanie wydana kontynuacja powieści, wiedziałam, że będę ją musiała jak najszybciej przeczytać. Losing Hope to w zasadzie nie kontynuacja, ale ta sama historia opowiedziana z punktu widzenia Holdera. Pokazuje nowe spojrzenie na całość i przybliża niektóre fakty. 

Z reguły nie lubię za nadto wgłębiać się w opisy książek. Czytam oczywiście opisy nowo wydawanych pozycji, ale jeżeli chodzi o kolejne części, to unikam tego, jak ognia. Nie chcę bowiem zaserwować sobie jakiegoś soczystego spojleru i potem przez to cierpieć. Nie wgłębiałam się też zanadto w tematykę Losing Hope. Wiedziałam, że będzie to kontynuacja z punktu widzenia Holdera. Nic ponadto. Dlatego, gdy przyszło co do czego, zirytowałam się nieco na sposób reklamowania tej powieści, bo kontynuacji tu w sumie żadnej nie ma. Jest to świetne uzupełnienie serii, ale nie kontynuacja. 

Autorka pokazuje nam fakty z Hopeless, które przedstawione z punkty widzenia Holdera, nabierają nowego sensu. Po przeczytaniu książki widzę, jak niepełna byłaby ta historia, bez uzupełnienia jej przeżyciami naszego męskiego bohatera. Dopiero teraz, wszystko jest przedstawione w odpowiedni sposób, bez niedopowiedzeń i niewyjaśnionych kwestii. Obawiałam się trochę, że książka będzie mnie nudzić, bo już przecież znam tę historię. Tak się na szczęście nie stało. A co więcej, przeżywałam ją na nowo. I na nowo zakochiwałam się w każdym słowie, które autorka postanowiła przelać na papier. Na nowo czułam też ból, który towarzyszył bohaterom. Trudne tematy nie mogły tu zostać pominięte. Colleen Hoover przedstawiła wiele tragedii i pociągnęła tym za najczulsze struny czytelników. Bardzo podobały mi się też listy Holdera do siostry. Przybliżały one więź, która ich łączyła i podkreślały ból po stracie. Naprawdę bardzo trafiony zabieg. Jeżeli chodzi o bohaterów, to ze względu na narrację, postać Holdera zostaje nam przybliżona znacznie bardziej, niż w Hopeless. Nie da się nie docenić jego wrażliwości i nie cierpieć razem z nim. Jeżeli chodzi o jego związek ze Sky, to podobnie jak poprzednio jest pełen fajerwerków. Muszę napisać jednak, że ta słodycz i uwielbienie, którą Holder prezentował, momentami zaczęła mnie irytować. Niestety.

Losing Hope to doskonałe dopełnienie Hopeless. Obie pozycje po prostu nie istnieją bez siebie. Nie muszę więc chyba pisać, że każdy kto czytał Hopeless, powinien czym prędzej sięgnąć i po Losing Hope. A tym, którym historia jest nieznana powiem po prostu: przeczytajcie ją! Przeczytajcie, aby zmiażdżyła Wam serce, bo dla takich opowieści warto je znów składać w całość!

Moja ocena: 8/10

Colleen Hoover, Losing Hope, str. 355, Otwarte, Kraków, 2015
Read more ...

Julia. Trzy tajemnice - Tahereh Mafi

14.12.14

Seria o Julce i jej przygodach wielokrotnie przewijała się już na tym blogu. Kiedy w czerwcu przeczytałam ostatnią część trylogii, bardzo trudno było mi się z nią pożegnać. Na szczęście Wydawnictwo Otwarte postanowiło wydać nowelki do serii, dzięki czemu wielu fanów, w tym ja, miało okazję na ponowne spotkanie z genialnym piórem autorki.

Nowelki to już jednak nie kolejny tom serii. Akcja nie kroczy do przodu, nie pokazuje nowych wydarzeń. W książce znajdziemy uzupełnienie tego, co już miało miejsce. Zdarzenia przedstawione są z innych punktów widzenia niż dotychczas - Warnera i Adama. W pierwszej nowelce narratorem jest właśnie Warner, który przybliża wydarzenia, które działy się pomiędzy pierwszym a drugim tomem. W drugiej nowelce Adam przedstawia akcję pomiędzy drugą a trzecią częścią. 

Fakt, że są to krótkie nowelki, a nie kolejna książki autorki widać na każdym kroku. Objawia się to chociażby w języku, który pozbawiony jest typowej dla pisarki zabawy słowem, czy chociażby dopasowywania ustawienia wyrazów do danej sytuacji. Autorka ma już chyba taką nadprzyrodzoną zdolność do pięknego pisania, więc i te opowiadania zostały napisane niezwykle chwytliwe, bardzo przystępnie dla czytelnika. Nie ukrywam jednak, że brakowało mi stylu typowego chociażby dla części drugiej. Jako, że opowiadania mają na celu uzupełnienie znanej akcji, a nie kreowanie nowej, mało rzeczy zaskakiwało. Więcej uwagi zostało poświęconej bohaterom.

Właśnie dzięki Destroy Me Warner zyskał nową twarz. Wiecie pewnie, że jak bardzo uwielbiam tego bohatera, dlatego też wydarzenia z jego punktu widzenia czytało mi się po prostu genialnie. Jego osobowość mogliśmy stopniowo odkrywam przez trzy tomy serii, ale w całości poznajemy go chyba dopiero tutaj. Jako narrator przedstawia przed czytelnikiem wszystkie zakamarki swojej duszy i sprawia, że niewieście serca zaczynają go kochać jeszcze bardziej. Zupełnie inaczej sytuacja ma się z Adamem, będącym narratorem Fracture Me. Podczas gdy wcześniej udawało mi się jeszcze jakoś hamować z moją niechęcią do niego, teraz już zapałałam czystą nienawiścią. Egoizm i fałsz bił od niego na kilometr i to właśnie tak bardzo nie pozwalało mi czytać drugiej nowelki w spokoju. Może nawet bym mu współczuła, bo cała sytuacja bardzo się na nim odbiła i zmieniła go zdecydowanie na niekorzyść, ale cóż, jakoś nie potrafię być dzisiaj taka miłosierna. Na koniec możemy poznać Dziennik Julii, o którym już wielokrotnie była mowa. Ci, którzy czytali serię, wiedzą, jak piękne potrafią być przemyślenia głównej bohaterki. Teraz jest okazja, aby przeczytać ich więcej.

Nie da się ukryć, że nowelki to nie to samo, co genialna seria. Nie zachwycają już tak bardzo, ani nie wyrywają serca, jak to miało miejsce poprzednio. Bardzo dobrze jednak sprawdzają się w roli uzupełnienia znanych wydarzeń. Dla wszystkich fanów serii będzie to z pewnością świetne kolejne spotkanie.

Moja ocena: 7/10

Tahereh Mafi, Julia. Trzy tajemnice/Unite Me, str. 199, Otwarte/Moondrive, Kraków, 2014
Read more ...

Hopeless - Colleen Hoover

9.7.14


Są takie lektury, które na pierwszy rzut oka niepozorne, potem wstrząsają nami do głębi. O Hopeless było głośno już na długo przed premierą. Przyznaję, że właśnie ten szum popchnął mnie do sięgnięcia po książkę Colleen Hoover. Początkowo obawiałam się, że może fanów jest już zbyt wiele i ja nie dołączę do ich grona. Szybko jednak przekonałam się, że moje obawy są bezpodstawne.

New Adult spotykamy ostatnio na każdym kroku. Trudna przeszłość, wielka miłość - zbyt wiele do tłumaczenia tu nie ma. W Hopeless też mamy ten schemat. Dwójka nastolatków - Sky i Holder - ze złą reputacją. Kiedy się poznają, już wtedy kłopoty można wyczuć w powietrzu. Wspólnie spędzony czas sprawia, że coraz bardziej zbliżają się do siebie. Połączy ich wielka miłość, a odkryte fakty z przeszłości będą miały drastyczny wpływ na ich życie.

Ustalmy coś na początku. Hopeless to NIE JEST kolejny błahy romans. To też NIE JEST kolejne takie samo New Adult. Mamy tu wszystkie potrzebne cechy, które mogą zapowiadać przeciętną historię, ale już po kilku stronach czytelnik zdaje sobie sprawę, że wcale taką nie będzie. Całość niesie za sobą tak olbrzymie emocje, że aż nie można tego wyrazić słowami. Od pierwszej do ostatniej strony doświadczyłam gamy różnych przeżyć, od dobrych po złe. Byłam wielokrotnie wściekła na autorkę, że postanowiła przed bohaterami takie kłody, ale też wdzięczna, że postanowiła ominąć je w taki sposób. Zakochałam się w przedstawionym uczuciu, ale też serce mi się krajało, kiedy czytałam o bólu. Rozwiązując kwestię romansu, trzeba szczerze przyznać, że w przypadku Sky i Holdera to nie jest jakieś cukierkowe uczucie. Ich relacja jest delikatna, subtelna i na swój sposób magiczna, ale od cukierkowości dzieli ją olbrzymi ból, obok którego czytelnik nie może przejść obojętnie.

Podobał mi się pomysł z systematycznym powracaniem do przeszłości w snach. Choć przez to domyśliłam się bardzo szybko, co jest grane, to jednak fakt ten pozwolił mi inaczej spojrzeć na zachowanie bohaterów. Jestem pod olbrzymim wrażeniem całego konspektu książki, który sprawia, że jest to na naprawdę dobra lektura. Jestem też pod wrażeniem małych gestów, prostych czynności i codzienności. Bo czytało się o tym świetnie! Do tego język autorki, który wywołał całe to uwielbienie i gamę przeżyć. Colleen Hoover przedstawiła tę pozycję w naprawdę świetny sposób, zaczarowała tłumy, a w tym mnie.

Pokochałam też całym sercem bohaterów. Zacznijmy od Sky, którą podziwiam za odwagę i współczuję jej tego, co musiała przejść. Lubiłabym ją i bez tego. Za to, jaka była i po prostu, bo tak! Może to świadczyć o tym, że spełniła rolę sympatycznej bohaterki. Holder to chłopak w stylu tych, w których możemy się zakochać, na pierwszy rzut oka zbyt idealny, żeby okazał się prawdziwy. Był też jednak bardzo złożoną postacią. Trudno go było rozgryźć i wytłumaczyć sobie jego zachowanie. Później to wszystko nabrało sensu oczywiście. Pokochałam też innych. Choćby Six czy Breckina. Byli bohaterami w rodzaju tych, których po prostu trzeba lubić. Wszystkie postaci stworzone przez autorkę mają tu jedną, ważną cechę - emanują prawdziwością. I za to ich uwielbiam!

Nie chcę zdradzać o Hopeless już nic więcej, niż to zrobiłam wcześniej. To po prostu jedna z tych książek, które trzeba przeczytać samemu i przeżyć opowiadaną w nich historię, bo wszelkie spoilery mogą tylko popsuć radość z lektury. Ja jestem ogromnie szczęśliwa, że ją poznałam, bo dawno żadna książka nie poruszyła mnie aż tak bardzo. Dawno nie czytałam lektury, z której emocje wylewały się dosłownie z każdej strony, a ja przy tym przeskakiwałam od radości do smutku. Przeczytajcie! Choćby z ciekawości, o co cały ten szum. Przekonacie się, że Hopeless to pozycja niezwykła!

Moja ocena: 10/10

Colleen Hoover, Hopeless, str. 377, Otwarte/Moondrive, 2014

Read more ...

Requiem - Lauren Oliver

29.6.14

Lauren Oliver trylogią Delirium zyskała sobie bardzo wielu fanów. Wizja świata, gdzie miłość jest chorobą, zaintrygowała i mnie. Dwa poprzednie tomy, choć może bez olbrzymiego zachwytu, zaliczyłam do udanych i wartych przeczytania. Z tego właśnie powodu bardzo chciałam w końcu poznać zakończenie tej historii. Zachęcona obejrzanym pierwszym odcinkiem serialu na podstawie serii, szybciutko sięgnęłam po stojącą na półce książkę. 

Ruch Oporu w Requiem jest coraz silniejszy, a rewolucja staje się nieunikniona. Odmieńcy nie są już abstrakcją, to teraz realne zagrożenie dla rządu. Lena, jako jednak z nich, staje w centrum wydarzeń, aby móc walczyć o prawo wyboru i miłość. Rozdarta wewnętrznie, będzie musiała zmierzyć się z wieloma własnymi demonami. Tymczasem Hana prowadzi spokojne życie w Portland. Wszystkie jej zajęcia podporządkowane są zbliżającemu się ślubowi z nowym burmistrzem. Czy jednak dziewczyna naprawdę tego chce?

Każdy chyba przyzna, że pomysł na tę serię jest naprawdę oryginalny i wart uwagi. Autorka świetnie wprowadziła nas w całość w Delirium, a potem dostarczyła całego morza emocji w Pandemonium. Chciałoby się więc, aby i zakończenie było na podobnym poziomie. Niestety dla mnie takie nie było. Niby odnaleźć tu można wszystkie elementy charakterystyczne dla Lauren Oliver, ale jednak coś nie zagrało. Nie było już tych samych emocji czy radości z czytania, co przy poprzednich częściach. Choć działo się sporo, to ja i tak czuję wielki niedosyt. Odniosłam wrażenie, że działania Odmieńców toczą się trochę bez ładu i składu. Najgorsze dla mnie było jednak zakończenie, które nie mówi w sumie nic o rozwiązaniu losów bohaterów. Tak jakby przewidziany był kolejny tom. Autorka z pewnością chciała zostawić wyobraźni czytelników pole do popisu, ale ja mimo wszystko chciałabym, żeby wyjaśniło się trochę więcej. Jak chociażby kwestie sercowe, sprawa Hany czy dalsze losy Odmieńców.

Podczas gdy w Pandemonium nie przypadł mi do gustu pomysł na podział fabuły na "Teraz" i "Wtedy", tak w Requiem opowiadanie historii na przemian przez Lenę i Hanę naprawdę pokochałam. Hana jest bardzo charyzmatyczną postacią i możliwość ujrzenia jej życia była tutaj naprawdę trafionym pomysłem. Muszę przyznać, że te rozdziały przypadały mi do gustu o wiele bardziej, niż te opowiadane przez Lenę. Była w nich pewna tajemnica i napięcie, które usprawniały czytanie. Zachowanie Leny w tym tomie naprawdę mnie męczyło. Choć dziewczyna przeszła olbrzymią przemianę i w poprzednich częściach naprawdę mi to u niej imponowało, to tutaj jednak jakoś straciło to dla mnie na znaczeniu. Podziwiam za to Hanę i to, co zrobiła na koniec. Oprócz pokierowania wydarzeniami w taki sposób, autorka nie zapomniała o charakterystycznym dla siebie stylu. Jej język jest bardzo charakterystyczny i ja osobiście lubię go naprawdę bardzo. Pełno tu metafor czy okazji do przemyśleń. Nie jest to jednak nachalne czy wymuszone, co bardzo się ceni. 

Tak pięknie ukazane wcześniej uczucia, w Requiem stały się dość nijakie. Wrogość Leny w stosunku do powstałego z martwych Alexa i odsunięcie się od Juliana nie wpływały na jakieś romantyczne momenty czy chwile wzruszeń. W sumie w ogóle ich nie było, także ci, którzy są zainteresowani rozwojem kwestii sercowych, niestety muszą spotkać się z rozczarowaniem. Na tym polu jest naprawdę mdło. Autorka skupiła się głównie na walce, a balansu między nią a miłością do Alexa i Juliana niestety zabrakło. I znów pojawia się sprawa zakończenia, bo nawet tam nie dowiadujemy się do kogo będzie należeć serce Leny.

Niestety Requiem okazało się dla mnie sporym rozczarowaniem. Zniknęła gdzieś atmosfera dwóch poprzednich tomów. Choć autorka zachowała charakterystyczne dla swego stylu elementy, to jednak od całości chciałoby się czegoś więcej. Na plus wpływać może bardzo piękne końcowe przesłanie, które jednak nie rekompensuje niedosytu. Mimo wszystko uważam, że jeżeli przeczytaliście pozostałe części, warto poznać i to nieudane zakończenie trylogii.

Moja ocena: 5/10

Lauren Oliver, Requiem, str. 390, Otwarte/Moondrive, Kraków 2013
Read more ...

Dar Julii - Tahereh Mafi

24.6.14



Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Dar Julii
Tytuł oryginału: Ignite Me
Seria: Dotyk Julii #3
Liczba stron: 383
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive





Magii serii Dotyk Julii pozwoliłam się uwieść, dopiero przeczytawszy tom drugi. Moje wygórowane oczekiwania co do pierwszej części nie zostały niestety zaspokojone, ale wartką akcją kolejnej odsłony serii autorka w pełni mi to zrekompensowała. Dlatego też czym prędzej postanowiłam sięgnąć po trzecią część.

W Darze Julii główna bohaterka przechodzi gruntowną przemianę. Wie już, czego chce. Wie, co musi zrobić. Zdaje się bowiem, że tylko ona jest odpowiednią osobą, aby pokonać Andersona. Po tym, jak Warner uratował jej życie, jest zmuszona, aby mu zaufać i zgodnie z jego początkowym zamiarem wyruszyć na podbój świata. Potrzebuje do tego jednak swoich przyjaciół. Jak będzie wyglądała współpraca tej grupy? Komu Julia powierzy swoje serce?

Podobnie, jak w poprzednich tomach, tak też i tu, wiele się dzieje. Zakończenia serii mają to do siebie, że niosą ze sobą całe morze emocji. I tutaj ich nie zabrakło. Już od samego początku dostajemy wiele szokujących faktów, wiele momentów trzyma w napięciu, wiele rzeczy zaskakuje. Autorka skupiła w tej części wiele uwagi na wątku miłosnym. Rozwiązanie go w taki sposób, jak najbardziej mnie satysfakcjonuje. W całej serii został przedstawiony naprawdę świetnie. Niestety, wielkiego sensacyjnego bum, na które czekałam w tej części, nie dane mi było doświadczyć. Dużo tu było przygotowywań, a sama walka poszła, jak po maśle. Skrycie liczyłam na jakieś przeciwności, z których bohaterowie wyjdą w blasku chwały. Nie było tego i pod tym względem jestem niezmiernie niepocieszona.

Autorka w Darze Julii zmieniła nieco styl swojego pisania. Nie ma tu już bowiem charakterystycznych dla niej przekreślonych zdań - myśli, których Julia się wypiera. Ja odbieram to jako symbol przemiany bohaterki, faktu, że nie boi się już świata, nie zapiera się siebie i chce walczyć. Choć trochę mi tych przekreśleń brakowało, to jednak podziwiam autorkę, że potrafiła z nich zrezygnować, na rzecz tego symbolu. Wciąż jednak mamy tutaj inne atrybuty talentu pani Mafi. Jest zabawa słowem, jest magia i umiejętność wciągania czytelnika do świata przedstawianej historii. Niestety, nie wiedzieć czemu, występuje to w znacznie mniejszym stopniu, niż wcześniej. Mimo to, połknęłam tę książkę nie wiedzieć kiedy. Kiedy ją skończyłam, zdałam sobie sprawę dopiero, że jest już... O Matko!... druga w nocy.

O przemianie Julii już pisałam. Przy okazji recenzji Sekretu... wspomniałam, że nie chcę, aby bohaterka wracała do swojej początkowej wersji. Nie zrobiła tego. Stała się nawet jeszcze silniejsza i bardziej pewna siebie. W tej części poznajemy także jeszcze bliżej Warnera. Obserwujemy go z innej strony, przez co zrzuca nieco maskę zimnego potwora, którą przedstawiał nam wcześniej. Wspominałam już, jak ja uwielbiam tego bohatera? Z pewnością tak, ale nie zaszkodzi zrobić tego ponownie. Uwielbiam go! Poznajemy również inną twarz Adama, a wszystko to wpływa na kształt naszego miłosnego trójkąta, o którym już wspominałam. Nie zapominajmy też o niezastąpionym Kenji'm. Kocham Tahereh za to, że umieściła go w swojej trylogii!

Nie da się ukryć, że w Darze Julii jest kilka niedociągnięć. Nie chcę jednak o nich pamiętać. Chcę pozwolić sobie na całkowity zachwyt tą serią! Kocham styl pani Mafi, która zachwyca każdym słowem, kocham bohaterów, kocham pomysł na fabułę i fakt, że nie mogłam przerwać czytania nawet na chwilę. Jeżeli jeszcze nie poznaliście losów Julii, nie ma na co czekać! Pozwólcie się oczarować tak, jak ja!

„Słowa, myślę sobie są takie nieprzewidywalne. Żaden pistolet, miecz, armia ani król nie mogą się mierzyć z potęgą jednego zdania. Miecze mogą ranić i zabijać. Słowa zagnieżdżają się w naszych ciałach i pasożytują w nich jak robactwo. Niesiemy je ze sobą w przyszłość, nie mogąc się od nich uwolnić.”

Moja ocena: 9/10, 5+/6

Książka bierze udział w wyzwaniu


Read more ...

Sekret Julii - Tahereh Mafi

14.5.14



Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Sekret Julii
Tytuł oryginału: Unravel Me
Tom: 2
Liczba stron: 437
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive





„...słowa żyją tak długo, jak długo ludzie je pamiętają.” 

Poprzednią część serii - Dotyk Juli, przeczytałam prawie dwa lata temu. Liczyłam wtedy na pozycję genialną i wykraczającą poza standardy. I choć była to naprawdę dobra książka, to nie sprostała moim wygórowanym oczekiwaniom. Może właśnie ten fakt sprawił, że tak ociągałam się z przeczytaniem drugiego tomu. Zbliżająca się premiera trzeciej części spowodowała, że w końcu postanowiłam nadrobić zaległości.

W Sekrecie Julii nasza główna bohaterka po ucieczce z kwatery Komitetu Odnowy znajduje się w Punkcie Omega, wśród ludzi takich, jak ona. Niestety troski przeszłości uniemożliwiają jej zaaklimatyzowanie się w nowym środowisku. Atmosfera tego nie ułatwia. Nad światem wisi bowiem groźba wojny, a wszyscy oczekują od dziewczyny, że weźmie w niej udział. Tymczasem Adam odkrywa szokujące fakty o sobie, które znacząco wpłyną na jego związek z Julią.

Kolejna książka, która ostatnio skradła moje serca. Kolejna, o której nie wiem, co napisać, aby oddać ogrom emocji towarzyszący mi podczas czytania. Zacznę może od stylu Tahereh Mafi, bo to on tak bardzo wybija tę książkę ponad przeciętność. Przekreślenia, pisanie tylko jednego wyrazu w linij, zostawianie pół wolnej strony czy zabawa słowem, to tylko niektóre z morza przykładów tego niesamowitego pisarstwa. Autorka pozostawiła dla wypowiedzi Julii proste słownictwo, aby pokazać jej izolację od świata. Całość może się wydać nieco chaotyczna, ale to tylko podkreśla akcję i te wszystkie sprawy, którym nasza wyobraźnia musi podołać.

Pomysł na tematykę również zdobył moje uznanie. Choć motyw super mocy jest już dość znany, to ja mało miałam z nim do czynienia, dlatego więc ten w wydaniu pani Mafi, osadzony w antyutopijnych klimatach, uważam za interesujący. Sprawy z zabójczym dotykiem czy izolacją Julii od świata naprawdę rozbudzają ciekawość i oczekiwanie na więcej. Można grać uparciucha i próbować wpisać książkę w schematy, ale po co być upierdliwym? Nie ma to najmniejszego sensu, a jedyne co pozostaje przy Sekrecie Julii to przyznać, że całość jest naprawdę genialna. Do tego akcja na najwyższym poziomie. Mogłoby się wydawać, że mało się dzieje. Taki już urok drugich części trylogii, wszystko czeka na wielkie bum w ogólnym zakończeniu. W tym wypadku autorka zrobiła co mogła, aby wydarzenia przykuwały uwagę. Pociągnęła wątki z pierwszej części, dodała nowe i stworzyła pozycję, od której naprawdę nie sposób się oderwać. Całość jest niewyobrażalnie świeża, choć też nie pozbawiona swoistej głębi. Tyle pięknych cytatów dołączyło do grona moich ulubionych, tyle przemyśleń...

Julia w tej części musi zmierzyć się z nowymi przeciwnościami. Musi otrząsnąć się z widma przeszłości i stawić czoło temu, co czai się tuż za rogiem. Wszystko to sprawia, że ewoluuje, jako osoba. Staje się bardziej samodzielna, świadoma, mniej naiwna, a tym samym i mniej denerwująca. Tak, Julia z pierwszej części i początku drugiej była czasem nie do zniesienia. Na szczęście się to zmieniło. Mam nadzieję, że w trzecim tomie dziewczyna nie wróci do pierwotnej postawy. Autorka skupiła się także na postaciach męskich, aby wykreować trójkąt miłosny. Adam - romantyczny i delikatny (jak dla mnie zbyt kobiecy) i Warner - zdecydowany, skomplikowany i intrygujący. Takich trójkącików było już sporo, ale co ja biedna zrobię, że powstał kolejny, który podbił moje serce (powiedzmy sobie szczerze, zrobił to Warner;))? Nie mogłabym pominąć Kenji'ego, którego po prostu ubóstwiam! Istnieje Team Kenji? Mam nadzieję, że tak, bo zamierzam się zapisać i być najaktywniejszą członkinią.

Sekret Julii porwał moje serce o wiele bardziej, niż tom poprzedni. Stało się tak pewnie dlatego, że w tym wypadku nie miałam aż tak wielkich oczekiwań. Teraz właśnie mogę w pełni docenić styl autorki, który w połączeniu z wartką akcją, pomysłem i stopniem zaangażowania w lekturę, nie może być oceniony inaczej, niż jak arcydzieło. Wy wiecie, że nie sypię często dziesiątkami. Dość ostrożnie podchodzę do tych najwyższych punkcików. Myślę, że dla Sekretu Julii taka ocena jest jak najbardziej zasłużona! Tak okropnie chcę już przeczytać trzecią część! Tak bardzo tego pragnę! Ja udaję się teraz ubolewać nad tymi siedmioma dnami do premiery, a Was, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę serię!

„Nadzieja. Jest jak kropla miodu, jak pole kwitnących tulipanów na wiosnę. Jak orzeźwiający deszcz, wyszeptana obietnica, bezchmurne niebo, idealny znak przestankowy na końcu zdania. Jedyne, co mnie trzyma przy życiu.” 

Moja ocena: 10/10, 6/6

Książka bierze udział w wyzwaniu

Read more ...

Przez burze ognia - Veronica Rossi

25.8.13


Autor: Veronica Rossi
Tytuł: Przez burzę ognia
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 359
Moja ocena: 7/10, 4+/6






Każdy chyba przyzna, że obecnie książki z gatunku Young Adults podbijają rynek i zyskują coraz więcej czytelników. Można im zarzucać schematyczność i płytkość, ale trzeba pamiętać, że nie zawsze tak jest, a nawet jeśli, to czyta się je bardzo dobrze. Dodatkowo prawie zawsze charakteryzują się ciekawym pomysłem i wartką akcją, a to już tylko wpływa na podwyższenie poziomu książki, przynajmniej w moich oczach. Było tak w przypadku ,,Przez burzę ognia".

Akcja rozgrywa się w czasach Jedności. Świat zaczęły nawiedzać burze eterowe, dlatego ludzie postanowili schronić się w Kapsułach Podu. Wszystko poza nimi nazwane jest Umieralnią - to tam rozprzestrzeniają się choroby, a jeden oddech może uśmiercić człowieka. W Kapsułach ludzie korzystają ze Sfer, które za pomocą specjalnego Wizjera umożliwiają egzystowanie na dwóch płaszczyznach. Jedną z nich jest szara rzeczywistość, jednakowe stroje i wszechogarniająca nuda. Drugą - powszechne, wirtualne, LEPSZE NIŻ RZECZYWISTOŚĆ Sfery. To tam ludzie mogą doświadczać wszystkiego, od dotyku do smaków i zapachów. Dodatkowo jest to przecież lepsze niż w rzeczywistości. Powiedzcie sami, czy pomysł nie jest ciekawy i niespotykany? Czytałam, że niektórym kojarzy się z ,,Nową Ziemią", ale ja jej jeszcze nie miałam okazji poznać, także pomysł w ,,Przez burze ognia" uważam za ciekawy i niespotykany.

W takich warunkach żyje główna bohaterka książki - Aria. Dziewczyna spędza czas na odkrywaniu nowych Sfer, a każdej niedzieli śpiewa dla matki. Pewnego dnia kobieta musi wyjechać do innej Kapsuły Podu, w celach badawczych. Kiedy wiadomości od niej przestają przychodzić Aria zaczyna się niepokoić. Próba dowiedzenia się czegoś kończy się bardzo tragicznie. Jej drogi skrzyżują się z niejakim Perrym. Chłopak należy do Wykluczonych, żyje w jednym z plemion, które rozsiane są po całej Umieralni. Codziennie musi walczyć o jedzenie i przetrwanie. Z jego winy stało się coś strasznego. Razem będą próbowali naprawić błędy i odnaleźć szczęście.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam tę dwójkę, mimo tego, że byli szablonowi. No bo ileż to razy już czytaliśmy o dziewczynie ze ,,złego" świata i chłopaku od tych ,,dobrych". Nie kojarzy Wam się chociażby z ,,Delirium"? Aria mnie nieco irytowała. Początkowo myślałam, że będzie dość sympatyczną bohaterką, ale potem jej zdobywane umiejętności tylko mnie irytowały. Nie mogła zostać ,,wirtualną" dziewczyną? Nie byłoby ciekawiej? Perry (czy tylko mnie to imię bawi) był bohaterem trochę ciekawszym, niż Aria. Jego przeszłość intrygowała, a cechy charakteru wywoływały podziw. Może nie stanie się moim ulubieńcem, ale pozostawi w mojej pamięci miłe wrażenie. Wątek miłosny między nimi był trochę nijaki, jak dla mnie. Delikatny, przyjemny dla czytelnika, ale nie wyróżniający się niczym szczególnym. Dla tej historii to dobrze, bo możemy się skupić na innych szczegółach, niż miłość między bohaterami, ale sam w sobie nie przypadł mi do gustu. Czy naprawdę każdą książkę trzeba w niego wyposażyć? Co do innych, drugoplanowych bohaterów, to nie byli oni jakoś bardzo charakterystyczni. Ciekawi, to fakt, ale byli oni z tych, którzy pewien czas po przeczytaniu po prostu blakną w naszej pamięci.

,,Przez burzę ognia" napisana jest dość prostym językiem. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z opisami rzeczywistości i poprowadzeniem historii. Czyta się to bardzo dobrze i szybko, jednak książka pod tym względem nie należy do ambitnych. Od początku coś się dzieje, a z każdym rozdziałem historia tempa i nie pozwala czytelnikowi się nudzić. To, w połączeniu z językiem, powoduje że nie zaznamy spokoju, dopóki nie skończymy czytać. Mogę się przyczepić tylko do tego, że opowieść nie wywołała we mnie jakiś wielkich emocji. Była tu napięta akcja, niepewność i chęć czytania dalej, ale wstrząsu ani zbyt dużego przeżywania wydarzeń nie było. Zakończenie jednak sprawiło, że mam teraz olbrzymią ochotę na drugą część. Z jednej strony mnie zirytowało, ale z drugiej sprawiło, że chcę zdecydowanie więcej. Popatrzcie jeszcze na tę okładkę. Czy nie jest piękna, klimatyczna i wpadająca w oko? Nie widzę tego napisu na górze i z tyłu i po prostu ją uwielbiam.

,,Przez burzę ognia" to książka nie pozbawiona wad i momentów, w których czytelnik ma tak napięte nerwy, że zamiast wyrzucić przez okno śmieję się do książki. Ma też bardzo dobrze wykreowany świat, ciekawy pomysł i sympatycznych bohaterów. Czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie. Mimo tych irytujących fragmentów muszę przyznać, że bardzo polubiłam tę historię. Nie zawiodłam się, bo oczekiwałam właśnie czegoś takiego - lekkiego i przyjemnego. Książka nie trafi do moich ulubionych, ale będę ją wspominać bardzo dobrze i z wielką chęcią przeczytam kolejny tom.
Read more ...

Pandemonium - Lauren Oliver

17.7.13



Autor: Lauren Oliver

Tytuł: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 373
Moja ocena: 8/10, 5/6






Zabrali jej wszystko, co było dla niej ważne. Dom, rodzina i ukochany już od dawna są poza jej zasięgiem. Nie ma normalnego życia, bo już nie wiadomo, co oznacza normalność. Na pewno nie to, co wszyscy by chcieli. Teraz pozostało jej tylko żyć i walczyć.

Po śmierci Alexa Lena trafia do osady w Głuszy. Tamtejsi mieszkańcy zajęli się nią, gdy była prawie martwa, pomogli jej stanąć na nogi. Od tej chwili Lena jest jedną z nich - Odmieńcem - i żyje, jak oni. Po siedmiu miesiącach od tych wydarzeń, dziewczyna trafia do Nowego Jorku, gdzie wstępuje do ruchu oporu. Przed nią wielka misja i wielkie zadanie, choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. W jego trakcie pozna czarującego Juliana - stojącego po drugiej stronie barykady. Chłopak, mimo różnic przypomni jej, co to miłość, a przede wszystkim, jaką osobą chce być.

Lauren Oliver jest pisarką, która nie podejmuje tematów banalnych. Chce nam przedstawić coś więcej, niż można by się po niej spodziewać. Pokazuje nam to również w niebanalny sposób, gdzie pod metaforami, porównaniami i inną rzeczywistością można odkryć ważne prawdy. Tak jest na przykład w serii ,,Delirium". Autorka stworzyła świat bez miłości. Rząd chciał, aby ludzie byli wolni od skrajnych emocji, które źle wpływają na odbiór świata. Może i cel był szczytny, ale potem obróciło się to w skrajną kontrolę, traktowanie jednych ludzi ponad innymi i usuwaniu wszystkich, którzy nie pasują do szablonu. Nie przypomina Wam to czegoś albo kogoś? Na przykład pana z wąsem, który uważał, że jest lepszy od innych i chciał zniszczyć pewną rasę? Może moje porównania są zbyt głębokie, ale bardzo ułatwia to odbiór tego, co autorka chce przekazać. A mianowicie, że świat bez miłości nie istnienie. Za miłością idą inne uczucia, jak współczucie, poświęcenie czy przyjaźń, a właśnie dla nich warto żyć. Każdy jest równy, nie ważne czy różni się nieco czy też nie, a dyskryminacja to najgorsze, w co możemy wdepnąć i nigdy nie powinniśmy pozwolić, aby nas dopadła.

W ,,Pandemonium" widać, że autorka urozmaiciła swój warsztat. Historię mamy podzieloną na dwa etapy: "Teraz" i ,,Wtedy". Możemy przez to obserwować powiązania i odbierać to, jako urozmaicenie w akcji. Mnie nie przypadło to niestety do gustu. Zbyt dużo mącenia tu było. Może nie gubiłam się w akcji, ale nie mogłam też się w niej zatracić. Kiedy bowiem przeczytałam ciekawy fragment z ,,Wtedy" musiałam przeskoczyć do mniej ciekawego z ,,Teraz" lub na odwrót. Później, kiedy rozdziały były nieco krótsze już tak bardzo mi to nie przeszkadzało. W ,,Pandemonium" możemy też obserwować charakterystyczny styl autorki. Chyba każdy, kto przeczytał choć fragment tej serii, nie zaprzeczy, że Lauren Oliver posiada takowy za co jestem jej doprawdy bardzo wdzięczna i jeszcze bardziej ją za to podziwiam.

W ,,Pandemonium" pojawiło się wielu nowych bohaterów. Można nawet powiedzieć, że wszyscy, oprócz Leny, byli nowi. Ci z ,,Delirium" pozostali w cywilizowanym świecie, po drugiej stronie barykady. Teraz obserwujemy ludzi z Głuszy i żyjemy wraz z nimi. Poznajemy waleczną Raven, sympatyczną Blue i wielu innych. Każdej z tych osób nadany jest przydomek, zamiast imienia, jako symbol nowego życia. Muszę przyznać, że cieszę się, że nie zostały one przetłumaczone. Sami przyznajcie, lepiej się czyta o Blue niż o Niebieskiej, prawda? Wspomnieć trzeba o Julianie, który jest nową miłością naszej bohaterki. Mamy tu przykład chłopaka, z innej ligi, z którym związek nawet nie powinien przychodzić na myśl. Jak pewnie wiecie i się domyślacie przyszedł na myśl, choć racji bytu nie miał. Znów coś szablonowego, czyż nie? Sam Julian, mimo że z wielką duszą i sercem nie porwał mnie. Wiem, że narzekałam wcześniej, że między Leną i Alexem jest mdło, ale cóż z tego. Jestem wierna temu pierwszemu chłopakowi i domagałam się go od początku książki. Ci, co czytali mogą sobie wyobrazić moją minę na koniec.

Sama Lena bardzo się zmieniła. Od początku ,,Delirium" do końca ,,Pandemonium" przeszła diametralną przemianę. W pierwszej części widzieliśmy, że popiera remedium i wszystko inne, co sugeruje ludziom rząd. Zmieniła się już w pierwszej części i była gotowa na ucieczkę, choć nie wiedziała, co ona tak naprawdę oznacza. W ,,Pandemonium" stała się pełnoprawnym Odmieńcem. Walczy o wolność i robi wszystko dla wyższego dobra. Zawdzięcza to pewnie Alexowi. Nie jest już szarą, nieporadną myszką, a kobietą, która wie, jak radzić sobie w sytuacji kryzysowej. Tą Lenę lubię zdecydowanie bardziej, niż początkową.

,,Pandemonium" różni się od ,,Delirium" czy to pod względem znacznie lepszego wykonania, urozmaicenia akcji, czy też umieszczenia jej w innym środowisku. Akcja ,,Pandemonium" bowiem toczy się od strony Głuszy i ruchu oporu. Dzięki temu właśnie, możemy obserwować innych bohaterów czy zmianę Leny. Nie wiem, czy ta część przypadła mi do gustu bardziej, czy mniej niż ,,Delirium". Wiem jednak, że cała seria prezentuje się naprawdę świetnie. Porusza ważny temat, który wpleciony jest w antyutopijną rzeczywistość. Nie można tego nie polubić, tak jak i nie można tego nie polecić. Robię to z czystym sercem. Spodoba się nie tylko młodzieży, ale myślę, że starszym czytelnikom również. Tak więc jeszcze raz polecam gorąco!!



Read more ...

Finale - Becca Fitzpatrick

18.1.13
„Nie zasługujesz na mnie - zgodził się.- Zasługujesz na kogoś lepszego, ale utknęłaś tu ze mną i musisz sobie z tym jakoś poradzić.”

Nora jeszcze nigdy nie była tak pewna swej miłości do Patcha. Upadły czy nie, to on jest tym jedynym. I choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ta dwójka stanowi dla siebie śmiertelne zagrożenie, dziewczyna nie ma zamiaru rezygnować z ukochanego. Teraz muszą połączyć siły, by stoczyć ostateczną walkę o życie.

Starzy wrogowie powrócą, pojawią się nowi, a ktoś zaufany okaże się zdrajcą. I choć role zostały rozdzielone, Nora i Patch nie wiedzą, po której stronie przyjdzie im walczyć.

Czy istnieją takie przeszkody, których nawet miłość nie pokona?



"Nienawidzę zakończeń serii" - to mój motyw przewodni na dziś albo może raczej na najbliższy tydzień. Dlaczego? Z serią "Szeptem" spotkałam się przypadkiem ponad rok temu i od razu ją pokochałam. Zaczęłam uwielbiać Coldwater, świat Nory, że o Patchu nie wspomnę. Każdą następną część czytałam z zapartym tchem, nie zważając na wady, bo jak się coś kocha, to kocha się to bezwarunkowo. Aż przyszedł czas na "Finale". Na mojej półce książka ta czekała sobie już od premiery, ale za wszelką cenę starałam się odwlec jej przeczytanie, żebym nie musiała się z żegnać z tym światem. Aż się złamałam i sięgnęłam. A uczucie żalu i niedosytu a zarazem silnych emocji po przeczytaniu wciąż mi towarzyszy.

Nie ukrywam, że seria "Szeptem" to taka moja mała słabość. Po prostu ją uwielbiam. Wiem, że można jej zarzucić, że nie przekazuje zbyt wielu wartości, ale co z tego. Ja jestem jej fanką. Ale nie jest też tak, że nie widzę błędów. O nie! Widzę je, tylko zwyczajnie przymykam na nie oko. Tutaj też kilka znalazłam. Denerwowały mnie początkowe rozdziały i wolno rozkręcająca się akcja. Dopiero mniej więcej w połowie wróciła książka, jaką lubię. Cała ta część opierała się na przygotowaniach do wojny, przez co zabrakło mi odrobinę normalnego życia bohaterów, ale co tam. W zamian otrzymałam trzymającą w napięciu akcję, która towarzyszyła mi aż do ostatniej strony. Dostaliśmy odpowiedzi na wszystkie zagadki pozostawione nam w poprzednich częściach. A i w tej pani Fitzpatrick pozostawiła na nas pułapki. Dała nam kilka możliwych, jakże ciekawych zakończeń, wiele pomysłów na zwycięstwo i tropy do winnych, a zakończenie i tak było inne i mimo wszystko wprawiło mnie w zaskoczenie. Styl pisania Becci Fitzpatrick jest naprawdę bardzo dobry. Książkę czyta się z zapartym tchem, nie sposób odłożyć jej na bok. A gdy dojdzie się już do końca, wtedy pojawia się żal, że nie będzie już ani strony więcej.

Powiedzieć, że bohaterowie przeszli metamorfozę, to jak rzec, że cukier jest tylko troszeczkę słodki. Nora nie jest już zalęknioną nastolatką. Staje się silną kobietą, która umie dochodzić swoich praw i walczyć o to, co kocha. Popełniała błędy: była naiwna, zazdrosna, mało logiczna w pewnych momentach, ale jedno jest pewne - to już nie ta sama Nora. I brawo dla niej, bo tą nową naprawdę bardzo polubiłam. Patch - niegrzeczny chłopiec, choć pewnie jakby to przeczytał, gorzko bym pożałowała swoich słów - również się zmienił. Kochał Norę tak bardzo, że ta miłość pomogła mu zdziałać cuda - dosłownie. Jest chyba ideałem wielu osobniczek płci pięknej, w tym moim. Jak to mówią, grzeczny dziewczynki lubią niegrzecznych chłopców i Patch idealnie wpasowuje się w to powiedzenia. Tylko, że on potrafi jeszcze darzyć szaleńczym uczuciem, ma świetne poczucie humoru, a jego "teksy" na pewno zaważyły na popularności tej serii- i jak go tu nie kochać. Pojawiają się również nowi bohaterowie, którzy również wywołują bardzo sprzeczne emocje. Powiem tylko tyle, nasze pierwsze postrzeganie ich, później zmieni się o 100%. Starzy odkryją przed nami swoje sekrety, co sprawi, że polubimy ich jeszcze bardzie - mówię tu o Vee.


„Naciągnęłam kołdrę pod brodę i poczułam, jak wabi mnie delikatny, słodki sen. Już właściwie byłam w jego objęciach, kiedy materac się ugiął pod ciężarem drugiego ciała. - Nie mam pojęcia, dlaczego tak uwielbiasz to łóżko. - powiedział Patch. - Jest o trzydzieści centymetrów za krótkie i o metr za wąskie. Nie jestem też fanem tej fioletowej pościeli. Natomiast moje łóżko to co innego...”

Co do okładki to muszę powiedzieć, że nie jestem nią zbyt zachwycona. Bardzo dobrze oddaje klimat, ale Patch wydaje mi się zbyt wyidealizowany. Bardziej to model, niż "mój Patch". Widać, że za scenerię posłużył zwykły kawałek kartonu. Wiem, że tak właśnie się wykonuję okładki, jednak nie zmienia to faktu, że chciałabym, żeby była ona wykonana nieco lepiej.

Jak już mówiłam, serię "Szeptem" wprost uwielbiam. "Finale" to dobre zakończenie tej historii, jednak nie zmienia to faktu, że czuję niedosyt, że to już koniec. Książka napisana jest naprawdę bardzo dobrze. Nie mogłabym chyba jej nie polecić. Jeżeli więc jeszcze nie czytaliście tej serii, zróbcie wszystko, co tylko się da, aby dopaść ją w swoje łapki i zabierajcie się za czytanie. Jestem pewna, że nie pożałujecie!! Mi zostaje czekać na najnowszą powieść Becci i mieć nadzieję, że będzie równie dobra. 

Moja ocena: 9/10

Recenzja wydaje mi się trochę dziwna i poplątana, ale długo zastanawiałam się, co mogłabym o tej książce napisać, żeby dobrze to ją oddało, dlatego nie miejcie mi tego za złe.

Co porabiacie w ten piątkowy wieczór? Odpoczywacie w ferie, czy dopiero na nie czekacie?
Pozdrawiam!!
Read more ...

Delirium - Lauren Oliver

27.12.12
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. 
To też nie diabeł rogaty. 
Ani miłość kiedy jedno płacze 
a drugie po nim skacze. 
Miłość to żaden film w żadnym kinie 
ani róże ani całusy małe, duże. 
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół, 
drugie ciągnie je ku górze. 


Tak śpiewa Happysad w jednej ze swojej piosenek. Nie wiem czemu, ale utwór ten zaraz skojarzył mi się z tą książką. Ale zacznijmy od początku, czyli od przybliżenia fabuły.


Świat nie jest wolny od chorób. Jedną z nich jest... miłość. Tak, tak, dobrze słyszycie. Już dawno temu to udowodniono i znaleziono na lekarstwo. Zamknięto granice państwa, aby uchronić ludzi przed dzikimi, zarażonymi ludami i po uzyskaniu wieku pełnoletniego zaczęto wstrzykiwać obywatelom remedium. Po zabiegu można się czuć uratowanym, nie ulegniesz już bowiem tej zdradliwej chorobie jaką jest miłość, nie zaprowadzi Cię ona w objęcia śmierci. Od tego czasu będziesz wiódł spokojne życie, ze sparowanym (przeznaczonym) Tobie mężczyzną, bez wielkich porywów, ale też bez ryzyka choroby. Lena też tak myślała, niecierpliwie odliczała dni do zabiegu. Było tak, dopóki nie ujrzała Jego. On otworzył jej oczy, pokazał prawdę, zdjął zasłonę niewiedzy. Teraz wszystko jest inne.


Na Delirium miałam ochotę już od dawna. Zachęcały mnie do tej książki pozytywne recenzje, jak i magnetyzujący opis. Wspomnieć też muszę o przyciąganiu, jakie do tej książki poczułam. Idę do biblioteki, z zamiarem oddania książek. Bronię się jak tylko umiem, żeby nie zaglądać na półki i nie brać niczego, bo przecież mój stos książek do przeczytanie urośnie niedługo do nieba. Gdy już weszłam do tej świątyni lektur, mówię sobie: tylko zerknę, nie będę nic brała. A potem na półce widzę Delirium i wszystkie moje postanowienia diabli wzięli. Biorę ją szybko, żeby się nie rozmyślić. W domu, po skończeniu innej książki, zamiast zając się tymi czekającymi na półce łapię się za Delirium. I przepadam... 


Chyba każdy się ze mną zgodzi, że motyw Delirium jest niespotykany. Świat bez miłości - mimowolnie człowiek zaczyna się zastanawiać, jak taki świat by wyglądał, jak by się w nim żyło. Niejednokrotnie stwierdziłam, że nie dałabym tam rady. Ze względu właśnie na pomysł, dla pani Oliver wielki plus ode mnie. Książką tą byłam jednak zachwycona, nie tylko ze względu na pomysł. Sam styl prowadzenia fabuły jest świetny, tak że czytelnik nie może się od niej oderwać. Mimo, że początkowe cztery rozdziały mnie nieco nudziły, to potem wciągnęłam się tak, że po prostu musiałam skończyć tę książkę i dowiedzieć się, co się stanie. Moje nerwy były pozytywnie napięte, a wyobraźnia nie mogła odgadnąć zakończenia aż do ostatniej strony. Język nie przytłaczał, książkę czytało się lekko. Ciekawym pomysłem były cytaty na początku każdego rozdziału z ksiąg świata, w którym dzieje się akcja - świata bez miłości. Jeszcze bardziej podkreśla to, jak autorka musiała go dopracować, nawet w najmniejszy szczegół.


Muszę przyznać, że Lena mnie denerwowała. Jej początkowa fascynacja zabiegiem była wręcz nieznośna i mimo, że mogę ją zrozumieć, ze względu na jej sytuację, nie zmienia to faktu, że mnie to irytowało. Później na szczęście się zmieniła. Ogółem mówiąc, była bohaterką, która dała się lubić, nieco przeciętną, ale nie pozbawioną wewnętrznego potencjału, może trochę pokroju Belli Swan. Polubiłam za to naprawdę bardzo jej przemianę. Cieszyło mnie kiedy wreszcie dotarła do niej prawda. Alex natomiast, spełniał swoje zadanie. Hipnotyzował, zaskakiwał, roztaczał nutkę tajemnicy, by w końcu pokazać swoją głęboką wrażliwość. Nieco szablonowe, prawda? Nawet sam wątek miłosny między nimi, mimo że był nietuzinkowego, ze względu na sytuację, to w pewnych momentach bohaterowie zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo, co mnie niezwykle irytowało. Na szczęście inni bohaterowie byli już bardziej charakterystyczni według mnie, odróżniali się na tle szarości za co wielkie brawa. Choćby Hana. Naprawdę bardzo ją polubiłam. Ma temperament jakiego szukam wśród bohaterów i to ona pchała Lenę do buntu. Nie wiem, co się stanie w następnej części, ale jeżeli jej zabraknie, to będę naprawdę zawiedziona. 


Okładka jest dość prosta, ale w tej sytuacji, jakże adekwatna. Myślę, że jej prawdziwe przesłanie można zobaczyć dopiero po przeczytaniu książki, a żeby nie psuć Wam tej radości nie będę zdradzać szczegółów.


Delirium to naprawdę dobra książka. Świat przedstawiony jest dopracowany w stu procentach, czyta się ją świetnie, a zakończenie wyciska łzy z oczu. Mimo niezbyt charakterystycznych głównych bohaterów jest naprawdę warta przeczytania. A nawet więcej, to pozycja która wyróżnia się wśród jej znajomych z tego gatunku. Gorąco Wam ją polecam!!


Moja ocena: 5/6





Read more ...

Tahereh Mafi - Dotyk Julii

29.7.12
,,Nadzieja tego świata wykrwawia się z lufy karabinu."

Wyczekiwana przeze mnie od dłuższego czasu książka, w końcu została przeczytana. O ,,Dotyku Julii" usłyszałam pod koniec kwietna i już wtedy bardzo, ale to bardzo chciałam to przeczytać.     Naprawdę ludzie od marketingu odwalili tu kawał dobrej roboty, bo po prostu obok tej książki nie można było przejść obojętnie.

Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha.

Co tak bardzo zainteresowało mnie w tej książce? Chyba ta niecodzienna fabuła. Niekonwencjonalny pomysł na opowieść. Coś co się jeszcze nie pojawiło. Uwięziona dziewczyna, której dotyk zabija, to niewątpliwie zachęca do czytania. Może to i prawda, że umiejętność trochę podobna do tych, które posiadali supermani, ale się kompletnie na tym nie znam, więc mi się spodobało.
Ciekawa była też narracja w czasie teraźniejszym. Nadawało to szybkości całej opowieści i do tej akurat książki jak najbardziej pasowało. Następna rzecz, która nie pojawiła się nigdzie indziej to mianowicie skreślone myśli. Dla mnie nieraz były one ważniejsze niż te nie skreślone.

Bohaterowie to bardzo mocna część tej książki. Bo byli dopracowani naprawdę dobrze. Każdy z nich miał jakąś przeszłość, ale też z ich obecnego zachowania dało się wywnioskować, jacy są naprawdę. Tytułowa Julia była bardzo przyjazna, czasem nawet wydawało mi się, że aż za bardzo. Mimo wszystko polubiłam ją.

Okładka po prostu zniewala. Spadająca dziewczyna w potłuczonej sukience. Czyż to nie jest tajemnicze i groźne?

Co mam do zarzucenia tej książce? Chyba to, że chociaż pomysł, jak i pisanie są bardzo nowatorskie to nie doczekałam się jakiegoś ,,łał", na które skrycie liczyłam. Akcja była ciągle szybka, a nie tak jak w innych książkach, które dopiero pod koniec nabierają rozpędu i to chyba sprawiło, że nie odłożyłam tej książki na półkę z dreszczykiem emocji, bo ich lekki powiew stale mi towarzyszył. Bardzo dobrze, lecz czekałam, że pod koniec stanie się coś naprawdę nieoczekiwanego. Książka była dobra, lecz myślałam, że będzie naprawdę świetna, dlatego czuję lekki niedosyt.

Książkę polecam, bo to naprawdę coś nowego. Choćby z ciekawości każdy powinien ją przeczytać.

Moja ocena: 4+/6

Read more ...